poniedziałek, 11 kwietnia 2016

,,Za Nocą" Rozdział 9, cz.1

Do czytających: przepraszam za to jednodniowe opóźnienie, ale nastąpiły pewne nieprzewidziane okoliczności. Bez większych wstępów następny rozdział.


        Mesha wyczuła napięcie, które weszło wraz ze starcem. Zastanawiała się co tu robi Rephaim, jednak po chwili uświadomiła sobie, że jest uczniem Sergiusza.
        - Dobrze, może przejdźmy do rzeczy. - zatarł ręce, zachowując się jednocześnie jakby czekał na miłą niespodziankę.
        - Wciąż nie do końca rozumiem celu twojej wizyty. - Esedar podszedł bliżej, dyskretnie zasłaniając Meshę.
        - Ależ nie przejmuj się przyjacielu - przybysz oparł rękę w przyjaznym geście na ramieniu gospodarza. Mesha dostrzegła jednak nacisk jaki wywoływał on na Esaderze, który spiął się po tym dotykiem. Doszło do niej, że jeżeli zdolności starca są tak zbieżne do tego co opisywał Rephaim to mogą mieć kłopoty.
        - Rozumiem, że chce pan przyjrzeć się moim nikłym postępom, zgadza się? - z tymi słowami stanęła obok Esadera.
        - Między innymi moje dziecko. - opuścił rękę, jednocześnie zbliżając się i pochylając ku niej. - Ta wizyta może być przyjemna, jeżeli tylko będziesz się mnie słuchać. - ostatnie słowa wypowiedział prawie szeptem. Nie wiedziała co miałaby powiedzieć, przesunęła się tylko krok w tył. Spojrzała na Rephaima. Wydawał się zagubiony i przestraszony, patrzył na nią szeroko otwartymi oczami. Uśmiechnęła się lekko, chcąc dodać sobie i jemu otuchy, ale on tylko pokręcił głową spuszczając wzrok. To ją zaniepokoiło jeszcze bardziej.

        - Porozmawiajmy chwilę na osobności w twoim pokoju. - Sergiusz wyprostował się i wskazał ręką drzwi prowadzące do sypialni.
        - Nie. - Esader ponownie stanął między nimi, plecami do dziewczyny tak, że dzieliło ich zaledwie kilka centymetrów.
        - Mój drogi, skąd ta twoja niesubordynacja? - starzec wyraźnie bawił się tą całą sytuacją, sprawiał wrażenie jakby na coś czekał.
        - Ona należy do mnie, to ja decyduję o jej czasie. - był stanowczy, mimo opanowania czuła bijący od niego gniew. Zastanawiało ją co takiego było w tym mężczyźnie, że jej nauczyciel nie chciał zostawić ich samych.
        - Oczywiście przyjacielu. - starzec nagle spoważniał, przez co atmosfera zgęstniała jeszcze bardziej. - Uważam jednak, że się zapominasz. Jesteś tutaj dla mnie i dzięki mnie. Nie zmuszaj mnie do użycia radykalnych środków.
        - Wiem, że tylko na to czekasz. - Esader podszedł jeszcze bliżej. - Nie puszczę jej. Wątpię, że wyjdzie stamtąd nietknięta, a nie chcę byś bawił się moimi rzeczami.
        Stwierdzenie o niej jak o przedmiocie powinno ją co najmniej zirytować, lecz czuła dużą wdzięczność za jego wstawiennictwo. Postanowiła później zastanowić się nad swoim statusem w tym miejscu.
        - O co ty mnie posądzasz mój drogi? - nie widziała twarzy Syrgiusza, ton za to miał mocno rozbawiony. - Naprawdę myślisz, że mógłbym skrzywdzić kogoś z tak śliczną buzią?
        - Wiem co zyskujesz przez seks z takimi osobami. - nauczyciel wciąż nie ustępował. - Dziwi mnie, że nie wybrałeś sobie na ucznia jakiejś młodej kobiety zamiast tego chłopaka. - wskazał głową Rephaima. - Nie wiem też skąd twoje przekonanie, że pozwolę ci to... nadrobić na mojej uczennicy.
        Sergiusz westchnął kręcąc głową. Cofnął się o krok z poważną miną.
        - Nie przydzielałem ich z myślą o swoich własnych... potrzebach. - jego wzrok skierował się ponownie na Meshę. - Sądziłem, że nie będziesz widział problemu w tym, bym jednorazowo skorzystał z... jej miłego towarzystwa. Choćby ze względu na stare czasy. Niestety tylko do niej mam pewność, że wciąż jest dziewicą.
        Mesha nie widziała reakcji swojego nauczyciela, sama nie umiała ukryć szoku na myśl o tym co jeszcze ten człowiek może o niej wiedzieć. Nawet przeszpiegi Esedara nie mogły dać mu takich informacji.
        - Skąd ty możesz to wiedzieć? - głos Esedara nie wyrażał, jak zwykle, żadnych emocji.
        - Jesteś moim najlepszym człowiekiem, który zna prawie wszystkie tajemnice tego miejsca. Jednak jak widać zapomniałeś, że mam odpowiednich znajomych, którzy mogą mi dostarczyć kilka ciekawostek. - wciąż świdrował ją wzrokiem, przez co Mesha była zmuszona spuścić wzrok. Przypomniała sobie jak w stołówce wspomniał coś o jej ciotce. Nie chciała wierzyć, że mogłaby mieć z tym coś wspólnego.
        - To i tak nic nie zmienia. - ciągnął temat Esader. - nic z tego nie będzie.
        Wszystko działo się szybko; Sergiusz ze zwinnością nieprzypisaną do jego wieku zacisnął dłoń na szyi podwładnego, a Rephaim podbiegł do Meshy, z miną świadczącą o tym, że wiedział co miało tu się niedługo wydarzyć.
        - Cokolwiek się teraz stanie pamiętaj, że nie miałem wyboru - szepnął, zajmując miejsce za jej plecami.
        - Jest dokładnie tak jak myślałem - głos starca nie wyrażał żadnych emocji. Dziewczyna poczuła coś dziwnego w powietrzu i dostrzegła zbolałą minę  nauczyciela. W jednej chwili z jego ramion zaczęły wychodzić czarne, duże kolce, przebijając się przez koszulę. Mesha nie wiedziała co się dzieje, dlaczego sprawa przybrała tak niebezpieczny obrót.
        - Rephajmie, co sądzisz o tym, by pokazać swojej kochanej koleżance czego się u mnie nauczyłeś? - uśmiechnął się przebiegle do osoby za jej plecami.
        - Wie pan, że wolałbym... tego nie robić. - odpowiedział Rephaim, a w jego głosie wyraźnie słychać było strach.
        - Ależ daj spokój, jestem pewny, że będzie dumna z twoich postępów. - wciąż nie puszczał Esadera, któremu zaczęła z kolców spływać krew. Mesha czuła coraz większe przerażenie, martwiła się też o stan swojego nauczyciela.
        Rephaim położył dłoń na jej plecach.
        - Oj, mój uczniu, dotknij jej karku, na gołej skórze będzie efektywniejsze. Chyba chcesz zrobić dobre wrażenie na dziewczynie, co?
        - Przepraszam. - usłyszała szept, po czym bez siły upadła na ziemię. Dotarł do niej tylko zduszony krzyk nauczyciela i pokrzykiwanie starca: ,, Jeszcze, jeszcze!"
        Dotknął znowu jej karku i tak szybko jak  kopnięcie prądu zalała ją fala osłabienia. Nigdy jeszcze nie była tak zmęczona, jej serce doszukiwało się gdziekolwiek dodatkowego źródła energii, by móc dalej bić. Próbowała złapać oddech, ale przychodziło jej to z dużą trudnością. Nie miała siły myśleć, wiedziała tyle, że kolejnego ataku może nie przeżyć. 
        Przyjaciel klęknął przy niej. Z wysiłkiem podniosła głowę, by móc na niego spojrzeć. Widziała, że miał łzy w oczach.
        - Przepraszam. - szepnął. - To co on by wam zrobił byłoby jeszcze gorsze. Musiałem, ja...
        - Nic nie musisz mówić. - nie bez wysiłku przezwała mu, próbując się oprzeć na ramionach. - Naprawdę się wyrobiłeś w ciągu tych kilku dni, chociaż nie wiem jak dobry byłeś przedtem. - przerwała, ponownie łapiąc oddech. - Ja... dziękuję. - ostatnie słowa dodała szeptem.
        - Rephaim, wychodzimy. Wiem już to co chciałem wiedzieć. Robi się tutaj dość nudno. - puścił Esadera, a ten upadł na kolana, opierając dłonie na podłodze. Kolce z powrotem wrosły w ciało.
        Rephaim podał jej rękę pomagając wstać. Odzyskiwała siły szybciej niż przy normalnym osłabieniu. Podejrzewała, że to zasługa jego dotyku bądź niedopracowania w użytej na niej zdolności.
        Wyszli nie oglądając się za siebie. Mesha spojrzała na dłoń,. Widniała w niej kartka. Przyjaciel skorzystał z okazji i zostawił jej wiadomość. Już rozkładała ją chcąc jak najszybciej przeczytać, gdy usłyszała jęk przed sobą. Podbiegła szybko do nauczyciela, powstrzymując go przed gwałtownymi ruchami.
        - Zostań tak przez chwilę, zaraz znajdę jakieś opatrunki. - powiedziała, lecz on złapał ją za ramię.
        - Nie trzeba. - wydusił, podnosząc głowę. - To się zaraz zagoi. Nie pierwszy raz mnie to spotyka.
        - Robił tak wcześniej? - nie mogła ukryć przerażenia.
        - To trochę bardziej skomplikowane. - próbował się podnieść, jednak nogi się pod nim załamały, przez co wpadł na Meshę. Klęcząc podtrzymywała go, bojąc się ruszyć, by nie sprawić mu bólu. Przestał spinać mięśnie, obrócił się tylko na plecy i oparł o nią, kładąc głowę na jej ramionach. Dziewczyna zauważyła, że jego ciało przestało krwawić.
        - Przepraszam, że cię to spotkało. - mruknął jeszcze, zamykając oczy. - Wiedziałem, że ta wizyta to nic dobrego. Nie umiałem cię jednak ochronić.
        - I tak zrobiłeś więcej niż mogłeś. - Mesha pokręciła głową. - Sam przez to oberwałeś, a przecież nie musiałeś w ogóle reagować.
        - Musiałem. - jego głos nabrał stanowczości. - Gdybym nic nie zrobił on by zrobił to po co tu przyszedł, a nie mogłem mu na to pozwolić. - westchnął sennie, dotykając jej policzka. - Należysz do mnie.


Koniec rozdziału, trochę nerwów mnie kosztował, ale udało się, pisany z przyjemnością bądź co bądź :).
Tak z życia to... dopiero dzisiaj przeszły mi zakwasy po karate, a miałam takie, że nie można mnie było nawet dotknąć, nad czym niektórzy ubolewali, inni wręcz przeciwnie, bo nie musieli się specjalnie wysilić by sprawić mi... no właśnie, ból (mówię tu między innymi o moim kochanym rodzeństwie :D) :).
Nauczyłam się kata :D. Znaczy nauczyłam to dużo powiedziane, ale już jako tako mi wychodzi :). Czuję się coraz lepiej na tym karate, tak swojsko można powiedzieć :).
Byłam w weekend w domu :). Wizyta bez kłótni z siostrą, przez to chyba zaplusowałyśmy u rodziców :D.
I jadłam warzywne kanapki :D. Przejaw wiosny, to nic, że takiej bardziej sklepowej, ale już się czuje te przyszłe warzywka z ogródka :>.
Nic więcej chyba do powiedzenia dobrego nie mam, a złymi nie ma się co chwalić :).
Dziękuję za lekturę.

3 komentarze:

  1. Gratuluje świetnego bloga.
    Chętnie podejmę z Tobą współpracę.
    Proszę o kontakt na maila:
    info@paywin.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam, że tak późno komentuję, ale miałam kare i zabrali tel.:'( A wracając do rozdziału to mam ochotę cie zbić ;) Jak mogłaś skrzywdzić Esadera? Jak? Na szczęście już mu lepiej :) Czekam na kolejny i życzę duuuużooo weny :D
    Pozdrawiam Erciak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wenę, przyda się :).
      Fajnie, że tak stoisz za Esaderem :). Przeżył, na szczęście ;)

      Usuń