poniedziałek, 20 lutego 2017

,,Eldarya Not Everyone is a Soldier" Rozdział 4 (Katharsis)

 Prezentuję Wam 4 rozdział mojej wizji o Eldaryi :)



       Nie czuła się potrzebna. Prawie całe dnie spędzała z Vino, bo Valkyon nie zlecał jej żadnego zadania, choć sam był tak zajęty, że nie miał chwili usiąść. Na początku opuszczała tylko popołudnia tak jak ustalili, jednak gdy przeżywała kolejny samotny wieczór, przyszedł do niej i powiedział, że nie musi tak punktualnie wracać, poinformuje ją dzień wcześniej gdy będzie coś dla niej miał. Czuła się rozczarowana, chciała się bardziej przydać, miała wrażenie, że jest zupełnie bezużyteczna.

        Posiadało to też swoje plusy, Vino okazała się bardzo dobrą towarzyszką, a później nawet przyjaciółką. Szybko się do siebie zbliżyły, Elisma opowiedziała jej nawet o swoim pochodzeniu i przybyciu tutaj. Vino była pod wrażeniem jej historii, ale potwierdziła przypuszczenia Straży, że nie ma prostego, nieinwazyjnego sposobu by przedostać się z powrotem. Słyszała o portalach, niestety nie mogła z nich skorzystać bez dużego poświęcenia ze strony krainy Eel. Tak więc utwierdzała się w przekonaniu, że musiała tu zostać, jednak przyłapała się na myśli, że to coraz mniej ją przerażało. Głównie dzięki Vino, ale i Valkyona, który mimo swej oschłości od wydarzenia ze ścianą, wciąż pozostawał jej najbliższy w tym świecie. Czasami zastanawiała się czy w tamtym świecie był ktoś ważniejszy. Wciąż nie znała odpowiedzi.
        Czas spędzony z nową przyjaciółką stanowił najlepszy czas jaki jej się tu trafił. Zapomniała przy niej, że przyjechała tu na misję, a jej opiekun nie starał jej się o tym przypominać. Do pewnego momentu.
        Przyszedł do niej późnym wieczorem gdy szykowała się do snu. Wydawał się inny niż zwykle, jakby spięty, chociaż wyraźnie starał się tego nie okazywać. Usiadł na jej łóżku bez wszelkiej dbałości o konwenanse i poklepał miejsce obok siebie. Zajęła je z lekkim wahaniem.
        - W końcu mam dla ciebie zadanie - powiedział z wymuszonym uśmiechem. Takie zachowanie zupełnie go nie przypominało. Spojrzała na niego z niepokojem.
        - Fajnie - udała entuzjazm. - Co takiego mam zrobić?
        Wyciągnął w jej stronę zwiniętą w rulon kartkę, którą wzięła bez większego namysłu. Rozwijając ją szybko zorientowała się, że jest to mapa pobliskiego regionu.
        - Udasz się w to miejsce - zaczął, wskazując zaznaczony punkt. - Będziesz sama, niestety nie mogę z tobą pójść.
        - Dobrze - potaknęła zerkając na niego. - Co dokładnie mam tam zrobić?
        - Dowiesz się na miejscu. Na razie nic więcej nie mogę ci powiedzieć. - Mówiąc to podniósł się i skierował w stronę wyjścia. Zatrzymał się jeszcze i obejrzał na Elismę. - Cokolwiek się wydarzy... Nie zwątp we mnie. - I wyszedł zamykając bezgłośnie drzwi.
        Zastanawiając się nad ostatnimi słowami Valkyona wstała i, zważając na ciepły wieczór, ubrała się w sukienkę, którą kupiła tu zaraz po przybyciu, a której nie miała jeszcze okazji założyć. Bez zbędnej zwłoki ruszyła we wskazane na mapie miejsce.

                                                         ***

        Otaczała ją gęsta ciemność. Światło lampionu ledwo się przez nią przebijało. Bardzo się bała, jednak szła dalej, ufając, że Valkyon nie wysłałby jej samej na niebezpieczeństwo.
        Oddaliła się od znajomych miejsc, gdy nagle usłyszała przed sobą płacz... a raczej lament. Nieludzki lament, mrożący krew w żyłach i przynoszący na myśl najgorsze sceny z horroru. Podniosła światło i ujrzała coś, co zmroziło jej krew w żyłach.
        Stworzenie przypominało cień, tak był czarny. Ruszył się i skierował ku niej, wyciągając swoją przerośniętą, koślawą rękę. Sparaliżowana strachem nie mogła się ruszyć, ale wszystko minęło gdy usłyszała głos.
        - Pooomóóóż miii... - Przeciągliwy półszept wydobył się z ust upiora. Poznawała go, ostatnimi czasy słyszała go codziennie. Należał do Vino.
        Zmniejszyła powoli dystans między nimi i odezwała się:
        - Vino... Co ci się stało? - zapytała niczego nie rozumiejąc. Dziewczyna w odpowiedzi pokręciła tylko głową i zawyła. Z palców wysunęło jej się coś na kształt pazurów.
        - Uciekaj - wydyszała tylko zamierzając się na nią ręką.
        Znikąd pojawił się Valkyon, zastępując stworowi drogę. Ten drapnął go tylko i uciekł, kierując się łukiem w stronę miasta. Słyszała tylko jak kilka osób z krzykiem ruszyło za nią w pogoń.
        - Co jej się stało? - powtórzyła wcześniejsze pytanie. Dopiero teraz spostrzegła, że z oczu lecą jej łzy. Nie dbała o to. Spojrzała z wyrzutem na swojego opiekuna, powoli wszystko rozumiejąc. - Ty wiedziałeś. Od samego początku wiedziałeś. Vino... Ona była moim zadaniem.
        - Miałem swoje podejrzenia - przyznał chłodnym tonem, jednak jego oczy wyrażały wielki żal. Podszedł do niej z wyciągniętymi ramionami, ale odepchnęła go i pobiegła za przyjaciółką. Sprawę ze Strażnikiem postanowiła rozwiązać później, teraz musiała ją ratować, nie mogła pozwolić by ją zabili. Słyszała za plecami krzyk Valkyona, ale nie mógł jej zatrzymać. Wiedział, że jest jej to winien.
        Brakowało jej tchu, nogi się plątały, ale nie zatrzymywała się. Z każdą sekundą miała mniej czasu.
        Nim dobiegła do końca lasu usłyszała wściekłe krzyki z pobliskiej polany, która mieściła się przy źródle niedaleko miasta. Często chodziły tam razem na spacery, pokochała to miejsce. Ruszyła tam, nie spodziewając się tego co mogła tam zastać.
        Grupa strażników otoczyła Vino, wyciągając w jej kierunku sztywno trzymane szable. Już nie była oblana czernią, wracała to normalnej postaci, wyglądała tak jak wtedy gdy się poznały. Przy nich stał tłum wykrzykując najgorsze obelgi. Nie widziała wiele, postanowiła jednak przepchnąć się do przyjaciółki. Kątem oka widziała Valkyona, gestem powstrzymywał strażników od interwencji. Gdy dotarła na miejsce chciała przytulić dziewczynę, ale ta ją powstrzymała. Na jej obitej, bladej twarzy zawidniał delikatny uśmiech.
        - Isma nie. Pozwól im - powiedziała słabym tonem.
        - Nie - pokręciła głową, niewiele widząc przez łzy. - Chodź ze mną, pomogę ci. Razem z tego wyjdziemy, znajdziemy rozwiązanie.
        Vino zbliżyła się do niej, dotykając jej twarzy.
        - Zasługują na zemstę - szepnęła, poważniejąc. - Zabiłam im wielu bliskich. To przyniesie im spokój, jestem im to winna.
        - Przecież to nie byłaś ty - jęknęła Eli nie spuszczając z przyjaciółki wzroku. - Nie kontrolujesz tego, widziałam przecież. Oni też muszą to zrozumieć.
        - Tylko moja śmierć ukoi ich gniew. To uratuje także mnie. - Cofnęła się, odwzajemniając spojrzenie. Nie było w nim strachu, jedynie mocno dostrzegalna ulga. Elisma próbowała chwycić jej dłoń, lecz ta umknęła jej, gdy Vino postanowiła wykonać ostatni krok. - Jesteś taką dobrą osobą. Cieszę się, że cię poznałam - rzuciła jeszcze upadając na szable wyciągniętą przez stojącego za nią strażnika. Ostrze przebiło klatkę piersiową, wychylając się przez okrywający ją materiał. Wystraszony strażnik upuścił broń, patrząc na upadające do jego nóg ciało. Wydawał się spanikowany, jednak Eli już tego nie widziała. Pół świadoma upadła na kolana i przeczołgała się do Vino. Oparła jej głowę na swoich udach, nie zważając na to, że klęczała we krwi przyjaciółki. Ta z wysiłkiem wyciągnęła dłoń i ponownie dotknęła jej policzka.
        - Nie bądź... na niego... zła... Robił co... mógł - wydała ostatnim tchem, wraz ze śmiercią opuszczając rękę i uśmiechając się.
        Nie mogła przestać patrzeć w jej opustoszałe oczy. Dopiero teraz dostrzegła, że nikt inny jej nie opłakiwał... ale i nikt się nie cieszył. Wszyscy stali w milczeniu, ze spuszczonymi głowami. Nie patrzyli już na zwłoki swojego wroga, obiektu nienawiści. Widzieli w niej teraz swoją dawną sąsiadkę, koleżankę, klientkę. Jedną z nich.
        Zabrali ją, odchodząc, zostawiając Eli samą w krzepnącej już kałuży. Podniosła się, ignorując skierowanego ku niej Valkyona. Ruszyła za tłumem w stronę miasta.

                                                             ***
        Weszła do najbliższego pubu. Wielu ruszyło w pogoń za dręczącą ich marą, ale tutaj za ladą wciąż stał barman. Usiadła na wysokim, zupełnie jak w jej świecie, krzesełku i wyciągnęła rękę nawołując po obsługę.
        - Co najmocniejszego tu macie? - zapytała obojętnym tonem, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem. Czuła na sobie jego wzrok. Przyszło jej na myśl, że mogła gdzieś zmyć tą krew z twarzy i ogólnie się przebrać, ale nie chciała się stąd ruszać skoro udało jej się tu trafić. Mężczyzna jednak wciąż nie odpowiadał więc podniosła głowę nadając swoim oczom trzeźwości. Ten jakby otrząsnął się i sięgnął po butelkę.
        - Nie jesteś trochę za młoda na alkohol? - zapytał, wstrzymując nalewanie.
        Sięgnęła po sakiewkę zawieszoną przy pasie i położyła ją na blat.
        - Nie jestem - burknęła. Faktycznie nie była, ale nie chciała wdawać się z nim w dyskusję o tym, że już jakiś czas temu przestała być za młoda. Postanowiła więc zasięgnąć uniwersalnego języka. Ku jej wątpliwej radości poskutkowało. Barman tylko postawił przed nią szklankę i napełnił ją trunkiem.
        - Pierwszy na mój koszt - powiedział, zostawiając przy niej resztę nieznanego jej jeszcze alkoholu. - Widzę, że i dla ciebie to był bardzo zły dzień. Pij do woli, jeśli ma ci to przynieść ulgę, ale nie obwiniaj się. Już nic nie mogliśmy zrobić.


Co sądzicie o wydarzeniach opisanych wyżej?

2 komentarze:

  1. Kraina El to cudne, nafaszerowane niezwykłościami i tajemnicami miejsce. Magiczne miejsce daje duże pole do popisu, a gdy dodać do tego wiele ciekawych charakterów i przystojnych facetów, można wymyślić wspaniałą historię z wielotematycznymi wątkami... Więc dlaczego by tu nie napisać własnego opowiadania?
    Jesteś autorką? Piszesz coś związanego z Eldaryą? Chcesz rozreklamować swoją historię? To świetnie, Katalog Blogów Eldarya to dla Ciebie idealne miejsce! Wpadaj śmiało i zgłaszaj swoje opowiadanie!
    katalog-blogow-eldarya.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć i czołem!
    Od jakiegoś czasu krąży plotka, że blogosfera umiera śmiercią naturalną. Coraz większa ilość autorów zaczyna pisać do szuflady bądź przenosi swoje wypociny na Wattpada. Cieszymy się, że wciąż jesteś z nami i zapraszamy cię poznania opinii o swojej pracy.
    Pozdrawiamy cieplutko,
    Ekipa ocenialni http://wspolnymi-silami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń