piątek, 1 kwietnia 2016

A co do środy... I prima aprilis!

Miało być opowiadanie, spokojnie, będzie w tygodniu. Dzisiaj chciałam Wam opisać mój środowy (30.03.16r.) dzień.


Zaczął się dosyć zwyczajnie, mimo że obudziłam się o ósmej, dwadzieścia minut przed wyjściem na praktyki, więc musiałam się bardzo spieszyć. Czułam, że to nie będzie mój dzień.
Zdążyłam na czas, głównie dzięki temu, że odprowadził mnie Ukochany, co skończyło się uporczywym ciąganiem za rękę i poganianiem (co było w pewnym sensie urocze).
Praktyki w areszcie minęły w miarę szybko; miły wykładowca, mili więźniowie, koleżanki sympatyczne, głupie skojarzenia, więc mimo zaspania i nie wyspania jakoś to szło.