sobota, 13 lutego 2016

Mara + Bonus

Daję biografię mojej postaci, tym razem z drugiej edycji :). Nie jest to moja ulubiona, ale na pewno ciekawa :). Zabawnie się nią gra i wiele można sobie usprawiedliwić dzięki jednej małej przypadłości :).

Urodziła się w lesie, w szanującym się klanie o nazwie Kirinal. Panowała tam zasada równości i godności, co w praktyce sprowadzało się do tego, że nikt nie posiadał rodziców jako tak nazwanych, wszyscy stanowili i nie stanowili dla siebie braci. Nie mieli określonego przywódcy, decyzje podejmował ten, który w danym momencie najlepiej orientował się w sprawie i w temacie, a że wszyscy wyróżniali się wśród innych elfów obiektywnością, nigdy nie kwestionowano zdolności pobratymców. Nie cechowała ich także specjalna wrogość do innych ras.
Z czasem stali się najstarszym istniejącym klanem, ponieważ nikt nie czuł nigdy potrzeby rozłamu, zawsze omawiali rodzące się konflikty i szukali rozwiązań.
Często podróżowali z punktu do punktu, głównie w ucieczce od innych elfów, gdyż ci, którzy poznali ich historię i więzi, chcieli doprowadzić do połączenia klanów, by dzielić się swoją wiedzą. A to kończyłoby się niepożądanymi zmianami. 
A elfy nie znoszą odmowy, zwłaszcza jeśli uważają, że ich honor został nadszarpnięty. Ta cecha u innych, zmieniła życie Mary.

Pewnego spokojnego poranka, gdy zbierali się do kolejnej podróży, z daleka dobiegł ich tędent kopyt i głośne okrzyki. Właśnie odmówili kolejnemu klanowi, ale takiej reakcji się nie spodziewali. Z lasu bowiem zaczęli wyłaniać się wojownicy niedoszłych sojuszników. W pełnym elfim uzbrojeniu. Mara, w swoim szczęściu, pakowała rzeczy na rumaka i gdy usłyszała komendę ''Uciekać" niezdarnym ruchem dosiadła go i pojechała w kierunku przeciwnym od chaosu. Zdawała sobie sprawę, że jej ubogie warunki magiczne na nic by się zdały, poza tym widziała wielu uciekających. Brak konfliktów zrobił z jej klanu łatwy łup. 
Rumak pędził z nieubłaganą prędkością, jakby jego życie od tego zależało. Mara nie radziła sobie z jazdą na zwierzęciu zbyt dobrze, miała dopiero 20 lat, cudem więc utrzymała się tak długo. Nie umiała nad nim zapanować, toteż siłą rzeczy spadła. Niefortunnym zbiegiem okoliczności na drodze jej upadku znalazł się głaz, w miejscu lądowania jej głowy. 
Po przebudzeniu nie wiedziała gdzie się znajduje, kim jest, ani co tu robi. Błąkała się po lesie, niewiele rozumiejąc. Nie zdawała sobie sprawy, że prawdopodobnie została ostatnią z klanu Kirinal.
Trzydziestego dnia swojej tułaczki zobaczyła starca, który najwyraźniej czegoś szukał. Śledziła go dopóki nie wszedł w jakieś zbiorowisko budynków. Wahając się tylko chwilę weszła za nim. Istoty podobne do niej ciągle ją obserwowały z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Mara nie zważała na to, w końcu miała jakiś cel, jedyny odkąd pamiętała. Chciała wiedzieć co tamten starzec robił w lesie. 
Wszedł do budynku. Nie zastanawiając się długo otworzyła drzwi. Mężczyzna z szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w nią zaskoczony. Widząc jej zmizerniałą twarz, postawę i brudne, porwane ubrania, zaprosił ją do środka. Odkrywszy jej magiczne umiejętności postanowił ją ,,adoptować" i nauczyć wszystkiego co umie i co wie. Mara potrzebowała kogoś takiego jak on. Stał się dla niej ojcem, którego nigdy nie miała.
Pewnego dnia, spacerując po lesie i zbierając zioła, napotkała dziwnych podróżniczych. Ale to już inna historia...



Tutaj bonus :). Są to cztery kwiatki (śmieszne teksty) z naszych starych sesji. 
Legenda:
BG - Bohater Gracza
MG - Mistrz Gry

R - Jeden chłopak
RF - Drugi chłopak
G - Dziewczyna

Przesłuchiwany przewraca się z krzesłem i pełznie w stronę drzwi.
R: BG stawia go i z absolutnym spokojem w głosie mówi "Nowak, to nie jest kur*a chodzik"


R: Skąd ta mąka?
Przesłuchiwany: Z magazynu!
G: Jest zielona, skur*ysynu (z racji, że G nie przeklina w miejscu gwiazdki zrobiła dramatyczną pauzę :))


Spotyka nas w przygodzie niesamowity pech, jak się okazuje przyniesiony przez Randala
i jego medaliony.
RF chciał pobiegać by szybciej położyć się spać
RF:Idę pobiegać.
MG: Ptak cię osrał.
RF: Wracam do stajni.
MG: Wdepnąłeś w gówno.
RF: Idę do rzeki.
MG: Jesteś pewien?  


(Świątynia Morra)
Spłonęła karczma w nieznanej nam mieścinie. RF przeszukiwał karczmę w poszukiwaniu ocalałych. Znalazł tylko do połowy spaloną głowę karczmarki. 
Poszedł z nią do świątyni.
Kapłan zareagował głośnym: co to k*rwa jest?
A RF:
- Znalazłem karczmarkę. - patrząc na jej głowę. - Trochę.


Większość kwiatków się utraciło po formacie komputera :(.
Żegnam się, gra się sama nie przejdzie, świat się sam nie uratuje, psychologia się sama nie nauczy (i tu muszę dodać NIESTETY!)

2 komentarze:

  1. Bardzo fajnie opisałaś jej historię, serducho mi waliło jak uciekała. Uffff intrygujący starzec, który postanowił jej pomóc ;) rozdzial świeży przeczytam pewnie potem po pracy :( <3 weny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :).
      Fajnie, że spodobała Ci się jej historia :).

      Usuń