poniedziałek, 28 listopada 2016

,,Za Nocą" Rozdział 13

        Obudziła się w cudzym łóżku. Rozejrzała się zaniepokojona i ujrzała Sergiusza siedzącego na fotelu przy kominku. Przyglądał się jej, minę miał niezadowoloną.
            - Nie wiem dlaczego tak się z Esaderem wzbraniacie. - zaczął na dzień dobry. - Dzisiaj na przykład byłoby już po wszystkim, nawet byś nie czuła, że coś się wydarzyło.
            Uśmiechnęła się do siebie. A więc to działa, pomyślała, a przed oczami stanęła jej twarz Esadera. W duchu dziękowała mu za tak skuteczne działanie. Bała się trochę mniej.
            - Wy, tak młode kobiety, przywiązujecie wielką wagę do pierwszego razu, a ja tego nie rozumiem. - kontynuował rozdrażniony, zupełnie nie zwracając uwagi na jej zadowolenie. - Taki dar, zupełnie dla was nie przydatny, a nie chcecie się nim podzielić. Zupełnie jak pies ogrodnika.
            Kojarzył jej się teraz z małym chłopcem, któremu nie kupiono obiecanej zabawki. Gdyby nie niepewność związana z jej przyszłym losem sytuacja nawet by ją rozbawiła. Wiedziała jednak, że ma przed sobą niebezpiecznego człowieka, który na dodatek nie dostał tego, co mu się w jego mniemaniu należało.
            - Co teraz ze mną zrobisz? - zapytała, podnosząc się do pozycji siedzącej.
            Zamilkł, wyglądając jakby się nad czymś zastanawiał. Nie wiedziała czy chciała usłyszeć odpowiedź.
            - Na razie będę twoim nauczycielem. - powiedział w końcu podnosząc się z fotela. - Gdy Esader wróci pomyślę nad tym jak was ukarać. - podszedł do niej i wyciągnął w jej stronę rękę. - Chodź, zaczynamy.
            Zignorowała jego dłoń, stanęła przed nim wyprostowana.
            - W takim razie prowadź.
            Skierował się do wyjścia, nie oglądając się na nią. Mozolnym krokiem ruszyła za nim, przełamując niechęć, którą dodatkowo potęgował głód.
            Wprowadził ją do pustego, ciemnego pokoju. Bez mebli i okien, światło rzucały tylko nieliczne jarzeniówki. Zatrzymał ją na środku i stanął obok, wskazując ręką na przeciwległą ścianę. Dopiero teraz dostrzegła wiszące tam balony.
            - Poprowadź ją i przebij balon bez pęknięcia. - nakazał podając jej długą igłę i odsuwając się. - Wykonasz zadanie będziesz wolna.
            Z jednej strony ucieszyła się, z drugiej wystraszyła i zastanowiła. Nie potrafiła tego zrobić w normalny sposób, a co dopiero przy użyciu mocy. Poza tym dlaczego chciał jej odpuścić po jednym zadaniu?
            Uniosła igłę i niepewnym ruchem skierowała ją w stronę pierwszego celu. Pchnęła mocno siłą woli, jednak tak jak myślała skończyło się hukiem i lateksowymi zwłokami. Nie potrafiła tego zrobić z użyciem rąk, więc co tu mówić o jakimkolwiek sukcesie. Starzec wiedział co zrobić by w prosty i niewymagający sposób ją pognębić. Nie wiedziała jak jej to ma pomóc w rozwijaniu umiejętności, ale postanowiła nie dawać mu tej satysfakcji.

            Spędziła cały dzień nad ćwiczeniem, bez jedzenia, picia i w tych samych ubraniach. Balony się skończyły, nawet zapas, który Sergiusz miał przygotowany, a dalej nic. Była wykończona, jedyne o czym marzyła to by położyć się spać. Gdziekolwiek, nawet wśród tych skrawków. W pracy z Esaderem tylko na początku czuła takie zmęczenie, kiedy jeszcze się starał, ale on ją przynajmniej karmił. Jej tymczasowy wychowawca wyraźnie nie miał zamiaru pozwolić jej na to. Wskazał tylko na łóżko i kazał jej się kłaść i nie zamieniając z nią więcej ani słowa wyszedł. Cieszyła się, że zostawił ją samą, jednak pragnienie nie dawało jej spokoju. W myślach próbowała sobie przypomnieć ile człowiek jest w stanie wytrzymać bez wody i kiedy wróci jej prawdziwy opiekun. Minął zaledwie jeden dzień, a ona mogła stwierdzić, że za nim tęskni. Przynajmniej porównując to wszystko do obecnej sytuacji.
            Przyjrzała się swojemu nadgarstkowi. W świetle księżyca blizna pozostawiona po rytuale mieniła się srebrnawym kolorem. Najbardziej zaskakujące było to, że wydawała się zagojona, chociaż wszystko miało miejsce wczoraj. Przytuliła rękę do siebie i skupiła myśli na Esaderze. Nie wiedziała kiedy wróci, ale miała nadzieję, że nastąpi to jak najszybciej. Bez niego nie czuła się bezpiecznie.

             Następny dzień spędziła tak samo jak poprzedni. I jeszcze następny. Tym razem Sergiusz się zlitował i przyniósł jej wodę. Piła łapczywie, nie zważając na to jak to musiało wyglądać. Napojony umysł przywiódł jej natychmiast pewien plan. 
            Skupiła się na balonie, tworząc barierę w jego środku oraz na zewnątrz. Potrzebowała dużo skupienia, ale gdy nie czuła już pragnienia jej umysł pracował na pełnych obrotach. Upewniwszy się, że ma go pod kontrolą, nałożyła na igłę lekkie rozproszenie i puściła ją, wiedząc, że osiągnęła cel.
            Bez huku, bez skrawków, wprowadziła ją w sam środek. Spojrzała triumfalnie na starca, który klasnął kilka razy w dłonie podchodząc do niej.
            - Oto lekcja ode mnie. - zaczął nachylając się nad nią. - Najlepsze rozwiązanie nie zawsze jest tym najbardziej oczywistym. - wyprostował się. - Idź już. U Esadera czeka na ciebie posiłek.
            Odeszła powolnym krokiem oglądając się za siebie. Gdyby miała powiedzieć co się zmieniło nie umiałaby, czuła jednak, że coś już nie jest takie samo.
       Dopiero otwierając drzwi do swojego schronienia uświadomiła sobie, że nigdy wcześniej nie stawiała takich barier. Obawiała się, że jest o krok bliżej do śmierci.


            Minął równo tydzień nieobecności jej nauczyciela. Nie wiedziała co miałaby robić przez ten cały czas, ćwiczyła więc nowo odkrytą umiejętność. Wychodziła tylko na stołówkę, mając nadzieję, że spotka kogoś ze swoich przyjaciół, niestety albo się mijali albo oni nie opuszczali swoich kwater. Tęskniła za nimi. Chciała też wiedzieć co się u nich wydarzyło od momentu ich nieudanej próby zdobycia informacji. 
            Siódmego wieczoru usłyszała otwieranie drzwi w pokoju Esadera. Podniosła się prędko ze swojego łóżka i pobiegła w tamtym kierunku.
            Tak jak myślała zobaczyła Esadera. Potargane włosy, porwane ubrania i poharatana twarz sprawiały, że wyglądał tragicznie. Oparł się o krzesło, starając się nie osunąć na ziemię. Podbiegła do niego, chwyciła pod ramię i poprowadziła w stronę posłania. Usiadł ciężko, a ona obok niego. 
            - Co się stało? - spytała niepewnie, dotykając jego ramienia.
            - Wszystko się pokomplikowało. - usłyszała w odpowiedzi. Głos nauczyciela wydawał się roztrzęsiony, pierwszy raz widziała go w takim stanie. - Pakuj się, jutro wyruszamy.
            - Dobrze wiesz, że nie możemy. - pokręciła głową przyglądając mu się. - Co z moją rodziną? Co z innymi?
            - Wszyscy stąd spadamy. Sergiusz będzie miał inne problemy na głowie.



Po baaaardzoooo dłuuuugieeeeej przerwie prezentuję trochę krótszy rozdział. Od dziś będzie się pojawiał raz w tygodniu, siostra mi każe D: .

Jeżeli jeszcze tu ze mną jesteście zostawcie po sobie ślad ;)

2 komentarze:

  1. Dostałam link od przyjaciółki do tego opowiadania.. Serce mi aż stanęło, gdy nie widzę dalszych części. Przeczytałam to bardzo szybko, czuję ten głód jak przy naprawdę dobrej książce. Uwielbiam twój styl pisania. To jest po prostu cudowne <3 Tak bardzo bym chciała ujrzeć co się dzieje dalej..
    Dziękuję za to, co mogłam tutaj przeczytać. To jest cudowne! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprzedni komentarz od użytkownika ,,unknown", jak spostrzegłam" był również od Ciebie :). Napiszę tu więc to co napisałam tam; Cieszą mnie tacy czytelnicy, nie mam ich wielu (nie bardzo umiem się promować :) ), jeżeli się do mnie odezwiesz (w komentarzach czy w wiadomości) mogę opublikować tu bądź Ci podesłać to co mam zamiar niedługo napisać (kontynuując ich losy :)).

      Usuń