środa, 25 stycznia 2017

Plagiat

 Ostatnio mam dziwne rozmyślania, na naprawdę przeróżne tematy. Dostałam zadanie i... pozostaje mi zaprosić Was na mój empatyczny esej o plagiacie.



     Oskarżenie o plagiat wydaje się dość popularne, zważając na intensywność zagadnienia. Jako student dobrze wiem, że najprościej dla nas znaleźć cudzą pracę w internecie i użyć jej na zajęciach jako swojej, nie trudząc się nawet i nie przerabiając jej. Przyznaję, że w lenistwie łatwo sięgnąć po taki środek, zwłaszcza, że większa część sprawdzających nie porównuje tego co napisaliśmy z innymi pracami. Najbardziej jednak wydaje się kuszący w okresie sesji egzaminacyjnej i przed, gdy przy natłoku obowiązków uczelnianych i prywatnych człowiekowi ciężko wyciągnąć czas na napisanie czegoś własnego, a już zwłaszcza gdy niewiele wie na zadany temat i musi mocno posiłkować się literaturą. Konsekwencje nie wydają się tak warte uwagi jak chwila zarobionego czasu, w szczególności gdy wcześniej nie spotkaliśmy się z karą za to przewinienie.
     W takich momentach jak ten przychodzi jednak zastanowienie: a co jeśli poza oczywistymi konsekwencjami zrobiłam coś jeszcze nie tak? Co jeśli podpisując się pod czyjąś pracą złamałam własne zasady moralne? Na co dzień nie patrzę na to w taki sposób, chodzi w końcu o studia, prace naukowe bądź fragmenty podane w internecie. Kopiujesz, wklejasz, podpisujesz. Na studiach nawet się nad tym nie zastanawiałam, jednak czytając czyjeś opowiadania nawet przez myśl mi nie przeszło by móc zrobić coś takiego, wziąć jak swoje, okraść autora. Sama publikuję w internecie swoje prace, nie wyobrażam sobie jakbym się poczuła gdybym zobaczyła je u kogoś innego pod zupełnie innym nazwiskiem. Starałabym się zrobić chyba wszystko co mogę by odzyskać moją własność. Na uczelni nie pociągają nas tak bardzo do odpowiedzialności, przynajmniej jeśli nie chodzi o pracę licencjacką, jak mogą to zrobić w innych przypadkach. Takie sprawy mogą się skończyć wysokim odszkodowaniem, no i oczywistym jest, że zaprzestaniem czerpania korzyści z publikacji naszych prac pod swoim nazwiskiem. Kara jest adekwatna, ale uraz pozostaje. Kopiując treść na studiach może przytrafić się to samo. Nie myślimy nad tym, bo autor nie wydaje się realny, myślimy nad tym bardziej jak tekst znaleziony gdzieś przy okazji konstruowania referatu, nie identyfikujemy go z człowiekiem.
     Jak człowiek myśli o czyimś opowiadaniu, obrazie czy utworze łatwo powiedzieć ,,Nie popieram plagiatu!”. Tak jest, nie popieram plagiatu, ale na studiach dopuściłam się go już kilkukrotnie. W wielu zadanych tematach mam świadomość, że nie napisałabym nic lepszego, ani nie odkryłabym nic nowego, więc szczerze nie widzę sensu pisania tego samodzielnie. Nie wiem jaki ludzie mają stosunek do przeredagowywania cudzej pracy, ale w przypadku zadanego tematu jest to samo tylko z użyciem innych słów. Ale może właśnie o te inne słowa chodzi, ktoś się w końcu postarał by tak to wyglądało, miało taką formę, to była cudza wizja, często podobna do innych cudzych wizji, a jednak samodzielna.
Muszę szczerze przyznać, że większą wartość mają dla mnie prace indywidualne, które przedstawiają coś nowego, pobudzają wyobraźnię, nie są opracowaniem, a dziełem. Nie da się ich oprzeć na żadnych podręcznikach czy wypracowaniach, bo są tym co wykreowało abstrakcyjne myślenie i talent oraz umiejętności twórcy. Może jest tak dlatego, że gdzieś tam ciągnie się za mną dusza pisarza czy artysty. Nie mogę jednak odpowiedzialnie odjąć pracom pisanym w oparciu o książki naukowe czy inne dzieła. Stanowi to taką samą własność intelektualną jak obraz czy utwór muzyczny, więc okazanie tego za własne jest taką samą kradzieżą jaką byłoby przedstawienie cudzej piosenki za własną, trudniej tylko odnaleźć winowajcę, bo zazwyczaj, przynajmniej w przypadku studiów, są one okazywane oczom wykładowców, nie publikowane na żadnych portalach, więc człowiek czuje się bezkarny i nie myśli o tym, że może robić coś złego. Nie przykładamy wagi do tych opracowań, bo są one dla nas na dłuższą metę nieistotne. Nie zarabiamy też na tym i najczęściej poza osobą, która zleciła temat, nikt więcej tego nie ogląda. Dlatego tak łatwo to zbagatelizować. Dopiero gdy się nad tym zastanawiam potrafię to porównać i dostrzec tak naprawdę brak różnic. Ktoś nad każdym z tych zagadnień musiał się napracować.
     Zaczepiając temat od drugiej strony to jak ma się czuć wykładowca, który kolejny raz z rzędu czyta tą samą pracę pod innym nazwiskiem? Niektórzy nie przykładają do tego uwagi, ale ci, którzy to robią mogą odebrać, że są traktowani niepoważnie. Nigdy nie postawiono mnie na ich miejscu, ale kiedy staram się to sobie wyobrazić to tak właśnie myślę. Nie zastanawiałabym się dlaczego wręcz zbagatelizowali moje polecenie, bo dopatrywałabym się jednego, głównego i najpopularniejszego: lenistwa. Nie wiem czy wyciągałabym z tego jakieś konsekwencje, a jeżeli tak to jakie, ale mam świadomość, że taka osoba ma prawo poczuć się wręcz zignorowana, zwłaszcza, że ma do czynienia z osobami teoretycznie dorosłymi, którzy, także w teorii, dokonali świadomego wyboru studiów i po nich będą ludźmi odpowiedzialnymi za zagadnienia, których się na roku uczą i o których piszą. Jak mają zostać potraktowani poważnie, skoro sami nie traktujemy poważnie tematu, za który się zabraliśmy?
Uważam, że korzystając z cudzych prac powinno się je co najwyżej cytować, z uwzględnieniem autora. Jeżeli dopuszczamy się plagiatu powinniśmy być gotowi przyjąć oskarżenia i konsekwencje, które za sobą niosą. Nie przykładamy do tego wagi może dlatego, że nie chodzi o nasze prace, ciężko się wtedy wykazać wyrozumiałością, zwłaszcza w pierwszym etapie, kiedy jeszcze jesteśmy wściekli, to na wykładowce, że się czepia, to na siebie, że chociaż nie edytowaliśmy tekstu, to znowu na wykładowce, że nie chce dać sobie z tą sprawą spokoju. Zostaliśmy oskarżeni sprawiedliwie, a mimo to nie jesteśmy w stanie się z tym pogodzić i odrzucamy własną winę.
     Po głębszym zastanowieniu osobiście uznałabym, że lepiej przy czymś trochę przysiąść i samemu się postarać, wtedy nie ponosi się ryzyka kary a i większa satysfakcja z oceny. Jest jednak poczucie, że można zostać ocenionym nie po swojej myśli, albo że, mimo naszych starań praca zupełnie do niczego się nie nadaje. Postępujemy za to uczciwie i wtedy naprawdę nie mamy sobie nic do zarzucenia, poza ewentualnym brakiem wiedzy.

Podziwiam, jeżeli dobrnęliście do końca. Co wy sądzicie na ten temat?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz