poniedziałek, 22 lutego 2016

,,Za Nocą" Rozdział 6

Wstawiam tego posta jeszcze raz, ponieważ, tak jak wcześniej wspomniałam, przez jakąś głupią aplikację mi się usunął... Pewnie to nie będzie już to samo (wiadomo, pierwsza myśl najlepsza), ale starałam się zrobić to jak najlepiej.

            Otworzyła oczy w momencie gdy pierwsza osoba uchyliła drzwi.
            - Cześć Mesha - przywitała się Klara. - Jak tam twoje zajęcia?
            - W porównaniu do twoich krótkie - burknęła przeciągając się. - Która godzina?
            Klara spojrzała na zegarek, który odzyskała wraz z przyniesionymi rzeczami. - Dochodzi 19. Niedługo reszta powinna wrócić.
            Jak na zawołanie za drzwiami rozbrzmiały zbliżające się głosy.
            - Moim zdaniem to podejrzane, że są dla nas tacy... normalni. - powiedział Michael wchodząc do pomieszczenia. - Pewnie chcą byśmy nie myśleli dlaczego naprawdę tutaj jesteśmy i skupili się na szkoleniu.
            - Chyba właśnie lepiej byśmy o tym pamiętali, co? - Lena wydawała się już trochę poirytowana, co świadczyło o tym, że ta rozmowa już trochę trwa.
            - Już nie dopatruj się w tym jakiegoś podstępu. - Noemi poklepała go po ramieniu, przeciskając się obok niego i rzucając się na łóżko. - Pewnie wolałbyś by poganiali nas batem.

            - Ich argumenty są na nas wystarczającym batem. - mruknęła Mesha, domyślając się o czym rozmawiają. Zamilkli zastanawiając się nad jej słowami.
            Chwilę później zostali wezwani na kolację.
            Podali im spagetti. Mesha była zaskoczona tym co im serwowali, spodziewała się raczej suchej bułki i szklanki wody. Po zastanowieniu pomyślała, że bardziej przydadzą im się silni i zdrowi, niż osłabieni, więc ten wkład im się opłacał. Szybko zjadła to co było jej przeznaczone, chcąc jak najszybciej wrócić do celi, jednak została zatrzymana przez starca.
            - Wiesz zapewne, że twój nauczyciel nie będzie cię jutro uczył. - zaczął. - Ja także nie posiadam nikogo więcej z jego zdolnościami, więc nie mogę go nikim zastąpić. Chcę jednak byś wiedziała, że będziesz pilnowana przez naszych strażników. Tak więc nie radzę ci nic kombinować, młoda damo.
            - Nie musi się pan martwić, macie dla mnie odpowiednio krótką smycz, będę grzeczna. - powiedziała przyglądając mu się.
            - Serena byłaby z ciebie dumna. - rzucił z uśmiechem i oddalił się odprowadzany wzrokiem dziewczyny, która zastanawiała się co chciał przez to powiedzieć.

            Tę noc spędzili jak poprzednią, z tą różnicą, że mieli na sobie ubrania do spania z pierwotnego miejsca zamieszkania.
            Przez to, że spała w dzień nie mogła zasnąć. Obracała się na swoim kawałku łóżka, trącając co chwila lezącą obok niej Klarę. Wierciła się, do momentu, w którym przyjaciółka obudziła się i kazała jej się natychmiast uspokoić.
           Próbowała nie myśleć o ich położeniu, co jednak nie było takie proste.


            Obudziły ją odgłosy krzątaniny. Przetarła oczy i rozejrzała się. Wszyscy byli już prawie gotowi do wyjścia.
            - No w końcu! - odezwała się Klara. – Już chciałam cię budzić. Ile można spać?
            Nie odpowiedziała. Wstała i ruszyła do łazienki. Miała cały dzień dla siebie, nie szła na śniadanie chciała więc wybrać się do biblioteki, o której Eseader powiedział jej na odchodnym. Może znalazłaby jakieś ciekawe informacje o tym miejscu.            Z jej planów jednak nic nie wyszło. Gdy tylko reszta wyszła, żegnając się z nią, w drzwiach mężczyzna, pełniący zapewne rolę jej strażnika.
            - Szef kazał mi cię pilnować. - zaczął. - Wolałbym byś się stąd nie ruszała.
            - A ja wolałabym być w domu. Jak widzisz nie wszystko jest osiągalne.
            Chciała go minąć, lecz złapał ją za rękę.
            - Może wyraziłem się nie dość jasno, powtórzę więc: masz się stąd nie ruszać. - przy tych słowach jego oczy zabłysły. Miała ochotę go uderzyć, co też uczyniła nie w pełni świadomie. Nagle jej kolano znalazło się między jego nogami. Strażnik zgiął się w pół, a ona czym prędzej pobiegła wzdłuż korytarza. Nie wiedziała dlaczego to robi, nie miała przecież dokąd uciekać.
            Daleko jednak nie wybiegła, poczuła że coś chwyta ją za kostkę i chwilę później leżała jak długa na podłodze.
            - Chyba nie spodziewałaś się, że tak łatwo ci pójdzie - powiedział strażnik, gdy jego wydłużone włosy trzymały jej nogi.
            Mogła się tego spodziewać. W takim miejscu jak to nie mogło być zwykłych ludzi.
            Strażnik pociągnął ją po ziemi bliżej siebie.
            Obróciła się na plecy i spojrzała na niego spod byka.
            - Przyznaj, że to już dziwne. - sapnęła podnosząc się i wskazując na jego włosy.
            - A czy jest tutaj coś, co nie zasługiwałoby na to miano? - strażnik uśmiechnął się. Wzruszyła ramionami.
            - No. To jakie czekają mnie rozrywki w tym nadchodzącym dniu?
            Rzucił w nią książką.
            - Będziesz siedzieć w celi i czytać. Eseader kazał ci to przekazać. - Chwycił ją za ramię i zaprowadził z powrotem do pokoju. - Miłego dnia życzę.
            Mesha spojrzała na trzymany w rękach przedmiot. Otworzyła mniej więcej na środku, chcąc się więcej o nim dowiedzieć.
            Oczy rozszerzyły jej się ze zdumienia. Nie była pewna czy to na pewno miało trafić w jej ręcę. Książka okazała się pamiętnikiem osoby, która tutaj kiedyś mieszkała. Usiadła na łóżku zagłębiając się w lekturę. Gdy przeczytała większą część jej zainteresowanie wzrosło. Nie było tu dokładnych wskazówek, ale informacje w nim zawarte mogły jej się kiedyś przydać. Nie wiedziała jeszcze jak mogłaby je wykorzystać, ale nadzieja rosła.
            Spojrzała przez kraty na swojego strażnika. Uśmiechnął się nieznacznie, lecz nie patrzył na nią. Podeszła bliżej. Czuła do niego coś, co po zastanowieniu można by nazwać sympatią.
            - Hej. – zagadnęła.
            -Hej.
            - Jak się nazywasz?
            - Thomas.
            - Thomas?
            - Tak. Po prostu Thomas.
            - Słuchaj… Właściwie na czym polega ta twoja zdolność. No wiesz, długie włosy to fajna sprawa, ale to chyba za mało, nie uważasz?
            - Masz rację. – odparł obojętnie. – Jednak twoja niewiedza jest dla mnie pewną przewagą.
            - Też mi przewaga... Zdradź chociaż jakąś część, zaintrygowałeś mnie.

            Westchnął ze zniecierpliwieniem.
            - Pomyślmy... Jedna z ciekawostek jest to, że działa trochę jak GPS.
            - To znaczy? 

            Westchnął ponownie i spojrzał na nią.
            - Jeżeli dotknę kogoś tymi ,,włosami”, mam z nim nieustający kontakt, nawet gdy jest daleko. – uśmiechnął się lekko. – Wiem gdzie jest, czego potrzebuje, czy jest w niebezpieczeństwie. Czy tego chce czy nie. Potraktuj to jako ostrzeżenie i nie wypytuj mnie więcej.
            - Więc gdybym odkryła jak się stąd wydostać bez ryzyka to to by mi trochę komplikowało życie. – spostrzegła.
            - Dokładnie.
            - Czemu nas wszystkim tym nie naznaczycie?

            - Nie ma takiej potrzeby.
            Mesha odsunęła się od krat, usiadła na podłodze i oparła o ścianę. Przeszła jej chęć na dalsze pogłębianie tej znajomości.
            - Nadzieja umiera ostatnia. – mruknęła do siebie zamykając oczy. 
           
                                                                       ***

            Pierwszy wrócił Michael. Czuł się wykończony, ale zadowolony. Przynajmniej póki nie zobaczył Meshy leżącej na ziemi. Ukląkł przy niej uspokojony gdy okazało się, że po prostu zasnęła. Podniósł ją delikatnie i położył na łóżko. Otworzyła oczy.
            - O… Hej. – mruknęła zaspanym głosem. – Która godzina?
            - Czwarta. Widzę, że miło spędziłaś czas.
            - Taa… - przetarła oczy i podniosła się, ale prawie upadła, bo zakręciło jej się w głowie.
            - Ostrożnie. – Michael złapał ją za łokieć, usiadł na łóżko i posadził ją obok siebie. – Wyglądasz na przybitą.
            - Wydaje ci się. - próbowała się uśmiechnąć, ale jej mina przypominała bardziej grymas obrzydzenia. - Jak tam zajęcia?
            - Całkiem nieźle. Alicja nie okazała się wcale taka zła jak myśleliśmy.
            - Alicja? - Mesha zmrużyła oczy próbując sobie przypomnieć kto jest nauczycielem Michaela. - Aaa, ta blondyna. To chyba dobrze, że nie jest aż tak wredna.
            - To prawda. - przytaknął. - Nie mam póki co większych postępów, ale Alicja powiedziała, że nie muszę się martwić, bo to przecież dopiero dwa dni.
            - Pocieszała cię? - nie umiała ukryć zdziwienia. - No to naprawdę jest inna niż przypuszczaliśmy. Nie zapomnij jednak, że ona prędzej czy później cię zabije.
            - Cały czas o tym pamiętam. - Spojrzał na nią poważnie. - Ale w gruncie rzeczy każdy kiedyś umrze. My przynajmniej wiemy kiedy to się stanie. I dzięki temu możemy ocalić rodzinę.
            - Optymistyczne podejście.
            Michael uśmiechnął się ponuro. - Czy ja wiem. Chyba nie pozostało nam nic innego.
            - Nie martwi cię, że już nigdy ich nie zobaczysz?
            Chwilę się zastanowił.
            - To właściwie nie jest pewne. – powiedział po chwili. – Kocham swoich rodziców i siostrzyczkę, i naprawdę jestem gotowy za nich tutaj siedzieć. Jeżeli ich nie zobaczę trudno. Grunt, że mogę ich ocalić. A jak jest z tobą?
            - Ja nie widziałam swojej rodziny już jakiś czas. Mieszkają w innym kraju, a i ja stamtąd pochodzę. Pewne wydarzenia nas rozdzieliły.
            - Mogę zapytać co się stało?
            - Teraz nie ma to już znaczenia. - mruknęła, odsłaniając jednocześnie kawałek szyi ukazując fragment tatuażu. - Mam po tym pamiątkę.
            - Co on symbolizuje?

            - Nie wiem, nie ja go sobie zrobiłam.
            - Opowiesz mi kiedyś tą historię?
            - Pewnie tak.
            - A co to ma wspólnego z twoją rodziną?
            - Całkiem sporo. Miałam zakaz kontaktowania się z rodziną przez jakiś czas, a teraz... czuję, że oni by tego nie chcieli.
            - Skąd wiesz?
            - Powiedzieli mi to prawie wprost. Chyba po prostu obwiniają mnie o to co się wydarzyło. I mają rację.
            Michael przyjrzał się jej, nie mówiąc nic przez chwilę.
            - Teraz to mnie zainteresowałaś. – odezwał się w końcu. – Nie wierzę, że nie chcieliby kontaktu z tobą. Jeżeli jakimś cudem się stąd wyrwiemy to odezwij się do nich. Nie będziesz wiedzieć póki nie spóbujesz.
            - Myślałam trochę nad tym i teraz mogę ci to nawet obiecać.
            Przytulił ją.
            - Cieszę się. Takie rzeczy są bardzo ważne. - zamilkł na chwilę. - Robi się coraz trudniej.
            Do celi razem wróciła reszta. Mesha pospiesznie oderwała się od Michaela.
            - Jestem wykończona – jęknęła Klara rzucając się na łóżko. – Samuel nie ma litości tak mnie męczyć.
            - Samuel? – zdziwiła się Mesha, przesuwając się by zrobić przyjaciółce miejsce między sobą a Michaelem.
            - No tak, mój nauczyciel. Jest bezlitosny.
            - Jesteś z nim na ty? – Noemi zajęła miejsce obok Michaela. – Nono, naszego zwierzaczka i ich zwierzaczka łączą coraz bliższe relacje.
            - Chyba coś ci się pomieszało. – skrzywiła się Klara. – Tak jest po prostu wygodniej.
            - Zmieńmy temat, nie rozmawiajmy o tym, na dzisiaj tego dla mnie za dużo. - rzucił Rephaim siadając po drugiej stronie Meshy. Trącił ją ramieniem. - Jak tam spędziłaś dzisiejszy dzień?

            - Głównie czytałam. A przynajmniej do momentu, w którym nie zmorzył mnie sen. - postanowiła nie mówić im jeszcze o tym co znalazła. Bała się, że ich nauczyciele mogą się od nich o tym dowiedzieć. Nie podejrzewała, że mogą to zdradzić, ale nie wiedziała na czym polegają ich ćwiczenia, sądziła więc, że lepiej jeżeli będzie ostrożna.

            Na kolację mieli tym razem smażone kiełbaski i jajka sadzone. Mesha nie miała zamiaru odmawiać sobie jedzenia, nie chciała dodatkowo dołować się głodem.

            W nocy myślała o Stenie. Nie wiedziała skąd nagle pojawił się w jej głowie. Chciała z nim porozmawiać o tym wszystkim i usłyszeć jego racjonalny wywód. Wolała jednak go sobie tutaj nie wyobrażać, nie chciałaby by znalazł się w jej położenie. Spojrzała na Klarę leżącą obok. Żałowała, że nic nie może zrobić by jej tu nie było.


Myśl ulotna z poprzedniej notatki uleciała, więc nic dzisiaj nie będzie. Udało się ponownie edytować, ale jak wspomniałam to pewnie nie jest już to samo, chociaż się starałam :).

Pomyślałam, że ten pierwszy raz pochwalę się moim rysunkiem. Nie jest to jakieś arcydzieło, ale przedstawia mały spoiler.

3 komentarze:

  1. Jej w końcu nowy rozdział. Tak długo na niego czekałam, że już myślałam, że rok minął. Cieszę się, że się pojawił. Oczywiście genialny jak pozostałe, ale zapewne każdy o tym wie. 😉 Czekam na next i się kilo weny 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci się spodobał, starałam się :D.
      Wena zawsze potrzebna :).

      Usuń
  2. Pytałaś się mnie czy w FT są groźne spoilery. Zależy jak na to patrzeć, ale sa najbardziej z tych wzruszających więc aby zrozumieć to polecam przeczytać mangę i oglądnąć anime :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń