czwartek, 3 marca 2016

,,Za Nocą" Rozdział 7

Najpierw sprawy organizacyjne: - Mój blog walczy o blog miesiąca TUTAJ , jak chcecie możecie zagłosować, będzie mi miło. Z boku notki jest ankieta.
- Jeżeli chcecie być na bieżąco z wstawianymi notkami polecam polubienie na fb, rozdział normalnie pojawiał się co tydzień, ale teraz mogę trochę nawalać ;)


          Dobra, po małej zwłoce następny rozdział ;). W nagrodę za czekanie będzie dłuższy, ale
mam nadzieję, że nie mniej ciekawy ;).


           Nastał dzień kolejnej lekcji. Nie pozwolił jej zjeść śniadania, ani nawet się przebrać. Przysłał strażnika, który nie dość, że obudził ją bardzo wcześnie to jeszcze pozwolił jej tylko na krótką wizytę w toalecie. Więc teraz stała w spodenkach i koszulce, zmarznięta i do tego głodna czekając aż jej nauczyciel się zjawi.
Ale się nie zjawiał. Powoli traciła cierpliwość. Zaczęła spacerować tam i z powrotem, próbując się chociaż trochę rozgrzać i przeklinając w duchu swojego nauczyciela. W końcu usłyszała otwieranie drzwi. Odwróciła się z zamiarem wytknięcia mu spóźnienia, ale słowa ugrzęzły jej w gardle. Przed nią albowiem stał nie kto inny jak morderca sprzed dyskoteki. Ten sam, który potem odwiedził ją  jej własnym domu. Tym razem nie miał na sobie peleryny i tego ciemnego ubrania tylko białą koszulę rozpiętą pod szyją i czarne spodnie. Cofnęła się z przestrachem i potykając się o jeden z przedmiotów do ćwiczeń upadła na ziemię. Podbiegł do niej stanowczo za szybko jak na zwykłego człowieka. Wyciągnął rękę, chcąc pomóc jej wstać. Chwyciła ją z ociąganiem.
- A więc tak to wygląda. – mruknęła powoli łącząc fakty. – To dlatego się tam wtedy zjawiłeś i nam pomogłeś. Dobrze jest znać odpowiedź na chociaż jedno ze swoich pytań.

         Nie odpowiedział, przyglądając się jej jakby wiedział, że chce go jeszcze o coś zapytać.
         - Śledziłeś mnie, prawda?
         Przytaknął nie spuszczając z niej wzroku.
         - A czy ty... - chrząknęła. - Podglądałeś mnie?
         Znowu przytaknął. Mesha zmrużyła oczy nie czując zaskoczenia. To wyjaśniałoby skąd wiedzieli o ich nawykach i ulubionych rzeczach.
         - No cóż... W obliczu tego wszystkiego to i tak już nie ma znaczenia. Dziękuję, że powiedziałeś prawdę.
- Nie zwykłem kłamać. - odezwał się w końcu. - Mieliśmy za zadanie was poznać.
- To faktycznie dobry sposób. - Sarknęła. - Nie lepiej było podejść i porozmawiać? Może poznałbyć mnie lepiej. - Podejrzewam, że znam cię na tyle, na ile nauczyciel powinien znać ucznia.
         - Hmm, może nawet lepiej.
         - To nie ma znaczenia.
         - Dla ciebie nie. Ja o tobie nie wiem praktycznie nic. 
- Na razie lepiej będzie jak tak zostanie.
Jej brak opanowania odzwierciedlił się w lecącym ku jej nauczycielowi krześle. Ku jej rozczarowaniu sprawnie uniknął ciosu.
- Chyba czas zacząć lekcję. – powiedział niewzruszony, stawiając przed nią wcześniej wspomniane krzesło. - Siadaj.
Usłuchała. Kucnął przed nią i zaczął wpatrywać się w jej twarz. Omiatał oczami każdy fragment, unikając oczu. Potem zajrzał także w nie. Nie spuściła wzroku. Skupiła się na jego spojrzeniu. ,,Piękne” przemknęło jej przez głowę. Cała jego twarz była piękna, chociaż nieodgadniona. Zastanawiała się po co mu maska. 
         Zapomniała o wszystkim; gdzie się znajduje, po co tu jest, że przed nią stoi jej oprawca. Poczuła niewyjaśniony żal patrząc w jego ciemne oczy. Przyszła jej ochota na to by go przytulić. Gdzieś w głębi świadomości zdawała sprawę, że jest to ochota manipulowana, ale nie miała zamiaru się wyrywać, chciała go zaskoczyć. Klęknęła przed nim, zarzuciła mu ręce na ramiona i przyciągnęła do siebie. Zesztywniał. Zapomniał się przez co pozwolił jej wsłuchać się w jego emocje; zmieszanie, smutek, przez moment złość i zaraz … strach? Chwilę później rozluźnił się odwzajemnił uścisk. Mocno, ale nie na tyle, by bolało. Sprawiało jej to przyjemność i czuła się bezpiecznie. Tylko dlaczego bezpiecznie? Przestraszyła się, że znowu chce nią manipulować i próbowała wyrwać w jego uścisku, ale jej na to nie pozwolił.
- Proszę – szepnął. Zaskoczona przestała się kręcić. Uświadomiła sobie, że sama tego potrzebowała, dawno jej nikt w ten sposób nie przytulał. Nie odezwała się słowem, nie myślała, bała się, że jeżeli zacznie się zastanawiać odzyska rozsądek. Wtuliła się zamykając oczy. Nie zapomniała, że jest ofiarą i to się nigdy nie zmieni, ale teraz nie miało to znaczenia.

Nie chciał tego. A jednocześnie chciał, wręcz potrzebował. To kruche ciało w jego ramionach, świadomość, że mógł je zmiażdżyć jednym szybkim ruchem. I ta pewność, że tego nie zrobi. Nie spodziewał się, że nie będzie się bronić, chciał ją zmusić do czegoś, co w jego mniemaniu kojarzyło jej się z niechęcią, by jej siła oporu była większa. Żadna kobieta, począwszy od matki, poprzez liczne romanse, a skończywszy na tych, które gwałcił w przypływie nieświadomości, nie chciała być tak blisko niego. I nigdy nie była. Teraz przytulał kogoś, kogo zachciał chronić. Nawet przed samym sobą. To go niepokoiło.

Nagle wyrwał się z jej objęć i odsunął na tyle daleko na ile pozwoliła mu ściana. Włosy przysłoniły mu twarz, nie mogła wsłuchać się w jego uczucia, nie wiedziała więc co myśleć. To co się przed chwilą wydarzyło nie było dla niej zrozumiałe, jednak to nagłe odtrącenie sprawiło, że poczuła się upokorzona. Usiadła z powrotem na krześle, odwracając wzrok.
- Zaczynajmy – jego głos wyrwał ją z rozmyślań. Na nowo stał się zimny i opanowany. 
Znowu ćwiczyli unoszenie przedmiotów. Tym razem kuli do kręgli. W połowie zajęć czuła wielkie zmęczenie i jeszcze większy głód. Zaburczało jej w brzuchu. Esedar słysząc to wyszedł z sali. Nie wiedziała czy ma pójść jego śladem czy czekać, jednak zaraz wrócił przynosząc ze sobą zapach jedzenia.
- Chyba muszę cię przeprosić za tak wczesną pobudkę. – powiedział wyciągając w jej stronę talerz z naleśnikami. – Chciałem nadrobić stracony czas, ale teraz wątpię, że to był dobry pomysł. Głodna i niewyspana jesteś słabsza, a co za tym idzie mniej wytrzymała. Możemy na dzisiaj zakończyć zajęcia.
- Nie! – szybko zaprzeczyła. – Dam radę.
Zjadła szybko, wstała i skupiła wzrok na kuli. Ta uniosła się i zaczęła wirować. Z normalnej kuli stała się mglista, a zaraz potem zajęła się ogniem. To zaskoczyło Meshę, ale i szybko wyczerpało. Byłaby upadła gdyby Esedar jej nie złapał.
- Taka mi się nie przydasz. – stwierdził. – Na dziś koniec lekcji.
- Nie! – krzyknęła wyrywając się z jego uścisku. Nie mogła zostać w tyle. Zachwiała się i wpadła na niego. Runęli razem na podłogę.
  Nie mogła nawet na niego spojrzeć. Jej głowa leżała na jego klatce piersiowej, a z jakiegoś powodu nie mogła nią ruszyć. Próbowała się podnieść, ale kończyny odmawiały jej posłuszeństwa.
           - Jeżeli mi nie pomożesz nie dam rady się podnieść. - mruknęła czując zażenowanie. Nie ruszył się, oparł tylko rękę na jej plecach. Westchnęła próbując przyzwyczaić się do nowego położenia. Była wyczerpana, musiała odpocząć, inaczej się nie ruszy. Po jakimś czasie udało jej się uspokoić. Ręce opadły jej bezwładnie wzdłuż ciała. Zaraz potem zasnęła.


Podniósł się do pozycji siedzącej trzymając ją wciąż przy sobie. Słyszał jej cichy, senny oddech. Spojrzał na jej twarz. Taka delikatna, taka ufna. Dotknął jej policzka. Chaotyczne obrazy ogarnęły jej sen. Towarzyszące temu emocje nie należały do pozytywnych. Zastanawiał się czy ją obudzić. Odsunął od siebie jednak ten pomysł. Wstał dość zręcznie jak na kogoś kto ma zajęte ręce. Przytulił ją bardziej do siebie i wyszedł z klasy. Korytarze całkowicie puste, nie licząc kilku strażników błąkających się tam i z powrotem. Najpierw chciał zanieść Meshę do celi, wzdrygnął się i zwrócił w kierunku swojego skrzydła. Tam położył ją na wielkim łożu, usiadł obok i wpatrywał w jej spokojną, lekko zaniepokojoną, ale wciąż śpiącą postać. Westchnął zrezygnowany. Co on najlepszego wyrabiał? 
Długo nie spała. W pewnym momencie otworzyła oczy i spojrzała na niego. Potem jakby uświadomiła sobie, że zmieniła miejsce, bo szybko usiadła i odsunęła się odrobinę.
- Co się stało? Gdzie ja jestem? – wydawała się mocno zdezorientowana. Odzyskała prawie wszystkie siły.
- Zasnęłaś, więc przyniosłem cię do mojej sypialni. – odpowiedział.
Zmarszczyła brwi.
- A dlaczego akurat tutaj? Chyba takich usług nie ma w umowie? - wymownie wskazała łóżko. Zaskoczyła go tą uwagą. Uśmiechnął się chytrze i nachylił nad nią, zmuszając ją do odsunięcia się jeszcze bardziej, 
- Nie... Nie chciałem byś leżała w celi.
- Nie jest tak tak źle. – chrząknęła, opierając się o zagłówek. Przejechała ręką po pościeli. – Nigdy nie spałam w tak wygodnym łóżku.
- Cieszę się, że ci się podoba. Od dziś to tutaj będziesz spać.
Spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami.
           - Nie bardzo rozumiem.
- Oczywiście nie w tym łóżku. – poprawił się. – To jest moje, że tak powiem mieszkanie. Każdy tutaj takie ma. Dla was, jako waszych nauczycieli, urządzają w każdym dodatkowy pokój. Nasz szef twierdzi, że gdy zamieszkacie z nami wszyscy będziemy mieli łatwiej. Inni do swoich nauczycieli przeprowadzą się za kilka dni. Sądzę jednak, że szef dla mnie zrobi wyjątek. Twój pokój jest już gotowy.
- Dlaczego teraz?
  – Dzisiejsze... zajęcia mnie do tego skłoniły. Szkoda byłoby zmarnować taką szansę.
- Szansę? Szansę na co? 
           - Zostań tu. - nakazał, ignorując jej pytanie i kierując się w stronę drzwi. - Idę z nim porozmawiać.
I wyszedł.
Rozejrzała się. Pokój miał ładnie urządzony. Niezliczone obrazy zasłaniające jasnobrązowe ściany, przedstawiały głównie sceny wojny lub nagie kobiety w nieludzkich pozach. W oknach bordowe zasunięte zasłony, łoże w pościelą i baldachimem w tym samym kolorze, podłoga obłożona ciemnymi panelami. Poza jedną antyczną szafą stało tu pełno półek z książkami. Nie zaskoczyła jej ta ilość, nie mogła sobie za to wyobrazić jak Esader spędza tu czas. Przeszła się po reszcie pomieszczeń. Miał tu także łazienkę z wanną, kuchnie, niewielką jadalnię i mały gabinet z kominkiem i komputerem. Jedno pomieszczenie było zamknięte.
          To wszystko wyglądało tak… zwyczajnie. W ogóle nie pasowało do tego miejsca, do tych ludzi. A może to tylko takie wrażenie? W końcu musieli mieć jakieś zajęcia, gdy się nimi nie zajmowali. Świadomość, że ma tu mieszkać trochę ją fascynowała. 


          Zapukał, jednak nie czekał na zaproszenie. Szef siedział, jak zwykle, w swoim fotelu i czytał książkę. Podniósł wzrok, gdy usłyszał, że ktoś wchodzi.
- Witaj przyjacielu. – rzekł starzec. – Tylko ty mógłbyś pozwolić sobie na taką zuchwałość, by przeszkadzać mi w przerwie. Co cię do mnie sprowadza?
- Witaj. Przyszedłem w sprawie mojej uczennicy i jej przyszłego zamieszkania u mnie. – wziął głęboki oddech. – Chciałbym by zamieszkała u mnie jeszcze dziś.
Mina szefa zdradzała zainteresowanie.
- Co cię skłoniło do takiej decyzji?
- W celi nie może dobrze wypocząć, więc i nasze lekcje nie przynoszą pożądanych skutków.
- I wnioskujesz to po spędzeniu z nią zaledwie dwóch dni? – mędrzec nie wydawał się przekonany. Co najwyżej odrobinę rozbawiony.
- Owszem. Nie zapominaj o moich umiejętnościach. - Esader zaczął argumentować. – To były długie dni. I niezwykle wyczerpujące dla tej dziewczyny. Z racji tego, że jej komnata jest już gotowa, nie widzę przeszkód by się tam przeprowadziła.
- Istotnie, przeszkód żadnych nie ma. – starzec przyglądał się badawczo swojemu podwładnemu. – Dobrze, ufam, że dzięki temu będziesz mógł jak najlepiej wykorzystać jej potencjał.
Esader skłonił się i skierował w stronę wyjścia.
- Ale pamiętaj. – usłyszał jeszcze. – Ona jest tylko narzędziem. Jeżeli popełnisz błąd, będziesz cierpiał.







Koniec rozdziału.
Chciałabym się pochwalić, że zapisałam się na karate ;). Miałam już dwa zajęcia, chociaż te drugie dużo łatwiejsze. Po pierwszych trzęsłam się cała, czułam jak wielkimi krokami przekraczam granice moich mięśni, skutki czuję do dziś ;P. Wczoraj poszłam, w końcu zakwasy trzeba rozchodzić. MIT! Teraz już w ogóle nie chodzę ;P

9 komentarzy:

  1. Witaj!😉 Rozdział jak zwykle dobry co mnie bardzo cieszy. Coś czuję, że niedługo Mesha i Esader bardziej się do siebie zbliżą. Nie mogę się doczekać nowego rozdziału. Życzę ci 4 tony weny i powodzenia w lekcjach karate.😏
    Pozdrawiam Erciak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za powodzenia w karate, bo miałam takie zakwasy, że chodzić nie mogłam :D. I za wenę dziękuję, jej nigdy za wiele :)
      No, powiem tyle, zapowiada się mały rozwój wypadków ;D

      Usuń
  2. Witaj ponownie! Przeczytałam wszystkie rozdziały i wybacz, że nie skomentowałam każdego z osobna.
    Podsumowując... Podoba mi się twój styl pisania, masz duży talent, mimo iż widziałam może parę drobnych błędów :) Kto ich nie popełnia? Historia jest ciekawa i niespotykana, jestem ciekawa jak dalej rozwiną się relacje pomiędzy tą dwójką...
    Jedno co mnie gryzie to brak szablonu, ten obraz mi jakoś nie pasuje, ale to kwestia gustu ;) No i ten dół bym uporządkowała, albo usunęła (posty możesz dodać w zakładce strony) --> wtedy archiwum na początku też nie będzie konieczne ;)
    Idę obserwować <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybaczam ;D Super, że ci się podobało, naprawdę dziękuję za miłe słowa :).
      Niewiele mogłam zrobić z tą moją nauką robienia szablonu, bo trochę brakuje czasu (wiem, stara wymówka, ale wiesz jak to jest ;)). Wiem, że mogłabym zamówić, ale póki co jestem na etapie blogowania gdzie chciałabym być taka samodzielna i w ogóle :D. Ale mi mija więc pewnie się nad tym zastanowię :D
      Dziękuję za rady, w najbliższym czasie postaram się jakoś tego bloga uporządkować, bo są rzeczy, które i mi się nie podobają :)

      Usuń
    2. Nie ma sprawy. Powodzenia w nauce szablonowej. Ja próbowałam... Nie skomentuje nawet jak mi szło 😋 po paru dniach zamowilam xP czekam na nowy rozdzial ❤ weny!

      Usuń
  3. Idealny *_*
    Zapraszam do mnie.
    http://story-by-sasha.blogspot.com

    Sasha xoxoxox

    OdpowiedzUsuń
  4. Żałuję, że nie udało mi się wpaść tutaj szybciej! To opowiadanie jest genialne! Nie spodziewałam się takiej tematyki i jestem zakochana w tym! Czekam z niecierpliwością na wiecej - wtedy się rozpiszę.
    Pozdrawiam,
    http://wzburzone-fale.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mi się miło zrobiło, bardzo bardzo się cieszę, że ci się spodobało :)

      Usuń
    2. Zapraszam zatem do siebie :)

      Usuń