piątek, 22 stycznia 2016

,,Za nocą" Rozdział 3

         W końcu mogę zamieścić następną część opowiadania ;). Trochę to trwało, ale udało się wykrzesać czas na korektę.



<<<<<<< Jednak na początek dowód miłości. Widzicie ile folii bąbelkowej? Wszystko od mojego brata. Ja wiedziałam, że on mnie kocha, tylko się po prostu z tym kryje ;D.












Teraz, skoro już wszystko wiadomo, dalsza część opowiadania.



            - Musicie z nami iść! - krzyczała Monic tydzień później w swoim mieszkaniu. Kazała przyjaciółkom przyjść, utrzymując, że koniecznie musi z nimi porozmawiać. Teraz nie wszystko szło po jej myśli, co wyrażała swoim zachowaniem. Zawsze szybko się denerwowała.
            - Nie czuję potrzeby, by wydawać tyle kasy na rozmowę z jakimś obcym człowiekiem. - stwierdziła spokojnie Mesha, chociaż miała już dość tej awantury, która zaczęła się tak naprawdę o nic. Monic i Angela próbowały namówić ją i Klarę na wizytę u psychologa, twierdząc, że po tym poczują się jak nowo narodzone.
            - Ja wiem, że jesteście silne i tak dalej, ale nie musicie się wstydzić tego, że potrzebujecie pomocy! To was wykończy! - Tym razem odezwała się Angela. Mesha rozumiała przyjaciółkę. Miała bardzo delikatny charakter i zawsze się o wszystko martwiła. Uważała też, że należy o wszystkim rozmawiać i człowiek nic nie powinien w sobie trzymać.
            - Tak właściwie... - wtrąciła się Klara - gdybyście o tym wszystkim nie rozmawiały, temat w ogóle by nie wracał. My z Meshą już w ogóle o tym nie myślimy, zostawiłyśmy sprawę policji, Jak coś nas wykończy to ta wasza paranoiczna nadopiekuńczość.
            Monic prawie płakała z bezsilności. Nie lubiła gdy koleżanki tak bardzo upierały się przy swoim, zwłaszcza, że uważała, że ma rację. Psycholog powiedział jej, że takie wydarzenia mogą skończyć się traumą, a to nigdy nie kończyło się dobrze dla człowieka.
            - Proszę - złożyła ręce - Jeżeli nie macie pieniędzy my chętnie opłacimy wam te wizyty. Bezzwrotnie. No chociaż kilka sesji. Nie walczcie z nami, przecież wiecie, że mamy rację. 
            Tego było dla Meshy za wiele. Zerwała się na równe nogi i stanęła przed Monic, starając się zachować spokój.
            -Wybacz, ale nie potrzebujemy ani twoich pieniędzy ani żadnych wizyt u psychologa. Byłabym ci też ogromnie wdzięczna gdybyś przestała nam na siłę wciskać swoją pomoc. To cię zaprowadzi donikąd.
            Butelka z napojem gazowanym, stojąca na stoliku obok zadrgała i wybuchła. Wzrok dziewczyn zwrócił się w tamtą stronę. Mesha odetchnęła, czując się nagle spokojniejsza.
            - Dziękuję za troskę, ale naprawdę jej nie potrzebujemy. Obiecuję, że gdy to się zmieni będziecie wiedziały pierwsze.
            Zebrała swoje rzeczy i wyszła z domu, odprowadzana wzrokiem przez Klarę.
            Co to miało być? Najpierw ta cała nieprzyjemna sytuacja z dziewczynami, potem jeszcze wybuchająca butelka. Najdziwniejsze wydało się to, że gdy oranżada w tak nietypowy sposób wydostała się na dywan i wszystko dookoła, sama ona poczuła dziwny upust nadmiaru energii, która się w niej kumulowała. 
            Wychodząc na ulicę, przy której znajdował się jej dom, wpadła na Stena. 
            - O cześć! - przywitała się zaskoczona. Nie spodziewała się go dzisiaj spotkać.            - Dobrze, że na ciebie wpadłem. - opuścił głowę, wyraźnie unikając jej wzroku. - Od tygodnia cię nie odwiedzałem, myślałem, że przyjdę, ale nikogo nie było w domu.
            - Właśnie wracam od koleżanek, miałyśmy dość... - przerwała i uważniej przyjrzała się Stenowi. Wydawał się rozgoryczony i jednocześnie taki... smutny. - Stało się coś?
            - Martwię się o ciebie - zawahał się, ale zaraz chwycił jej ramię i przyciągnął do siebie obejmując ją. Mesha stała, nie wiedząc jak się zachować, nigdy nie zachował się wobec niej tak spoufale. Sten puścił ją, odwrócił się i odszedł, nie patrząc za siebie.

***
            Chciała porozmawiać ze Stenem, ale nic nie mogła zrobić, nie odbierał od niej telefonu, wolała się nie dobijać, a nie wiedziała gdzie mieszka.
            
Przez cały kolejny tydzień z nikim się nie widziała, nie wychodziła z domu. Od ostatnich wydarzeń zaczęła źle się czuć wśród ludzi, nagle zaczęli jej przeszkadzać. Dotykała ją bijąca od nich energia. Nie wiedziała czym to jest spowodowane, żadne wyjaśnienie nie przychodziło jej do głowy. 

            Dzięki temu, że siedziała całe dnie w domu zdążyła zaprzyjaźnić się z Mirą i Fanią. Nie wydawały się już tymi natarczywymi i złośliwymi kotami co wcześniej. Cieszyła się, że ciotka zrobiła zapas karmy dla nich, bo gdyby musiała lecieć do sklepu tylko po to, ich przyjaźń byłaby zagrożona.
            Jedyną osobą, która ją odwiedzała była Klara. Z Monic i Angelą się przeprosiły, jednak te były zbyt zajęte by móc ją odwiedzić. Angela, jak to stwierdziła, poznała miłość życia, a Monic odnalazła się w pomocy w schronisku dla zwierząt, potrafiła spędzić tam cały dzień. Wizyty u psychologa bardzo im pomagały, przestały naciskać na to, by poszły ich śladem, dlatego łatwiej było cieszyć się ich szczęściem.

            Wokół niej zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Gdyby było jej do śmiechu porównałaby to do typowego nawiedzenia domu; spadające obrazy ze ścian, pękające szklanki, bujający się żyrandol, postacie za oknem na pierwszym piętrze. Nie wiedziała do czego miałaby to porównać, nie spotkała się nigdy z czymś takim.
            Prawie nie myślała o zabójcy. Widziała go u siebie tylko raz, a i tak zaczęła myśleć o tym jak o zwykłym śnie. Policja nic nie wiedziała na jego temat i miała dziwne przeczucie, że to się nie zmieni.

            - Powinnaś w końcu wychodzić! - jęknęła Klara kolejnego wieczoru, spędzonego w domu przyjaciółki. Padła przed nią na kolana. - Błagam, chodźmy gdzieś!
            Mesha zaśmiała się.
            - Ależ ja cię nie zatrzymuję. Idź, zabaw się, poznaj nowych, ciekawych ludzi,
            - Taaa – mruknęła - byś mi wypominała, że cię zostawiłam, w momencie twego sercowego kryzysu.
            - Nie mam żadnego sercowego kryzysu - zaprzeczyła. - To że Sten przez kolejny dzień mnie nie odwiedza absolutnie nic nie zmienia.
            - A czy ktoś wspominał o Stenie? - Klara poruszyła brwiami. - Uderz w stół, a nożyce się odezwą.
            - Ja po prostu wiem, w którą stronę dążą twoje myśli. - Uśmiechnęła się. - Ale mówię poważnie. Idź gdzieś, korzystaj z wakacji, wyszalej się. Nie ma po co tu ze mną siedzieć, jak przy łóżku umierającego. Ja po prostu nie mam jakoś nastroju na zabawę.
            - Będę miała wyrzuty sumienia, że cię zostawiłam.
            - I niepotrzebnie. Widzę, że chętnie byś się gdzieś wybrała. - Popchnęła koleżankę w stronę drzwi. - Idź, zabaw się za nas obie. Jutro chcę byś zdała mi relacje.
            Klara uściskała przyjaciółkę.
            - Obiecuję się skompromitować, a potem nie oszczędzić ci pikantnych szczegółów.
            - Tylko nie przesadź! - krzyknęła, gdy ta już wybiegła.
            Klara sprawiała Meshy tyle radości, cieszyła się, że ją miała.
            Poszła do swojego pokoju, zgasiła światło i włączyła muzykę. Zamknęła oczy i zaczęła tańczyć.

***
           
Ma się tam znaleźć dzisiaj, taki dostał rozkaz. Wiedział, że już wszystko zostało przygotowane, czas na najważniejszy punkt.
            Obserwował jak tańczyła, wyglądała na zadowoloną, wyzwoloną. Z magnetofonu leciała nieznana mu piosenka. Wiedział, że zaraz się położy, tak było codziennie od tygodnia.
            Tak, niedługo zaśnie. Wtedy przystąpi do działania.

            Nie musiał długo czekać. Po wyjściu z łazienki dziewczyna padła na łóżko i chwilę później słyszał jej cichy, miarowy oddech. Wszedł bezszelestnie, jednocześnie tłumiąc jej umysł, by nie słyszała i nie czuła co robi z jej ciałem. Podniósł ją delikatnie i wyskoczył przez okno.
            Obudziła się. Okazała się silniejsza niż przypuszczał. Spojrzała na niego ze strachem. Rozejrzała się pospiesznie i chwyciła się mocno jego płaszcza, gdy zauważyła jak przelatują nad miastem. Nie mógł jej uśpić na nowo, wiedział, że nic to nie da.
            Przytulił ją do siebie, jakby chciał ochronić ją przed tym, co miało nastąpić, i wylądował. Postawił ją na ziemi, przyglądając się uważnie jej twarzy. Wydawała się oszołomiona i chyba tylko dlatego nie uciekała. Zamierzył się i uderzył ją silnie w głowę. Upadła zemdlona, prosto w jego ramiona.


            Poniósł ją w noc.

1 komentarz:

  1. Super wpis ! Zapraszam do mnie: zycie-to-kartka-naszkicuj-je.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń