sobota, 19 marca 2016

,,Za Nocą" Rozdział 8

W KOŃCU się udało, nowy rozdział jest!
Organizacyjnie to jak chcecie to po prawej stronie jest taki button Toplista, tam możecie głosować na mojego bloga ;).
Zastanawiam się nad zrobieniem jakiegoś konkursu, mam nawet zarys w głowie ;). Jak ktoś już robił takie rzeczy to może podzielić się doświadczeniem?
Długo czekaliście, więc proszę, nowy rozdział.



           Rozkazał straży, by zabrali rzeczy Meshy z celi i zanieśli do jej nowego pokoju. Sam jeszcze tam nie wrócił. Wyszedł na zewnątrz w poszukiwaniu spokoju, jednak znalezienie  miejsca bez ludzi okazało się niespodziewanie trudne. W końcu postanowił z tego zrezygnować i wrócił do środka.
           Nie umiał odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego ostatnie słowa starca tak bardzo na niego zadziałały.
           Kręcił się po korytarzach, aż w końcu uznał, że tylko jedna rzecz może pomóc mu to wszystko poukładać. Skierował się z powrotem do wyjścia.



            Mesha zastanawiała się kiedy jej nauczyciel wreszcie się pojawi. Przyniesiono rzeczy, sądziła więc, że wszystko poszło po jego myśli, jednak sama czuła się tu wyjątkowo obco. Poza tym wciąż nie była w swoim pokoju, ciekawiło ją jak od dzisiaj będzie mieszkała.
           Spojrzała na zegarek. Według niego minęły około trzy godziny od jego wyjścia. Kazał jej tu na siebie czekać, nie chciała naginać niemych zasad ustalonych przez Esedara, jednak powoli traciła cierpliwość. Położyła się na łóżku i zaczęła myśleć o Klarze i ich nowo poznanych kolegach. Zastanawiała się jak to teraz będzie wszystko wyglądało. Zgadywała, że oni także niedługo się przeprowadzą, ale co wtedy będzie z nimi jako grupą? Może między innymi o to teraz chodziło, mieli się od siebie oddalić. Nie wiedziała czy będą mogli się ze sobą widywać. Mieszkając w celi przez te dwa dni nie miała okazji do wychodzenia poza zajęciami i śniadaniem, nie wiedziała więc czy wolno jej swobodnie poruszać się po tym miejscu.
          Zastanawiała się co ze sobą zrobić, przewracając się z boku na bok. Myślała o tym, by poczytać otrzymaną niedawno książkę, ale nie umiała wzbudzić w sobie na to ochoty.
          Zerwała się z łóżka. Książka! Co, jeżeli zarekwirowali ją w trakcie przenoszenia? Podbiegła do swoich rzeczy i zaczęła je wertować. Miała nadzieję, że nikt jej nie znalazł, głównie dlatego, że nie chciała mieć przez nią problemów.
          Jest! Mesha dojrzała brudną, zaniedbaną brązową okładkę wśród nieposkładanych ubrań. Odetchnęła z ulgą, wkładając ją głęboko do leżącego nieopodal plecaka. Położyła się ponownie i wpatrzyła w sufit. Wróciła do myśli o nauczycielu. Nie wiedziała gdzie się podziewał w tej chwili, ale wolała by wrócił. Bała się go, momentami nawet bardzo, to nie ulegało wątpliwości. Nie zapominała też o tym, że to właśnie on ją zabije po wszystkim. Czuła w nim jednak coś znajomego, uspokajającego, dającego wątpliwą nadzieję na dobre zakończenie całej historii.


            Kiedy wrócił, zegary wybijały północ. Był cały przemoczony po swojej wyprawie w Głębiny, która okazała się być zbędna. Niczego nie zrozumiał, niczego sobie nie poukładał. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Mesha spała w jego łóżku, w żaden sposób nie reagując na jego przybycie. To dobrze, nie chciał by się obudziła. Podszedł do szafy, zgarnął z niej pierwsze lepsze ubrania i poszedł do łazienki się przebrać. Spojrzał w lustro przyglądając się swojej twarzy. Po niedawnym Epizodzie, jak zwykł to nazywać, nie było już śladu Pokręcił głową i w pospiechu ściągnął z siebie przemoknięte ciuchy, wziął prysznic i ubrał się.
Gdy wyszedł ona wciąż spała. Podszedł bliżej i przyjrzał się jej twarzy. Poczuł się tak jak wtedy gdy zmuszony wisiał pod oknem jej sypialni.
            Gdy chciał odejść obudziła się. Spojrzała na niego zaspanymi, lekko zagubionymi oczami jakby nie do końca wiedziała gdzie się znajduje.
            - O, przepraszam. – wydawała się zmieszana. Zaczęła się podnosić. – Czekałam na ciebie i nie wiem nawet kiedy...
            - Nie musisz się tłumaczyć. – przerwał jej. – Od dzisiaj jesteś mieszkańcem tego miejsca tak samo jak ja.
            - Gdybym się uparła, znalazłabym różnice.
            - Na pewno. Ale to nie pora by cię przekonywać, że mam rację.
Widział, że zastanawia się nad jego słowami.
            Usiadł obok niej, pozwalając sobie na tę małą poufałość. Przetarła oczy i ziewnęła przeciągle. Zaskoczył go ten brak czujności.
            - Pewnie jesteś zmęczona. – powiedział zerkając w stronę drzwi jej pokoju.
            - Wydaje ci się – mruknęła nie spuszczając z niego wzroku. Widział, że chciała go o coś zapytać, ale nie wiedziała czy jej wolno. Widział wahanie na jej twarzy, jednak po chwili dostrzegł, że zrezygnowała z tego pomysłu. Wstał wyciągając do niej rękę.
            - Musisz już iść spać. Jest późno. Jutro ogarniesz swoje rzeczy.
            Chwyciła jego dłoń, podnosząc się. Gdy już stanęła stabilnie, puścił ją i podszedł do szafki nocnej, wyciągając z niej kluczyk. Poprowadził ją do przeciwległych drzwi. Otworzył je ukazując Meshy jej nowy ,,dom’’.
            - Od dziś to jest twoje miejsce. – powiedział. – Ja nie mam prawa tam wchodzić, chyba że groziłoby ci niebezpieczeństwo.
Przytaknęła, próbując coś wypatrzyć w świetle rzucanym przez przyciemnioną lampę Esadera. Zerknęła na niego.
            - A gdybym cię zaprosiła? – zapytała pewnym tonem. Po jej twarzy wnioskował, że naprawdę chciała znać odpowiedź. Nie umiał tylko stwierdzić dlaczego, a nie chciał wykorzystywać swoich umiejętności w jej kierunku, zwłaszcza, że mogłaby to wyczuć. Uśmiechnął się lekko, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Nie wiem jak mógłbym ci pomóc – zaczął, z nutą drapieżności w głosie – gdybym to na stanowił dla ciebie niebezpieczeństwo.
Zamknął oczy, kręcąc z rozbawieniem głową. Wyciągnął w jej stronę rękę z kluczykiem. Chwyciła go i powolnie przekroczyła próg swojego pokoju. Obejrzała się za nim, ale on starał się nie patrzeć w jej stronę. Złapał za klamkę i zamknął drzwi.
- Dobranoc. – rzucił jeszcze nim całkowicie zniknęła mu z oczu.


            Rozejrzała się po pomieszczeniu. Było w podobnym stylu jak jego pokój, szerokie łóżko zdobił baldachim, a szafa stojąca przy lewej ścianie niczym nie różniła się od szafy w tamtej sypialni. Jedyną różnicą był brak obrazów.
Chciała rzucić za sobą dobranoc, jednak by mógł ją usłyszeć musiałaby krzyknąć, a tego wolała uniknąć.
            Przypomniała sobie, że zostawiła tam książkę, ale nie przejmowała się tym aż tak. W końcu Thomas powiedział, że dostała ją właśnie na zlecenie Esadera. Nawet gdyby próbował przeszukiwać jej rzeczy, w co wątpiła, to nie znalazłby tam nic bardziej interesującego.
Położyła się na łóżku myśląc o dzisiejszym wieczorze. Jej nauczyciel rzucił kilka naprawdę zastanawiających stwierdzeń. Nie wiedziała jak ma to rozumieć. Wolała jednak ich sobie nie interpretować, przynajmniej nie o tak późnej porze, nie do końca była pewna czy chce znać teraz prawdziwe znaczenia tych słów.
Ściągnęła spodnie, przykryła się i przytuliła twarz do poduszki. Z zadowoleniem pomyślała, że jeżeli kiedykolwiek wpadną na to jak się stąd bezpiecznie dla wszystkich wydostać, ta poduszka idzie z nią.


Jej łóżko sprawdziło się doskonale. Gdy usłyszała pukanie do drzwi myślała, że nie wstanie. Przynajmniej do momentu, w którym pukanie stało się bardziej natarczywe. Z westchnieniem podniosła się zabierając ze sobą ukochaną od wczoraj poduszkę. Chwyciła za klamkę i pociągnęła do siebie.

Po drugiej stronie stał Esader. Gdy się jej przyjrzał, chrząknął i podniósł wzrok z powrotem na jej twarz.
- Umyj się i ubierz. – rzucił rzeczowym tonem. – Zaraz przyniosą nam śniadanie.
Mesha spojrzała na swoje nogi, potem na Esadera. Próbowała nie dać po sobie poznać, że brak spodni trochę ją skrępował. Zamknęła za sobą drzwi i rozejrzała się za jakimś ręcznikiem. Zajrzała do szafy. Okazało się, że wisi w niej trochę ubrań, na pierwszy rzut oka jej rozmiaru. Zgarnęła jeansy i jakąś białą bluzkę i zajrzała do szuflady w szafie, mając nadzieję na znalezienie bielizny. Nie myliła się, zgarnęła wszystko czego potrzebowała, nie myśląc o tym kto mógł zajmować się tymi zakupami.
Zauważyła, że drzwi od łazienki prowadzą do tego samego pomieszczenia, w którym znajduje się łazienka Esadera. Miała do wyboru wannę bądź prysznic. Postawiła na to drugie, ponieważ jej nauczyciel sprawiał wrażenie jakby milczeniem nakazywał jej pośpiech.
Gdy wyszła już z pokoju śniadanie stało na nowo przyniesionym, okrągłym drewnianym stoliku. Esader zajął jedno miejsce, gestem wskazał jej drugie.
- Dzisiaj na nasze zajęcia przyjdzie Sergiusz – zaczął gdy twarz Meshy znalazła się na poziomie jego oczu. – Nasz przywódca.
Podwinął rękawy swojej czarnej koszuli i oparł łokcie na stole, składając dłonie przed sobą. Wydawał się zaniepokojony.
- Nie wiem czego chce, więc nie będę w stanie cię poprowadzić. - westchnął cicho, starając się nie okazywać zdenerwowania. - Nie odzywaj się niepytana, wykonuj jego polecenia i nie zwracaj się do niego po imieniu. - Opuścił wzrok, przyglądając się jej palcom. - Zajęcia odbędą się po południu, mamy więc trochę czasu by się przygotować. Nie mogę za wiele ci pokazać, bo to za bardzo cię zmęczy, ale przynajmniej poćwiczymy to co już umiesz.
           A więc ćwiczyli. Zaraz po śniadaniu doskonalili wątłe umiejętności Meshy. Nie wskórali wiele, Uczennica była zbyt zestresowana, co negatywnie wpływało na rezultaty szkolenia. Trochę po południu nauczyciel zarządził przerwę. 
           - Wygląda na to, że i tak umiesz więcej niż się spodziewałem. - mruknął siadając przy stoliku, a Mesha zastanawiała się czy to na pewno miała być pochwała. - Odpocznij teraz. Możesz iść do siebie jeśli chcesz.
           Mesha zawahała się, ale postanowiła zostać. Usiadła niepewnie na przeciwko Esadera. Nie patrzyła na niego, nie chciała mu przeszkadzać swoją obecnością. Czuła narastający lęk. Nie wiedziała co dla niej oznacza ta wizyta. Miała nadzieję, że niewiele, uważała, że i tak ma na głowie sporo problemów.
          Wpatrywał się w nią. Starała się to ignorować, lecz stało się to zbyt natarczywe.
          - Stało się coś? - zapytała, kierując spojrzenie w jego kierunku.
          - Czuję twój strach. - odpowiedział beznamiętnie. - Chciałbym cię jakoś uspokoić, ale nie za dobrze sobie z tym radzę. Poza tym nie wiem czy bym cię nie okłamał.
          Przełknęła głośno ślinę. Chyba wolała tego nie usłyszeć. 
          Po wczorajszym Esaderze nie zostało śladu. W jakiś sposób cieszyła się z tego, niepokoiły ją te przyjazne emocje, które naszły ją gdy tylko o nim pomyślała. Przez pewien moment nawet się zapomniała, myśląc, że po wszystkim może jej nie zabije, że może jest jakieś rozwiązanie. Widząc jego strach przed szefem mogła się tylko domyślać jaki to człowiek, skoro bał się go ktoś taki. A może to nie tak, że bał się jego, tylko tego co jest w stanie tutaj zrobić? Pokręciła głową. Powinna się teraz skupić na tym, by zachować spokój. Nie chciała okazać strachu już na samym początku.
          - Mesha... - zaczął, dotykając jej ramienia. Spojrzała zaskoczona na jego dłoń, a potem na niego. - Nie bój się. Nie powinien ci zagrażać, sam dobrze wie, że należysz teraz do mnie. A nawet jeżeli, to zrobię co mogę by cię ochronić.
          Nie wiedziała czy to powód do radości, uspokoiła się jednak trochę na te słowa.
          Usłyszeli pukanie do drzwi. Mesha podniosła się, ale zaraz usiadła ciągnięta przez Esadera. 
          - Proszę! - zawołał, puszczając jednocześnie jej ramię. 
         Do pokoju wszedł starzec, a zaraz za nim Rephaim z niepewną miną. Gdy ją zobaczył twarz mu się rozjaśniła, ale zaraz potem wyrażała jeszcze większy niepokój.
          - Witaj przyjacielu. - Sergiusz wyciągnął rękę Esadera, ten dopiero teraz wstał i ją ujął. - Chciałbym się przyjrzeć jak się sprawuje wasza para. - tu skierował wzrok na Meshę z nieprzyjemnym uśmiechem. - Oraz oczywiście zobaczyć jak się wam razem mieszka.




Przepraszam, że dopiero teraz. Nie chciałam w Wasze łapki dawać czegoś niedopracowanego, chociaż i tak nie jestem taka pewna tego rozdziału na 100%. Proszę o Wasze uwagi i wytykanie błędów, bo rozdział pisany i poprawiany z przerwami :).

Nie byłam w tym tygodniu na karate ani razu przez zdrowie, co zaowocowało trochę jeszcze niezrozumiałym smutkiem. Ale przestaję się dziwić, może ja się po prostu szybko przyzwyczajam do fajnych... rzeczy (?) ;).

4 komentarze:

  1. Rozdział był fajny, choć czasami przynudzał. Jednak widzę, że w następnym rozdziale będzie jakaś fajna akcja. :) Zauważyłam kilka błędów, ale jakoś nie przeszkadzały. Czekam na następny i życzę (tym razem) mnóstwo zdrowia. ;)
    Pozdrawiam Erciak :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że nie jestem z niego dumna, ale rozdział pisany z przerwami :). Po prostu za każdym razem jak miałam chwilkę to siadałam i pisałam, stąd też pewnie te błędy :).
      Zdrowie już lepsze, dziękuję :). I dziękuję za uwagi ;).

      Usuń
  2. No cóż, podobało mi się. Mimo iż troszkę się mało działo :D Ale to nic.
    Bardzo podobają mi się imiona, szczególnie Mesha... ciekawe.
    Dialogi ciekawe, ale jedno co mnie gryzie... za krótko! <3 :*

    OdpowiedzUsuń