sobota, 9 stycznia 2016

,,Za nocą" Rozdział 2, cz.1

        Rozdział drugi będzie podzielony na dwie części, ponieważ jest trochę długi i nie chcę wstawiać wszystkiego na raz, zwłaszcza, że druga część jest jeszcze nieogarnięta ;). Ta część będzie trochę krótsza,

        Wiem, że trochę głupie i ,,lamerskie", ale mam małą prośbę do czytających, mianowicie, czy moglibyście zostawiać jakieś swoje opinie bądź po prostu komentarze pod postami? Już spieszę z wyjaśnieniami po co mi to:
    Po pierwsze i co tu ukrywać, najważniejsze: Zawsze to fajnie jest widzieć, że ktoś komentuje, aż się we własnej głowie prestiż podnosi :D. Jeszcze jak to jest jakiś pozytywny komentarz to ego dwa razy rośnie :D.
    Po drugie: Nie wiem czy pisząc coś robię źle, a uwagi są zawsze mile widziane :). Widzę wtedy swoje błędy, których normalnie bym nie dostrzegła. Można uwagi pisać także na maila, po prawej stronie jest takie coś o nazwie ,,Odezwij się" :).
    Po trzecie: Zawsze to oznaka, że ktoś naprawdę czyta, a nie tylko ogląda :).

Wybaczcie podkreślenie koloru tła, ale inaczej tekst byłby w ogóle niewidoczny, nie wiedzieć czemu nie chce mi się jego kolor zmienić ...


Dobra, a teraz bez większych wstępów (a raczej jeszcze większych) Następna część :).


            Tańczyły do kolejnej piosenki, nie okazując zainteresowania otaczającym je ludziom. Co prawda Mesha nie umiała do końca wyłączyć swojej czujności, jednak starała się dobrze bawić, chociaż nie przepadała za takimi imprezami. Przy wyborze miejsca na kolejną zabawę została niestety przegłosowana.
            - Zamówmy sobie jeszcze po jednym! - zawołała Monic starając się przekrzyczeć napływającą z głośników muzykę i przepychając dziewczyny przez tłum w stronę baru.
            Mesha obejrzała na przyjaciółkę. Jej czarna, krótka sukienka wyglądała nienagannie mimo namiętnych uścisków, wykonywanych nie tak dawno w parze z nieznajomym blondynem. Za to okrągła, drobna twarz i chwiejny krok jednoznacznie wskazywały na dużą ilość wypitych wcześniej drinków.
            - Tobie już wystarczy. - Odwróciła się, zatrzymując Monic tuż przed celem. Uśmiechnęła się na widok nadąsanej miny swojej przyjaciółki. - Osobiście uważam, że powinnyśmy już się zmywać.
            Nie zachwyciła jej ta wiadomość, jednak pozostałe dziewczyny ochoczo jej przytaknęły. Miały świadomość, że zbliża się pierwsza, a pijana i zmęczone Monic potrafi być niezwykle uciążliwa. Poza tym wszystkie chciały mieć jeszcze czas na typowy babski wieczór z piżamami, popcornem i komediami romantycznymi. Mesha miała tylko nadzieję, że koleżanka wytrzeźwieje na tyle, by nie sprawiać kłopotów.
Ruszyły w stronę parkingu dla pracowników. Angela miała tu znajomych, którzy pozwolili im tam zaparkować, a dzięki temu, że Mesha nie pije nie musiały wracać do domu taksówką.
            Wyszły na zewnątrz. Nie zabierały ze sobą żadnych kurtek i właśnie teraz tego żałowały. Mesha wyciągnęła kluczyki z torebki i pospieszyła idące za nią rozchichotane przyjaciółki. Otworzyła drzwi do samochodu, gdy usłyszała za sobą pisk jednej z dziewczyn i dźwięk upadającego ciała. Mesha odwróciła się, jednak niewiele zdążyła zobaczyć, poczuła tylko uderzenie w głowę. Zachwiała się, ale udało jej się utrzymać na nogach. Spojrzała na napastnika, nie umiała skojarzyć skąd zna tą twarz. Jej przyjaciółki próbowały się wyrwać innym mężczyznom, z marnym skutkiem. Tylko Monic leżała nieprzytomna pod ich nogami. Nagle rozpoznała stojącego przed nią faceta. Blondyn zamachnął się do następnego ciosu, ale zamarł zanim trzymany przez niego kamień zdążył ponownie dosięgnąć jej głowy. Chwilę później osunął się na ziemię, a Mesha zauważyła za nim zakapturzoną postać. Mężczyźni cofnęli się od dziewczyn i puścili do ucieczki, w stronę wejścia do klubu. Tajemniczy wybawiciel doskoczył do nich i nim zdążyła spostrzec czym uderza, napastnicy leżeli martwi na ziemi. W kałuży krwi.
            Kaptur spadł mu z głowy odsłaniając twarz i jasne długie włosy. Postacią okazał się być kolejny mężczyzna. Wyprostował się i spojrzał na Meshę. Cofnęła się z przestrachem, nie potrafiąc określić jego zamiarów. Rzuciła wzrokiem na nieprzytomną Monic i dopiero teraz zauważyła, że spod jej ciemnych włosów leci krew. Podeszła do niej, nie spuszczając wzroku z przybysza. Potrząsnęła koleżanką, bez rezultatu. Przyjrzała się jej bladej twarzy, próbując wyczytać z niej jakieś oznaki życia, przykładając jednocześnie palce do szyi, błagając w duchu, by mogła wyczuć puls.
Usłyszała krzyk Klary, gdy przed nią, jak spod ziemi, wyrósł ich niedawny wybawca. Chciała wstać, jednak ten złapał ją za rękę, położył na poranionej głowie Monic i nakrył swoją dłonią. Nie próbowała się wyrywać, nie chcąc pogarszać sytuacji. Chwilę później mężczyzna podniósł się, pomagając jej wstać, i zniknął, jakby się nigdy nie pojawił. O jego obecności świadczyły otaczające je ciała. Spojrzała na Klarę i Angele. Wyczytała w ich oczach taki sam strach jaki sama czuła.
            - Na co czekacie? – szepnęła - Policja.

***
            Nastało południe, a Mesha dopiero zamknęła za sobą drzwi w domu, opierając się na nich ze zmęczenia. Cały ten czas spędziła na posterunku. Wypytali ją o wszystko, często powtarzając pytania, tak jakby coś przed nimi ukrywała: jak wyglądał, co dokładnie zrobił, kiedy się pojawił, czym zabił, i całą masę innych, o podobnej treści. Niewiele mogły im pomóc, bo też niewiele wiedziały. Mimo że widziały jego twarz, żadna nie potrafiła jej opisać, ani wyłapać jakichś szczegółów. Był także zbyt szybki by zauważyć broń, którą zaatakował. Jedyna pewność to taka, że nie była to broń palna, ponieważ wtedy na pewno by usłyszały wystrzał.
            Marzyła tylko o jednym: by położyć się spać. Powlekła się na górę, ledwo utrzymując się na nogach, nie mając nawet siły by nakarmić ubiegające się o to koty. Niestety, gdy tylko opuściła ciepły prysznic z zamiarem położenia się do łóżka w ulubionej powyciąganej piżamie, usłyszała pukanie do drzwi. ,,No nie'' pomyślała schodząc na dół.
            Przed drzwiami stał Sten, z nieprzyjemnym wyrazem twarzy. Gdy ją zobaczył mina jeszcze bardziej mu stężała.
            - Obudziłem cię?
            - Właściwie to miałam zamiar się położyć - stwierdziła leniwie, otwierając szerzej drzwi - ale jak chcesz to wchodź.
            - Dzięki za zaproszenie, ale widzę, że nie byłbym proszonym gościem. - Przyjrzał się jej. - Stało się coś?
            - Chyba tak. Byłam światkiem morderstwa. - stwierdziła zaspanym głosem, mimo zmęczenia czując lęk na myśl o tamtych wydarzeniach.
            - A tak słyszałem. - zmarszczył brwi. - Więc byłaś w tym klubie gdy to się działo?
- Tak. - wzdrygnęła się. - Przepraszam, że ci nie opowiem co się tam działo, ale całą noc mówiłam tylko o tym.
            - Nie będę z ciebie wyciągać żadnej informacji. - z wahaniem położył jej rękę na ramieniu. - Mogę ci jakoś pomóc?
            - Nie, nie - uśmiechnęła się niemrawo, opierając się o framugę. - W tej chwili marzę tylko o tym, by się wyspać.
            - Dobrze. - cofnął się. - Gdybyś jednak czegoś potrzebowała daj znać. - Wyciągnął wizytówkę i podał ją dla Meshy. Dziewczyna przyjrzała się kawałkowi papieru, nie bardzo wiedząc co z nim zrobić.
            - Miły jesteś, dziękuję. - rzuciła ją na szafkę stojącą przy drzwiach. - Teraz, skoro nie zamierzasz wejść, to pozwól, że pójdę się położyć.
            - Tak, to dobry pomysł. - przytaknął odwracając się i kierując w stronę wyjścia z podwórka.
            - Czekaj! - zawołała gdy stał już na chodniku. - Mógłbyś przyjść wieczorem, sprawdzić czy żyję?
            Uśmiechnął się, pierwszy raz odkąd tu przyszedł.
- Wątpię by miało ci coś grozić, ale jeśli dzięki temu miałabyś łatwiej zasnąć, to jasne. - odpowiedział, zamykając za sobą furtkę. Gdy zniknął za rogiem trzasnęła drzwiami i poszła się położyć. Zasnęła zanim zdążyła się porządnie ułożyć, nie zastanawiając się nad pierwotnym celem wizyty Stena.
***
            Obudziła się lekko zesztywniała, ale wyspana. Za oknem powoli nastawała ciemność. Spojrzała na zegarek. Dochodziła 20. Dopiero po jakimś czasie zdała sobie sprawę, że nie obudziła się samodzielnie. Ponownie usłyszała głośne pukanie do drzwi. Odwinęła się z kołdry i zbiegła szybko po schodach. Spojrzała w wizjer. Za drzwiami stał Sten. Przez chwilę miała uczucie de ja vu, ale zaraz przypomniała sobie, ża sama go poprosiła by przyszedł. Zmieszała się, zastanawiając się teraz co ją do tego skłoniło. Teraz, skoro miała wypoczęty umysł, potrafiła już myśleć. A rozum podpowiadał jej, że znajduje się w stanowczo nieodpowiednim stroju na przyjmowanie gości, a tym bardziej w nieodpowiednim stanie. Postanowiła, mimo to, otworzyć drzwi.
            - Przepraszam - bąknęła wskazując na siebie. - Dopiero wstałam i nie miałam czasu się ogarnąć. - uchyliła szerzej drzwi.
            - Nie masz za co przepraszać - Sten wszedł, rozglądając się po pomieszczeniu. - Poprosiłaś mnie bym przyszedł wieczorem, więc jestem. Nie spodziewałem się jakiegoś specjalnego przywitania. - uśmiechnął się. - Właściwie domyślałem się, że będziesz jeszcze spała.
            - Dziękuję za wyrozumiałość. - sarknęła, zdając sobie jednak sprawę z tego, że jej ulżyło. Spoważniała nagle. Stanęła przed nim, coś sobie przypominając.
- Mam nadzieję, że nie poinformowałeś mojej ciotki o tym co sie tutaj działo?
            - Nie szepnąłem jej nawet słówka. - wydawał się lekko rozbawiony, co, zdaniem Meshy, nie było codziennym zjawiskiem.
            - Na pewno? Nie chcę by ciotka zepsuła sobie wakacje z mojego powodu, a tym bardziej nie chciałabym, by powiedziała o wszystkim mojej mamie.
            - Nic jej nie powiem. To wasza sprawa o czym rozmawiacie. Prosiła mnie tylko o informacje na temat twojego stanu. Nie będę jej mówić o tym co się u ciebie bezpośrednio dzieje, to twoja działka.
            - Obiecujesz?
            - Jak najbardziej.
            -W takim razie trzymam cię za słowo. - uśmiechnęła się. - Głodny?
       

4 komentarze:

  1. Rady żadnej nie mam, ale szczerze powiem, że czekam na ciąg dalszy opowiadania. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale miłe słowa :). Aż mi się ciepło na sercu zrobiło :). Dziękuję :)

      Usuń
  2. Nie mogę się doczekać następnej części :)

    OdpowiedzUsuń