niedziela, 9 października 2016

,,Za Nocą" Rozdział 12

Prezentuję Wam kolejny rozdział, jeżeli się spodoba dajcie znać, jako motywację do pisania kolejnego :). Jeżeli się nie podoba też dajcie znać, w końcu by coś poprawić człowiek musi wiedzieć co jest źle :)


            Zza rogu wyłonił się Thomas. Jego długie włosy zafalowały złowieszczo, jednak mina wyrażała żal. Załkała w duchu gdy podszedł bliżej, dotarło do niej bowiem, że to z jej winy ich odnalazł i cały plan Rephaima się posypał.
            - Rozejdźcie się - powiedział, patrząc wprost na Meshę. - Ciebie mam odprowadzić do nauczyciela.
            Spojrzała na niego z przestrachem, bała się bowiem, że będzie  musiała już teraz iść do Sergiusza. Esader nie mówił kiedy wyjeżdża, nie powiedział jej nic, poza tym, że na kilka dni ją zostawia.
            Rozeszli się ze spuszczonymi głowami, nie pozostało w nich nic z dumy, którą okazywali w dniu przybyciu tutaj. Tylko Michael wydawał się dziwnie zadowolony. A może tylko sprawiał takie wrażenie. Zadarła wysoko brodę gotując się na to co miało ją czekać. Nie chciała wyglądać tak żałośnie jak przyjaciele, mimo że w duchu zalewała się łzami. Udała się za Thomasem w przeciwną stronę.
            Nie wiedziała dokąd ją prowadził, trzymała się blisko by nie zgubić się w tym labiryncie ciemnych, kamiennych korytarzy. Musiała się naprawdę skupić by cokolwiek dojrzeć w tym mroku, oświetlanym tylko przez niebieskie lampy porozwieszane co kilkanaście metrów.
            - Dokąd idziemy? - zapytała dorównując mu krokiem.
            - Tak jak mówiłem, do twojego nauczyciela. - odpowiedział nie zaszczycając jej spojrzeniem.
            - Idziemy w złą stronę.
            Zignorował jej uwagę, a właśnie tego się obawiała. To znaczyło, że gdzieś tam mogą być ukryte komnaty jej nowego opiekuna. Nie myślała, że nastąpi to jeszcze tego samego dnia, w którym się o tej zmianie dowiedziała. Nie miała czasu się na to przygotować. Z ledwością zatrzymywała łkanie w gardle. Dla własnej dumy nie chciała płakać, chociaż wiedziała, że ma powód i nie było nikogo kto by ją w tej chwili osądził.
            Zbliżali się do otwartych drzwi. Wydobywające się z nich jasne, białe światło w ciemnościach otoczenia dawało niecodzienny widok.
            - To tutaj. - Thomas zatrzymał się, wskazując Meshy przejście.
            - Nie idziesz? - w jej głosie zabrzmiało niemal błaganie. Ten uśmiechnął się tylko i pokręcił głową.
            - Zalecono mi tylko przyprowadzić cię tutaj.
            Westchnęła głęboko, przeciągając ten moment, chociaż wiedziała, że to nic nie zmieni. Weszła do pomieszczenia nie oglądając się za siebie.
            - Przyszłaś wreszcie. - patrzyła w zbliżającą się sylwetkę Esadera, a radość, która ją ogarnęła pchnęła ją do przodu, rzucając w jego ramiona.
            - Jak dobrze, że to ty! - krzyknęła, zapominając na chwilę o dzielącej ich barierze. Esader pozostał niewzruszony, nie odepchnął jej jednak.
            - Źle się do tego zabraliście. - powiedział, gdy ta odsunęła się od niego wyraźnie speszona. 
            - O czym ty mówisz? - udawanie zdziwienia nigdy nie przychodziło jej łatwo, ale teraz naprawdę się postarala.
            - Rephaim tego nie wie, ale cały ten pomysł z mapą na ścianie to był pomysł Sergiusza. Nie uznaliście, że poszło wam zbyt łatwo?
            - O czym ty mówisz? - powtórzyła, chcąc dowiedzieć się więcej. Zaczynało docierać do niej w jakim położeniu się znalazła.
            - Pytasz szczerze. - zmarszczył brwi, przyglądając się jej uważnie. - To znaczy, że nie widzieliście. Tym lepiej, nie będzie miał dowodu, że próbowaliście uciekać.
            - Przecież ty o wszystkim wiesz. I Thomas. To chyba wystarczający dowód. 
            Spuścił wzrok i ku zaskoczeniu Meshy zaśmiał się. 
            - Tak, to prawda. Wystarczający. Sergiusz nikomu nie ufa, ale mi nie ufa najmniej.
            Mesha rozejrzała się po pomieszczeniu, w którym się znajdowali. Nie licząc tapczanowego łóżka, był pusty, zupełnie zwykły, bez okien, za to z bardzo dobrym oświetleniem. 
            - Co my tutaj właściwie robimy? Co chcesz ze mną zrobić? 
            Gdy ponownie na nią spojrzał dostrzegła w jego oczach zalążki sympatii przeznaczonej dla niej.
            - Usiądźmy. - wskazał na tapczan. Usłuchała. Siedzieli przodem do siebie, dzięki czemu Mesha mogła stwierdzić, że cała ta sceneria nie pasowała do jej nauczyciela.
            - Posłuchaj - zaczął, a jego twarz ponownie nie wyrażała żadnych emocji. - Oboje wiemy dlaczego Sergiusz wybrał siebie na mojego zastępcę. Tymczasowego. - dodał nim Mesha zdążyła zwrócić na to uwagę. - Obawiam się, że jeżeli nic z tym nie zrobimy to dopnie swego. Dlatego też kazałem cię tutaj przyprowadzić.
            - Jaki masz plan? Mam nadzieję, że to nie to co myślę - spojrzała wymownie na tapczan. Nie umiała dosadnie stwierdzić jak bardzo by jej nie pasowało gdyby to jednak o to chodziło. 
            Patrzył na nią przez chwilę nieprzeniknionym wzrokiem. Obawiała się jego odpowiedzi, oczekiwała na nią w napięciu, jednak gdy odpowiedział strach strach tylko narósł.
            - To mógłbym zrobić w naszej siedzibie, bez strachu, że ktoś mógłby nam przeszkodzić. Chodzi o coś znacznie bardziej wiążącego. - Podał jej dłoń, a ona z wahaniem ją ujęła. W jego drugiej ręce, nie wiadomo skąd, pojawił się pedzelek. Płynnym ruchem naszkicował na jej nadgarstku czerwony symbol kształtem przypominający pustą w środku kroplę. 
            - Mógłbym nałożyć na ciebie pieczęć, która uniemożliwiła by Sergiuszowi jego zamiary. Nawet gdyby próbował ci zrobić innego rodzaju krzywdę. 
            Mesha poczuła ekscytacje. Nie musiałaby się niczego bać ze strony chwilowego nauczyciela. Nie chciała zastanawiać się nad konsekwencjami tej pieczęci, ale wiedziała, że nie mogła postąpić tak pochopnie. 
            - Dlaczego więc nie nałożyłeś mi jej gdy tylko się dowiedziałeś co chce zrobić?
            - Powodów jest wiele, głównym są inne aspekty dotyczące tej pieczęci. Przede wszystkim, co jest chyba najbardziej zniechęcające, twoje serce zamknie się na innych mężczyzn i kobiety, na czas jej trwania nie nawiążesz innych relacji poza przyjacielskimi. 
            - Nie planowałam zakładać rodziny, wiesz, z racji mojego położenia...
            - Zdaję sobie sprawę, ale jest jeszcze coś. - przerwał jej. - Pieczęć daje mi możliwość odczuwania tego co ty, w każdej godzinie, o każdej porze. Będę także wiedział gdzie się znajdujesz i co robisz jeżeli sobie tego zażyczę.
            Ten warunek wydał się Meshy przerażający. Przypominało jej to trochę umiejętność Thomasa, chociaż jego nie była tak szczegółowa.
            - Nie można mi tam... no po prostu przebić co trzeba i już? 
            Uśmiechnął się lekko.
            - Gdyby to było takie proste nie rozmawialibyśmy teraz. Nie chodzi o błonę, a o pewną niewinność, którą się bezpowrotnie traci.
            - A nie mógłbyś po prostu... - chrząknęła, próbując się pozbyć blokady, która nagle pojawiła się w jej gardle. -Nie mógłbyś... ty się mną zająć pod tym względem? Wiem, że miałbyś z tego podobne korzyści co Sergiusz.
            Nie chciała patrzeć mu w twarz, poczuła jednak jego palce na swoim podbrudku, które zmusiły ją do podniesienia głowy. Miał smutne oczy.
            - W czym bym się wtedy od niego różnił? 
            - Ty miałbyś moje pozwolenie. 
            Pokręcił głową. 
            - Nie ryzykuj w ten sposób. 
            - To pieczęć jest niby mniej ryzykowna? 
            - Pewnie mi nie uwierzysz, jeżeli powiem, że tak.
            Przyjrzała mu się, po czym westchnęła z rezygnacją, kiwając głową.
            - Dobrze. Opowiedz mi o niej coś więcej. 
            - Właściwie już wszystko wiesz. Zasady jej złamania ustala nakładający. - zatrzymał się na chwilę puszczając jej nadgarstek. - Póki Sergiusz nie przestanie się tobą interesować nie zdradzę ci sposobu. Gdyby dowiedział się, że wiesz mógłby próbować wymusić to na tobie. Dlatego musisz mi zaufać, co może być dla Ciebie trudne. 
            - Zaufam ci, nic innego mi nie pozostało.
            - Dobrze. Będzie trochę bolało.
            Ujął ponownie jej dłoń i przyłożył pędzel do narysowanej wcześniej łezki. Poprawił symbol, powolnym ruchem, wywołując niewyobrażalne palenie w tym miejscu. W głowie szalały jej różnorakie sceny, przechodzące tak szybko, że dla żadnej nie można było poświęcić choćby chwili. 
            - Do zobaczenia moja droga. - usłyszała jak przez mgłę i zemdlała.

3 komentarze:

  1. Hej :3
    Bardzo zaciekawiła mnie tajemnica głównej bohaterki uczącej się w Hogwarcie oraz jej przyjaciół. Batdzo mi się spodobał twój styl pisania oraz lekkość pióra :3. Czekam na nexta z niecierpliwością.
    batgirlpisze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To raczej nie Hogward, ale coś na wzór szkoły ;)

      Usuń