niedziela, 4 grudnia 2016

Not everyone is a soldier [Eldarya] Rozdział 2

 Rozdział Eldaryi przed wami :). Przepraszam za małą czcionkę, ale blogger się buntuje :/
Zapraszam do prezentowania Waszych uwag :).



             - Pacza ci wybaczył? - zapytał Valkyon, gdy tylko wyszli z budynku Głównej Straży. Widział drepczącego go przy nodze Elismy, dostrzegał jednak niewielki dystans.

             Przed oczami Eli stanęła wczorajsza postawa obrażonego corko, podczas gdy próbowała mu wyjaśnić, że nie odchodziła na zawsze.

             - Corko to samodzielne chowańce. - zaczęła dumnie, zaraz zmieniając ton, uświadamiając sobie, że nie ma co się oszukiwać. Westchnęła. - Wciąż trzyma dystans, nie dał się tak łatwo przeprosić.

             - Nie dziw mu się. Pewnie pomyślał, że go opuściłaś gdy usłyszał, że uciekłaś.

             - Taaak, też odniosłam takie wrażenie. - uśmiechnęła się. - Musi to przetrawić. Dam mu czas.

             Przeszli przez osadę zwaną Eel, mieszczącą się na terenie chronionym przez mury. Chronili się w niej ocalali z konsekwencji rozbicia kryształu maany. Według informacji, które posiadała, była ona w każdym żyjącym w Eldaryi, więc rozbicie go skutkowało napadami szaleństwa wielu osobników faery różnych ras. Teraz wszystkie straże szukały fragmentów, by móc złożyć go ponownie. Między innymi na tym polegało ich dzisiejsze zadanie. Zwiadowcy ze Straży Cienia donieśli o wielu poruszeniach w punktach, jakieś dwa dni drogi od murów. Wiele jej nie powiedzieli, główne informacje posiadał Valkyon, wiedziała, że mieli nadzieję na odnalezienie choćby jednego fragmentu.

             - Dlaczego właściwie wysłali mnie do tak poważnego zadania? - zapytała, zdziwiona, że zastanowiło ją to dopiero teraz.

             - Wiele jest takich zgłoszeń. My tylko sprawdzamy jedno z nich. - odpowiedział obojętnym tonem.

             - W takim razie dlaczego ty idziesz, a nie ktoś… mniej ważny?

             - Wszyscy jesteśmy tak samo ważni. - zganił ją poważnym tonem. - A wysłano akurat mnie, bo Miiko uznała, że twoje rezultaty będą większe gdy pójdziesz z kimś kogo znasz.

             - Uznała, że cię znam? - uśmiechnęła się, przyspieszając kroku. - Przecież ja o tobie nic nie wiem.

             - To bardzo praktyczne. - stwierdził dołączając do niej. - Ale uznajmy, że z nas wszystkich to mnie znasz najlepiej.

             - Temu nie da się zaprzeczyć. - w duchu spochmurniała, nie chciała jednak dać tego po sobie poznać. - Rozmawiasz ze mną najwięcej, a z tego co zauważyłam jesteś ten małomówny.

             - Wydaje mi się, że reszta nie widzi zastosowania w bliższym poznaniu ciebie.

             - A ty widzisz zastosowanie?

             - Oczywiście. - spojrzał na nią i kontynuował. - Dzięki temu będziesz dla mnie bardziej przewidywalna. Dowódca straży powinien znać swoich podwładnych. To bardzo przydatne w czasie wykonywania misji.

             - A ja myślałam, że to z czystej życzliwości. - pokręciła głową z udawanym zawodem. - Nie pozostało mi nic innego jak pozostanie w nadziei.

             - Nadziei na co?

             - Że mnie kiedyś polubisz.

             Zatrzymał się zawieszając wzrok na jej plecach. ,,To może być ciekawe”, pomyślał i ruszył z lekkim uśmiechem.



***



             Usłyszeli krzyk. Oddalili się już od kwatery na tyle, że zniknęła z pola widzenia, ale do celu został jeszcze kawał drogi. Głos należał do kobiety, był jednak trochę inny, jakby zmodyfikowany. Gdy się powtórzył ruszyli w jego stronę. Musieli wbiec głębiej w las, w którym się znajdowali, by znaleźć jego źródło.

             Leżała na ziemi, zemdlona. Skrawki jej niebieskiej sukni leżały porozrzucane dookoła, przez co spora część jej ciała została odsłonięta. Elisma podbiegła do niej, zdejmując z pleców swój czarny płaszcz i przykrywając ją nim.

             - Bądź ostrożna. - usłyszała obok siebie głos Valkyona. Stał wyprostowany, rozglądając się czujnie po okolicy. Na sobie nie miał nic czym mógłby posłużyć kobiecie, do rozbicia obozu też nic nie zabierali, z zamiarem zatrzymania się w okolicznej wiosce, dziękowała więc w duchu za swoją roztropność.

             - Straciła przytomność. - rzuciła, sprawdziwszy jej tętno.

             - Musimy ją zanieść do kwatery. - pozostając skupiony schylił się by podnieść poszkodowaną.

             - Nie! - zawołała łapiąc go za nadgarstek. - Póki się nie obudzi nie możemy jej ruszać. Nie wiemy czy sobie czegoś nie uszkodziła. Podnosząc ją możemy pogorszyć sytuację.

             - Słusznie – przytaknął kucając przy nich. - Co jeżeli zapadła w śpiączkę? Przy utracie maany to się zdarza.

             - Jesteśmy w stanie to rozpoznać?

             - Ezarel znałby symptomy. - przetarł oczy wspominając niebieskowłosego elfa. - Jeżeli to tylko omdlenie powinna przebudzić się w ciągu godziny. Nie jest tu bezpiecznie, niestety na razie nie mamy innego wyjścia, przeczekamy ten czas.

Elisma przytaknęła kładąc machinalnie dłoń na czole dziewczyny.

             - Szybko minie. - próbowała się pocieszyć, rozglądając z niepokojem dookoła. - Może szybko się obudzi, dzięki czemu nie będziemy musieli tyle tutaj siedzieć.

             - Nie musisz się bać, gdy zajdzie taka potrzeba obronię cię. - te słowa zaskoczyły ją, a jednocześnie tak do niego pasowały. - Ale nie trać czujności. Dwie pary oczu widzą więcej niż jedna.

Po tych słowach zorientowała się, że wciąż trzymała go za nadgarstek. Puściła pospiesznie, jakby dotykała czegoś niebezpiecznego… I tak się trochę czuła. Podniosła się i zajęła wypatrywaniem, tak jak nakazał jej dowódca. W rzeczywistości jej myśli były skierowane w zupełnie innym kierunku. Miała nadzieję, że nie zwrócił na to uwagi.

             Valkyon krążył między drzewami, sprawiając wrażenie jakby nikt i nic nie mogło go zaskoczyć. Cieszyła się, że może mu się przyglądać, choć nigdy by się do tego nie przyznała. Jedyne co dziwiło ją w jego wyglądzie to ubiór. Nogi miał całe zasłonięte, wręcz obudowane, ale na górze nosił metalowy pancerz, zasłaniający tylko klatkę piersiową i część ramion, oraz bandaże w pasie, na bicepsach i nadgarstkach, przez co brzuch był zupełnie nagi. Nie narzekała na to, ciało miał bardzo dobrze wyrzeźbione, miała więc na czym zawiesić oko. Zdawała sobie jednak sprawę, że o tyle o ile nic go w czasie walki nie krępowało, to też nic go nie chroniło przed ciosami.

             Zorientowała się, że Valkyon od jakiegoś czasu stał w miejscu… zwrócony do niej, patrząc wprost na nią.

             Odwróciła wzrok czerwieniąc się. ,,Jak mogłam dać się przyłapać?!” krzyczała na siebie w duchu. Kusiło ją by zerknąć w tamtą stronę, lecz nie potrafiła przełamać zawstydzenia.

Z sytuacji uratowało ją jęknięcie uratowanej kobiety. Podeszła do niej spiesznym krokiem, wołając Valkyona. Stanął przy nich szybko, jakby wcześniej znajdował się zaraz obok.

             - Jesteś w stanie się poruszać? - zapytał klękając przy niej.

             - T… tak. - wydukała opierając się na łokciach. Rozejrzała się dookoła, zatrzymując wzrok na mężczyźnie. Twarz jej się rozpromieniła, jakby zapomniała, że została wcześniej napadnięta. - Już mi lepiej. - głos stał się silniejszy i nabrał uwodzicielskiego tonu. Elisma nie mogła jej się dziwić; złote oczy i białe włosy kontrastowały ze śniadą cerą, dodatkowo muskularne ciało sprawiało, że tylko ślepa nie zwróciłaby na niego uwagi, a pewnie zmieniłaby zdanie gdyby tylko się odezwał. Dziewczyna odzyskała jednak dopiero przytomność po napaści, więc jej reakcja na Valkyona powinna wyglądać inaczej. Tak przynajmniej sądziła. Wydawało jej się, że jest obiektywna, coś w środku podpowiadało jej jednak, że nie do końca, ale zagłuszała tę, jej zdaniem absurdalną myśl.

             - Dasz radę chodzić sama? - kontynuował jakby nieczuły na jej zaloty.

             - Nie wiem. - wręcz miauknęła, wyciągając do niego rękę i patrząc kocimi oczami. - Musisz mi pomóc wstać to się przekonamy.

             Chwycił jej dłoń i pociągnął lekko. Nie puszczał, na co Elisma nie mogła nie zwrócić uwagi. Podniosła z ziemi swój płaszcz, który zdążył zsunąć się z dziewczyny.

             - Dobrze, że się obudziłaś. - odezwała się, przyciągając na siebie ich spojrzenia. - Potrzebujesz by zaprowadzić cię do siedziby straży czy może mieszkasz gdzieś niedaleko gdzie zapewnią ci opiekę?

             - Zapewnić mi opiekę? - wydawała się szczerze zaskoczona, błądząc wzrokiem po ich twarzach. - Przecież nic mi nie jest.

             - Po twoim wyglądzie można wywnioskować, że ktoś cię zaatakował. Trzeba sprawdzić czy nie masz jakichś wewnętrznych obrażeń. - strażnik nabrał rzeczowego tonu, jak zawsze gdy coś tłumaczył.

             - A tak, teraz coś sobie przypominam. - zastanowienie ryzujące się na jej twarzy, w połączeniu z blond włosami i delikatnymi, niewinnymi rysami sprawiało zabawne wrażenie. - To było coś ciemnego, nie jestem w stanie powiedzieć co, ale na pewno wyglądało groźnie. - uśmiechnęła się klaskając w dłonie, czym wprawiła ich w osłupienie. - Jestem półwróżką, wszystko goi się na mnie błyskawicznie, nie musicie się martwić. Mieszkam też niedaleko, w wiosce Leen, to kilka kilometrów stąd…

             - My także musimy się tam udać. - przerwał jej Valkyon, wskazując jednocześnie kierunek. - Idziemy razem, zbierajcie się. - i ruszył w kierunku drogi.

             - Zawsze jest taki zasadniczy? - zapytała półwróżka nachylając się nad Eli. Ta pokiwała głową.

             - Zazwyczaj tak.

             - Lubię takich. - podśpiewała i podbiegła tanecznym krokiem do swojego wybranka. Elisma nie wiedziała co myśleć. 

 

2 komentarze:

  1. Gdybyś nie napisała, że czcionka jest mała, to nie zauważyłabym :)
    Szkoda, że te rozdziały takie krótkie, ledwo zacznę czytać i już po... Dobrze, że nie trzeba bardzo długo czekać jak na razie na nowy rozdzial.
    Masz trochę blędów w zapisie dialogów :) http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow tu masz poradnik, jak się je powinno zapisywać.

    Pozdrawiam
    Andi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już zwrócono mi na to uwagę, nie zdążyłam jeszcze poprawić, ale dziękuję :)
      Już jutro nowy rozdział :)

      Usuń