poniedziałek, 12 grudnia 2016

NIEZNAJOMA ; Not Everyone is a Soldier rozdział 3 [Eldarya]

Od dzisiaj moje rozdziały mają tytuł ;)

Miłego czytania, mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu ;)



      Na miejsce doszli gdy zaczęło się ściemniać. Czekał na nich opiekun wioski, wyraźnie zirytowany ich spóźnieniem, jednak gdy wyjaśnili mu powód trochę złagodniał, patrząc jednocześnie z reprymendą na swoją, jak się okazało, bratanicę.
      - Ojciec nie byłby zadowolony wiedząc, że szlajasz się tak daleko od domu - zganił ją i posłał do domu. - Co do was to macie szczęście, że przyjaźniłem się z ojcem Miiko, normalnie nie wpuszczamy tu obcych, zwłaszcza w ostatnich czasach. Za mną - nakazał, machając do nich ręką. - Pokażę wam waszą kwaterę - ruszył nie czekając na nich.
      Pokój był ciasny, ale przytulny, Stały w nim dwa łóżka i dwie szafki nocne, pewnie dlatego, że nic więcej by się w nim nie zmieściło. Opiekun wioski wskazał im jeszcze drzwi do łazienki i poszedł sobie, burcząc coś pod nosem o nadmiernej gościnności.


      - Zajmuję to łóżko - wskazała te przy oknie rzucając jednocześnie na nie swoje rzeczy. Dopiero siadając zdała sobie sprawę, że ten całodzienny spacer koszmarnie ją zmęczył. Wyciągnęła się ziewając i wygrzebała swoją piżamę w krówkopodobne chowańce.
      - To ja pójdę się przebrać - mruknęła chowając się w łazience. Korzystając z okazji wykąpała się. Nie była przyzwyczajona do tutejszych kosmetyków, musiała jednak przyznać, że dobrze wpływały na jej skórę i włosy. Jeszcze bardziej zaspana opuściła pomieszczenie nie spodziewając się tego, co zastała po drugiej stronie.
      Valkyon stał prawie zupełnie nagi, okryty tylko ręcznikiem, pod którym, jak przypuszczała, nie miał zupełnie nic.
      Stojąc w swoim dość dziecięcym ubraniu nie mogła oderwać od niego wzroku. Blizny, które pokrywały jego ciało, nie odejmowały ogólnemu efektowi, a nawet wręcz przeciwnie. Mimowolnie wyciągnęła rękę chcąc ich dotknąć.
      - Możesz mnie przepuścić? - usłyszała jego głos. Bez słowa przesunęła się, cofając dłoń i czerwieniąc się z zawstydzenia. Gdy tylko zniknął z pola widzenia, wskoczyła w pościel i wcisnęła twarz w poduszkę. Może spowodował to ograniczony dostęp tlenu, albo wygodne posłanie, ale rozkołotane serce szybko się uspokoiło, a Eli zasnęła twardym, błogim snem, jeszcze nim strażnik wrócił do pokoju.

                         ***

      Wyruszyli z samego rana, na pożegnanie dostając pogardliwe spojrzenie Opiekuna i załzawione Kary. Tak miała na imię półwróżka, krzyknęła za nimi by odwiedzili ją w drodze powrotnej. Elisma uznała, że jest trochę zbyt emocjonalna, ale przez całe ich spotkanie wydawała się pogodna, czym zasłużył sobie na sympatię.

      Punktem docelowym okazało się miasto o nazwie Novae. Dotarli do niego późnym popołudniem, więc wciąż tętniło życiem.
      - Jeżeli chcesz rozejrzyj się, ale nie oddalaj się za bardzo. - usłyszała słowa Valkyona, który zdawał się bardziej obojętny niż zwykle. - Ja pójdę porozmawiać o naszych pokojach. Przygotuj się, że zostaniemy tu przez kilka dni.
      Przytaknęła tylko będąc pod wrażeniem kolorystyki miejsca. Podeszła do pobliskiego straganu, na którym znajdowały się różnego rodzaju suknie. Spojrzała na swoje; prosta zielona bluzka na długi rękaw i spodnie przylegające do ciała, z materiału, którego nie znała. Chciała dostać jak najmniej ,,fikuśne" ubrania, podobne do tych, w których chodziła w swoim świecie. Tutaj widziała wszelkie tego przeciwieństwa; zdobne koronki, obszyte wstążkami, koralikami, wzorzyste i jednolite, do wyboru do koloru. Jej wzrok przykuła ciemnoniebieska sukienka do kolan i rękawami do łokci. Przylegająca do ciała na wysokości klatki piersiowej, rozszerzająca się ku dołowi. Nie miała tutejszego kroju, gdyby nie peleryna do zestawu pomyślałaby, że jest gdzieś w swoim sklepie. Podeszła do sprzedawcy, którym okazał się być kot. Eli to nie dziwiło, w Kwaterze Głównej także tacy byli, nazywano ich Purro.
      - Dzień dobry - przywitała się z uśmiechem. Wskazała ręką na upodobaną rzecz. - W jakiej cenie ją kupię?
      - Moje dziecko, to dość zwyczajna rzecz - kot machnął łapką i odsłonił inną, mocno obszytą ozdobami. - Ta lepiej pasuje do tak ładnej panienki.
      Musiała przyznać, że wyglądała niezwykle. W jasnych, pastelowych barwach, z szerokim dołem. Nie miałaby jednak dokąd jej ubrać.
      - Przyznaję, że śliczna. - potaknęła, zbliżając się do celu. - Upierałabym się jednak przy tamtej.
      - Dobrze, za tą płaci panienka 5 monet - odpowiedział, wciąż miłym głosem, podchodząc do wieszaka. - Ma być?
      - Tak, poproszę - nie ukrywała radości, że mogła sobie coś kupić. Wyjęła pieniądze z sakiewki i wręczyła je Purro, odbierając pakunek.
      - Zapraszam ponownie panienko! - zawołał jeszcze za nią, a ona zamachała w odpowiedzi.
      Zderzyła się z kimś, przez co upadła na ziemię upuszczając paczkę. W jej stronę potoczyły się różnokolorowe owoce.
      - Przepraszam! - krzyknęła, podnosząc się i zbierając zgubę. - Strasznie jestem ostatnio nieuważna.
      - Nic się nie stało. To właściwie moja wina - odpowiedział jej damski głos.
      Wyprostowała się i zauważyła w rękach poszkodowanej papierową torbę. Gdy ta zauważyła naręcze jej rzeczy u Elismy, wysunęła ją w jej stronę. Wsypała co zebrała z powrotem na miejsce.
      - Jesteś przejazdem? Nie widziałam cię wcześniej - zagadała dziewczyna, odkładając torbę na ziemię.
      - Tak, dopiero zajechałam - schyliła się po swój zakup. - Jeszcze raz przepraszam, powinnam bardziej uważać.
      - Oj nie przeżywaj tego tak - zaśmiała się, popychając lekko ramię Eli. - Jestem cała? Cała. Ty też. Też. Więc wszystko jest dobrze.
      Przyjrzała się uważniej nowo poznanej. Jej krótkie czerwone włosy były zmierzwione i podkręcone, stanowiły zupełne przeciwieństwo długiemu, czarno-blond-czerwonemu nieładowi, które miała na głowie Elisma. Nosiła krótkie, niebieskie spodenki i koszulkę oraz sandały w kolorze. Od samego patrzenia robiło jej się zimno. Zaczęła się zastanawiać czy oni nie byli przystosowani do innej temperatury niż ona. W końcu wszyscy chodzi tacy odkryci.
      - Skoro tak mówisz - odpowiedziała w końcu, uśmiechając się i wyciągając do niej dłoń. - Jestem Elisma.
      - Vino - odwzajemniła uścisk. - Elisma... Mogę ci mówić Isma?
      - Wszyscy zdrabniają je Eli, ale nie widzę zastrzeżeń.
      - W takim razie Isma - podniosła owoce i kiwnęła głową. - Chodź, w ramach zadośćuczynienia odprowadzisz mnie.
      - Nie powinnam się oddalać.
      - W takim razie ja później odprowadzę ciebie.
      Przytaknęła i z radością ruszyła za Vino.
      - Co cię sprowadza do naszego miasta? - zapytała dziewczyna gdy Eli zrównała z nią krok.
      - Można powiedzieć, że sprawy służbowe. Ale gdybym miała powiedzieć coś więcej to bym nie umiała.
      - Dlaczego?
      - Niewiele jeszcze wiem - westchnęła. - Dowiem się dopiero dzisiaj.
      - Uuu... Brzmi intrygująco.
      - Nie spodziewałabym się niczego takiego - sprowadziła Vino na ziemię.
      Rozmowa zeszła im na zainteresowania, co Eli się podobało, bo lubiła o tym mówić. Gdy skupiła się na gitarze wyraźnie widziała, że zaciekawiła tym koleżankę. Przed drzwiami domu kazała jej poczekać i chwilę później przyszła z tym właśnie instrumentem. Wyglądał trochę inaczej niż u niej, ale miała pewność, że spełniał tę samą rolę. Wzięła ją od dziewczyny, złapała chwyt i brzdąknęła. Brzmiała czysto i pięknie.
      Usiadły na ławce nieopodal i zajęły się grą.
      Biegła ile sił w nogach, z pokrowcem przewieszonym przez ramię. Zupełnie zapomniała o upływie czasu.
      Widziała go. Stał na środku placu targowego, rozmawiając z kimś kto wyglądał na strażnika. Przerwał gdy tylko ją zobaczył.
      - Przepraszam! - zawołała dobiegając do celu. Schyliła się, opierając dłonie na kolanach. - Nie zorientowałam się, że jest tak późno.
      - Co ty masz ze sobą? - Valkyon wydawał się spokojny, jedynie zmarszczone brwi obrazowały jego prawdziwy stan.
      - U mnie nazywają to gitarą - odpowiedziała niepewnie, stąpając z nogi na nogę.
      - Skąd to wzięłaś.
      - Dostałam - wolała nie kłamać. Vino prawie siłą wcisnęła jej instrument, tylko dla świętego spokoju przyjmując za nią kilka monet.
      - Dostałaś?- bruzdy na czole pogłębiły się. - Od kogo?
      - Isma! - usłyszeli krzyk, więc zwrócili się w jego kierunku. Ujrzeli Vino, biegnącą z jakąś paczką. Dopiero teraz zorientowała się, że zostawiła ją w przypływie strachu. - Nie mogłam cię dogonić! Zostawiłaś to u mnie.
      - Mogłaś mi oddać następnym razem - odebrała od dziewczyny paczkę, służąc jej przy okazji za podpórkę, przytrzymując ją by się nie przewróciła. - Musiałaś naprawdę pędzić.
      - Mam miękko w nogach - wydyszała, opierając się o Eli i łapiąc oddech. - Nie umówiłyśmy się na inny termin, więc wolałam znaleźć cię teraz.
      - Bardzo ci dziękuję - uśmiechnęła się, zdając sobie jednocześnie sprawę, że opiekun cały czas je obserwuje. - Valkyon, to Vino, poznałam ją dzisiaj. To ona dała mi gitarę.
      - A raczej chciała dać - mruknęła przybyszka, prostując się i wyciągając rękę do mężczyzny. - Odkupiła ją ode mnie, bo chyba nie umie przyjmować prezentów.
      Valkyon ujął jej dłoń i potrząsnął lekko.
      - Będę o tym pamiętał.
      Elisma nie myślała nad tym co chciał przez to powiedzieć, poczuła szturchnięcie w ramię.
      - A więc to jest ten twój szefu? - Ruda wyszczerzyła zęby, ruszając sugestywnie brwiami. - Taki to mógłby mnie  karać nawet codziennie.
      - Nie chcę się zastanawiać co ci chodzi po tej rudej łepetynie - zaśmiała się w odpowiedzi, odwracając dziewczynę plecami. - Miałaś chyba już wracać do domu, mleko ci wykipi.
      - Jakie mleko? - ta stawiała się, zapierając jednocześnie nogami. - Przyznaj,  że sama chętnie znalazłabyś się z nim sam na sam w niedwuznacznej sytuacji.
      Normalnie Eli obróciłaby to w żart, pociągnęła wątek lub sama próbowałaby zawstydzić koleżankę, jednak tym razem zarumieniła się, nie mogąc znaleźć na to riposty. Mogłaby przyznać jej rację, ale dla Valkyona byłby to jasny sygnał, poza tym sama przed sobą starała się to ukrywać.
      - Nie zaprzeczasz - melodyjny głos Vino znalazł się przy jej uchu, co wskazywało na to, że zamyśliła się na tyle, że straciła czujność.
      - To chyba oczywiste - rzuciła, odnajdując język i nabierając pewnego tonu. - Żadna dziewczyna nie wyrzuciłaby go ze swojego łóżka. - Uświadomiła sobie, że milczenie byłoby większym potwierdzeniem niż jakiekolwiek słowa, ale to co powiedziała zabrzmiało nazbyt pewnie. Mogła tylko mieć nadzieję, że Strażnik uzna za komplement to, że jest traktowany jako obiekt seksualny.
      - Będziesz miała popołudniami czas dla siebie, więc możesz się spotkać z koleżanką - Valkyon przerwał ich dyskusję z niezmienionym wyrazem twarzy. - Teraz powinniśmy ruszać.
      - Wolne popołudnia? - zdziwiła się, pierwszy raz o tym usłyszała. Odwróciła się do Vino. - To co, widzimy się tutaj jutro?
      - Tak! - Ruda podskoczyła i klasnęła w dłonie. Przytuliła Elismę na pożegnanie i pomachała Valkyonowi. - W takim razie już wam nie przeszkadzam gołąbeczki. Do jutra!
      Gdy tylko zniknęła z pola widzenia Valkyon złapał Eli za ramię i poprowadził w stronę hotelu. Nie odzywał się przez całą drogę. Wszedł do jednego z pokoi i prawie rzucił ją na ścianę. Zaparł się dłońmi przy jej głowie.
      - Nigdy więcej się nie oddalaj bez mojej wiedzy! - warknął przybliżając do niej swoją twarz. - Tu jest cholernie niebezpiecznie.
      Wydawał się naprawdę rozgniewany. Pokiwała głową nie śmiąc się odezwać.
      Jak za dotknięciem różdżki odzyskał nad sobą panowanie, odsunął się i wyprostował, sprawiając, że stał przed nią ten codzienny Szef Straży.
      - Przepraszam - mruknął, podając jej klucze. - To jest twój pokój. W kącie masz swoje rzeczy.- I wyszedł zostawiając ją w osłupieniu.
      Podniosła gitarę, która w tym całym zdarzeniu spadła jej z ramienia. Sprawdziła jej stan, ale na szczęście nic się nie stało. Usiadła na łóżko, wciąż będąc pod wrażeniem minionego dnia.


1 komentarz: