sobota, 2 stycznia 2016

,,Za nocą'' Rozdział 1

Pierwszy rozdział opowiadania :). Trochę długi, ale mam nadzieję, że warto przeczytać i że długość nikogo nie zniechęci.


         Był ciepły, słoneczny dzień, który jednak nie odzwierciedlał nastroju Meshy. Wracała właśnie z zakupów z przeświadczeniem, że dzień ten nie będzie udany. Ciotka właśnie wyjechała na całe wakacje w bliżej nieznane jej miejsce i zostawiła dom pod opieką siostrzenicy. Dom wraz ze swoimi ,,kochanymi" kociętami, których Mesha tak bardzo nie lubiła. Ciotka zabroniła iść jej do jakiejkolwiek pracy, by jej malutkie kotki, Mira i Fania, nie zostały same. Mieszkała już tu trzy lata, a ta co rok wymyślała coś ciekawego, by tylko móc zabronić jej się trochę usamodzielnić. W wieku dwudziestu jeden lat mogłaby chociaż wynająć stancję niedaleko uczelni, jednak ciotka nie widziała takiej możliwości. Nie była taka zła, ale Mesha odetchnęła z ulgą o wiadomości, że tym razem nie będzie zmuszana do udziału we wspólnej wycieczce. Pomyślała w tym momencie, że to dziwne, że nie wie gdzie znajduje się ciotka Serena, mogła bardziej słuchać gdy ta chciała z nią o tym porozmawiać.
         Zamyśliła się, próbując sobie przypomnieć coś z tamtej rozmowy i wpadła na kogoś rozsypując zakupy na chodnik.
         -Przepraszam, to było niechcący - pospieszyła z przeprosinami, jednocześnie schylając się, by zebrać zagubione rzeczy.
         - Nic się nie stało. - potrącony mężczyzna także się pochylił by pomóc dziewczynie. - wypadki się zdarzają.
- Nie mnie - podniosła wzrok spotykając wzrok nowo poznanego. - Zwykle uważam co robię.
Podniosła głowę. Mężczyzna nie odrywał od niej wzroku. Miała wrażenie, jakby chciał przejrzeć ją na wylot. Z marnym skutkiem.
         Wstała, odebrała od niego zakupy i minęła go bez słowa. Starała się uważać na przypadkowe spotkania.
         - Hej! - zawołał, nabierając chłodnego tonu. Coś w jego głosie skłoniło ją do zatrzymania się. Odwróciła się z wymalowanym uśmiechem.
         - Przepraszam za moje maniery. Powinnam była podziękować.
         - Nie o to chodzi - podniósł szare pudełko do góry. - Jeszcze to ci wypadło.
         Podeszła do niego, odebrała z jego ręki pudełko i przyjrzała mu się. - Nie pamiętam bym to kupowała.
         - Znalazłem to wśród tych rzeczy - wskazał na torbę zawieszoną na ramieniu dziewczyny. Ta wzruszyła ramionami i schowałą je z powrotem. - Dziękuję.
         Mężczyzna wyciągnął rękę.
         - Nazywam się Sten.
         Z wahaniem uścisnęła jego dłoń - Mesha - przedstawiła się nim zdążyła pomyśleć.
         - Mogę pomóc ci z tymi zakupami - zaoferował Sten.
         - Nie trzeba. Nie są ciężkie. - pokręciła głową. - Poza tym mieszkam niedaleko.
         - Wiem. - mruknął po czym odebrał jej torbę i zaczął iść w kierunku domu jego ciotki.
Mesha zaniepokoiła się. ,,Jak to wie..." pomyślała i zagrodziła mu drogę.
- Jak już powiedziałam nie chcę rzadnej pomocy.
- Nie musisz się niczego obawiać. - na jego twarz napłynął lekki uśmiech. - Jestem znajomym Sereny. Prosiła mnie bym służył ci pomocą pod jej nieobecność.
- Skąd pomysł, że będzie mi potrzebna?
- Twoja ciotka wspominała mi trochę o tobie. - Spuścił wzrok, a Mesha już wiedziała co znaczyło to trochę. Poczuła wściekłość. Nigdy nie podejrzewała ciotki o taką niedyskrecję. Obiecała przecież wszystkim, że nie piśnie nikomu słówka, by nie zagrażać jej bezpieczeństwu. A tu nagle, po trzech latach, takie coś.
Przyjrzała się stojącemu przed nią mężczyźnie. Miał bardzo ciemne, wręcz czarne, długie włosy, wśród których można było zauważyć cienkie, białe pasemko, mimo że wiek jego twarzy nie wskazywał by miał więcej niż 30 lat. Niebieskie oczy ponownie wwiercały się w nią uparcie, a Mesha czuła, że nie mogłaby polubić kogoś, kto się tak uparcie komuś przygląda. Mimo to mogłaby stwierdzić, że jest przystojny, gdyby nie targające nią emocje. Nie chciała mu pozwolić zbliżyć się do domy Sereny. Nie miała jednak pomysłu jak zabrać mu te zakupy, poza prośbą.
         - Proszę, oddaj mi moje zakupy.
         - Nie upieraj się tak, przecież mogę ci pomóc. - jego uśmiech się poszerzył. Mesha odwróciła się i szybkim marszem udała się do domu. Starczyło jej dziennego budżetu na drugą taką partię. Kątem oka pilnowała czy Sten nie ruszył za nią. Widziała, że przez chwilę stał tam gdzie stał, po czym odwrócił się i poszedł w swoją stronę. Uśmiechnęła się z satysfakcją.
         Chwilę potem znalazła się pod domem. Nie była to jakaś willa, po prostu ładny, mały domek jednorodzinny, z ogrodzonym podwórkiem i małym ogródkiem za domem. Ciotka bardzo lubiła roślinność, więc praktycznie cała ogrodzona przestrzeń była zapełniona drzewkami, kwiatami i różnego rodzaju innymi roślinami.
         Weszła do domu, do przyjemnie ozdobionego salonu. Na środku stała skromna kanapa, przed nią owalny, dębowy stolik i dalej mała półka z telewizorem. Na ścianach koloru jasnobrązowego, chociaż niektórzy stwierdziliby orzechowego, w miejscach nie zajętych przez dębowe, pasujące do reszty szafy, wisiały obrazy ciotki oraz siostry, które przywiozła z domu na pamiątkę. Od tamtego zdarzenia nie miała z nią kontaktu i bardzo za nią tęskniła. Wiedziała jednak, że póki jej nie pozwolą nie może się do niej odezwać.
Zepchnęła koty z kanapy i usiadła na niej, żałując teraz, że nie pozwoliła przynieść za sobą tych zakupów. Nie wiedziała teraz dlaczego nie chciała by mężczyzna wiedział, gdzie mieszka, chociaż umiała zrozumieć swoje wzburzenie. Mimo wszystko Sten nie zasługiwał by tak go potraktować, przecież chciał jej tylko pomóc. Nie wiedziała nawet jak go przeprosić. O jedzenie to się nie martwiła, bo na obiad wiedziała co przygotuje, a wieczorem i tak wychodziła.
Wstała, starając się nie myśleć o swoim zachowaniu i poszła do kuchni zabierając się za robienie spagetti. Nie zajmowało to wiele czasu, wystarczyło ugotować makaron, bo sos miała już zrobiony.
Gdy miała zabrać się za zmywanie naczyć po obiedzie usłyszała pukanie do drzwi. Ciotka nie uznawała dzwonków, gdyż te płoszyły jej cudowne kotki. Wyjrzawszy przez wizjer nie mogła ukryć zdziwienia. Na wycieraczce stał Sten, jak się po otwarciu okazało, z jej zakupami.
         - Hmm... cześć - przywitała się, czyjąc zażenowanie.
         - Witaj. Pomyślałem, że to ci się przyda - wyciągnął torbę przed siebie. - Pomyślałem, że jak ochłoniesz to nie będziesz widziała już we mnie wroga, więc przyszedłem.
         - Tak, przepraszam. I dziękuję. - odebrała torbę. - Może wejdziesz? W ramach zadośćuczynienia mogę zaproponować ci kawę.
         - Dziękuję, chętnie. - uśmiechnął się po raz trzeci tego dnia i wszedł do środka, próbując jednocześnie uniknąć łaszących się do jego nóg Miry i Fani.
         - Widzę, że naprawdę jesteś znajomym ciotki. - wskazała na koty. - Te kreatury nikogo nie lubią.
         Pogłaskał kotki. - Tak. Mira i Fania to mądre stworzenia. Wiedzą gdy ktoś ma złe intencję.
- W takim razie ja muszę być usłana złymi intencjami, bo te ciągle na mnie fuczą. - uśmiechnęła się.
- Wiedzą może, że za nimi nie przepadasz.
- Stanowczo wolę psy. Pewnie im nie pasuje, że bratam się z wrogiem.
Uśmiechnął się lekko i usiadł na kanapie. Mesha weszła do kuchni zabierając się za przygotowanie kawy. Postanowiła skorzystać z ekspresu i zrobić kawę w dzbanku. Chwilę później była już gotowa.
Odetchnęła i weszła razem z kawą i kubkami do salonu. Ustawiła jeden przed sobą, drugi dała gościowi, polała napój i usiadła na kanapie obok niego.
- Skąd znasz moją ciotkę? - zagadnęła by jakoś zacząć temat.
- To długa i nudna historia, nie warta opowiadania. - odpowiedział lekkim tonem. - Żadne z nas nie ma tyle czasu by tego słuchać. - Uśmiechnął się lekko. - Chciałabym się za to dowiedzieć dlaczego tak się wzburzyłaś, że chciałem ci pomóc.
- Nie to mnie wkurzyło, tylko to, że moja ciotka ci o wszystkim powiedziała.
- Zapewne nie o wszystkim. - przeniósł wzrok na łaszące się koty. - Ale rozumiem, że mogła zaniepokoić cię jej niedyskrecja.
- Niedyskrecja? - żachnęła się. - Ona chyba nie zdaje sobie sprawy ile od tego zależy. - zaczęła, ale zaraz zamilkła, wiedząc, że sama też powinna się powstrzymać przed mówieniem.
- Nie martw się. Twoja tajemnica jest u mnie bezbieczna.
- Wybacz, jeżeli ci nie uwierzę. - powiedziała lekko drwiącym tonem.
- Rozumiem. - odłożył kubek na stolik i podniósł się. - Muszę już iść.
- Uraziłam cię? - spytała, także wstając. Poczuła wstyd, że znowu nie była miła i nie doceniła jego dobrych zamiarów.
- Nie mastw się o nic, nie miałem zbyt wiele czasu. - Skierował się w stronę drzwi. - Jeszcze kiedyś cię odwiedzę, jeśli chcesz.
- Tak, czemu nie. - mruknęła.
Sten otworzył drzwi, jeszcze raz na nią spojrzał i wyszedł zamykając je za sobą.
Chwilę jeszcze tak stała, zanim sobie uświadomiła która godzina. Musiała zacząć szykować się do wyjścia. Pobiegła na górę do łazienki. Wzięła dokładny prysznic i owinęła się ręcznikiem, po czym poszła do pokoju stając przed szafą pełną ubrań. Nigdy nie miała problemu ze znalezieniem w niej tego czego potrzebowała. Tym razem wyciągnęła czarną luźną bluzkę na ramiączka, czerwoną spódniczkę i czarno - czerwone rajstopy. Normalnie się tak nie ubierała, ale tym razem szła z koleżankami do klubu. Z szuflady wyciągnęła bieliznę i poszła z tym wszystkim do łazienki. Zsunęła z siebie ręcznik i stanęła nago przed lustrem. Mimo że wszystko wydarzyło się trzy lata temu, wciąż szokował ją ten widok. Minęły trzy miesiące zanim odważyła się spojrzeć na swoje tatuaże w całej okazałości. Wspomnienia wciąż bolały. 
         Szybko się ubrała i umalowała. Nigdy nie robiła sobie mocnego makijarzu, toteż ograniczyła się do tuszu, kredki i pomadki. Gdy tylko skończyła usłyszała dzwonek do drzwi. Zbiegła szybko po schodach, ubrała czarne glany i wyszła za drzwi. Tam czekały na nią jej dwie nowe koleżanki ze studiów, Angela i Monic oraz jedna stara przyjaciółka z jej kraju, Klara. Przyjechała tu rok temu, wraz z rodzicami i ciotka pomogła jej odnowić z nią kontakt.
         - Gotowa? - Zawołała Angela. Była bardzo energiczną, żywiołową dziewczyną, do tego niezwykle kolorową. Lubiła ubierać się w jaskrawe kolorym, które kontrastowały z jej rudymi włosami. Dzisiaj też z tego nie zrezygnowała, miała na sobie jaskrawożółtą tunikę, czerwono-błękitne legginsy i zielone buty na koturnach.
- Jasne - zaśmiała się. Uwielbiała spędzać z nimi czas. Zapominała przy nich o wszystkim. - To jakie miejsce w ten piątkowy wieczór?
***
         Z ukrycia obserwował je zakapturzony mężczyzna. Nadchodząca ciemność zakrywała jego ruchy. Musiał za nimi podążyć. Takie miał rozkazy
  Wiatr zdjął jego kaptur rozwiewając jego białe włosy.

8 komentarzy:

  1. Witam.
    Blog został zgłoszony do katalogu na Rejestrze blogów, jednak zanim zostanie on dodany, prosiłabym o zamieszczenie na blogu linku/buttonu do Rejestru.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mnie się to! Drąż dalej :D PS: I to imię kolorowej koleżanki...umm :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie powiem, zapowiada się ciekawie, lekka tajemniczość. Jak na razie super :) Jeżeli mogę ci coś poradzić to na pewno powinnaś się zastanowić nad zmianą szablonu bloga, sama tak zrobiłam i przyniosło to niezły rezultat. Dołącz też do 2 katalogów, rejestrów blogów i poczytaj trochę o gadżetach na blogerze. Jezu jaka litania XD W skrócie pisz dalej, jak na razie ten blog ma dla mnie wielki potencjał nie zmarnuj go. Powodzenia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za rady, na pewno skorzystam:).

      Usuń
  4. - Nie MASTW się o nic, nie miałem zbyt wiele czasu. Literówka;p

    OdpowiedzUsuń