wtorek, 21 marca 2017

Eldarya ,,Not Everyone is a Soldier" Rozdział 5 [W Naturze]

        Noc sprawiła, że pustki ogarnęły ulice. Była jej za to wdzięczna, czuła, że przesadziła z alkoholem, ale dzięki temu miała odwagę porozmawiać z Valkyonem i właśnie do niego teraz zmierzała.
        Gdy stanęła przed jego drzwiami nie wahała się. Bez upojenia nawet by tutaj nie przyszła, musiała więc wykorzystać sytuację. Weszła powolnym, chwiejnym krokiem, szybko odszukując go wzrokiem. Siedział na łóżku, jednak gdy ją zobaczył podniósł się. Wydawał się mocno zmartwiony. Nie odezwał się słowem, chociaż widziała, że chciał coś powiedzieć. Zbliżyła się do niego, kręcąc głową. Dopiero teraz zorientowała się, że nie miał na sobie swojego opancerzenia. Oparła dłonie na jego nagiej klatce piersiowej, przyglądając jej się uważnie.
        - Dlaszego mi to zroiłeś? - starała się mówić wyraźniej i była zadowolona z efektu. Nie czuła do niego gniewu, miała żal, cierpiała z powodu całego tego zdarzenia, ale nie czuła gniewu. Karała siebie w duchu za to, że wciąż mu ufała.
        - Tak bardzo nie chciałem by tak to się skończyło. - Przykrył jej dłonie swoimi. - Wierzyłem, że uda nam się to zakończyć w zupełnie inny sposób. - Nie wiedziała czy to przez jej stłumiony stan umysłu, ale jego głos wydawał się niewiarygodnie smutny. Zupełnie nie pasujący do jej racjonalnego, zorganizowanego opiekuna.
        - Zisiaj wysawiłeś mie na szynetę. - Zrobiła jeszcze jeden krok i oparła ucho blisko jego serca. Słyszała jak przebija się jego dźwięk przez grubą warstwę mięśni. Mimo że wydawał się przyspieszony na nią działał uspokajająco i o dziwo trzeźwiąco. Wyczuła jego chwilowe wahanie, jednak chwilę później objął ją szczelnie ramionami.
        - Jeseś moim opiekunem - kontynuowała - musisz o mie dbaś.
        - Stanowiłaś jedyną osobę, której by nie skrzywdziła - mruknął ciszej niż wcześniej. Nigdy nie chciałem byś to widziała. Gdy zaczęłaś ode mnie uciekać... Ja... nie mogłem cię zatrzymać. Byłem ci winien tą ostatnią rozmowę.
        Opuściła ramiona i odsunęła się. Nie przytrzymywał jej. Pierwszy raz odkąd do niego przyszła spojrzała mu w oczy.
        - Nie umiem si nie wybaszyś - szepnęła powstrzymując łzy. - Dlatego nie możesz mie już więsej skrzywziś. Nie mam nichogo innego.
        Wydawał się zaskoczony jej słowami, ale po chwili otrząsnął się i potaknął.
        - Nie pozwolę cię zranić.
        Pokiwała głową, stojąc tak chwilę w milczeniu. Przyjrzała się sobie i wskazała leniwym gestem na zakrwawioną sukienkę.
        - Pomóż mi ją zdjąć - powiedziała pewnym tonem. Spojrzał za nią ze zdziwieniem.
        - Nie jesteś trzeźwa - zaczął robiąc krok w tył. - Rano możesz żałować, że widziałem cię bez...
        - Pomóż mi ją zdjąć - powtórzyła tym razem łagodniej, ze smutnym wyrazem twarzy. Gdzieś kątem umysłu dostrzegała, że jego subtelność była co najmniej niecodzienna. Wiedziała, że nigdy nie peszyło go zawstydzenie innych.
        Jej mina musiała go przekonać, bo podszedł i stanął za nią. Odgarnął jej włosy z pleców. Rozpiął pelerynę, rzucając ją na podłogę i powolnym ruchem zaczął rozpinać zamek, jakby pozwalając jej na zmianę decyzji. Gdy skończył chwycił delikatnie materiał i zsunął go z jej ramion. Sukienka opadła na ziemię zostawiając ją w samej bieliźnie.
 Zrobiła kilka kroków do przodu, nie śmiąc się odwrócić. Czuła jak długie włosy muskają jej uda.
        - Pozwól mi zostać na noc. - Spuściła głowę obawiając się odmowy. Słyszała, że się ruszył. Minął ją i podszedł do łóżka, zgarniając z niego koc i poduszkę. Wskazał ręką na posłanie.
        - Możesz spać tutaj - powiedział, starając się, z wątpliwym skutkiem, wrócić do swojej zwyczajowej postawy. - Ja pościelę sobie na podłodze.
        - Ale ja chcę byś spał ze mną - wypowiedziała szybko, zanim ulotniła się jej śmiałość. Uświadomiła sobie, że nie jest już aż tak pijana by nie przejmować się tym co przed chwilą powiedziała. Nigdy wcześniej się nie upiła, ale miała wrażenie, że zaczynała trzeźwieć.
        Valkyon spoważniał, patrzył na nią przez chwilę z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Zaczęła się krępować pod jego spojrzeniem, chciała już wycofywać swoje słowa, gdy rzucił trzymane rzeczy z powrotem na miejsce i wyciągnął w jej stronę dłoń. Podeszła i chwyciła ją z lekkim wahaniem. Przyciągnął ją do siebie, zwinnym ruchem sprawiając, że usiadła na łóżku. Zaszedł je od drugiej strony i położył się. Zrobiła to samo odwracając się do niego przodem. Gdy ich oczy się spotkały przestała się wstydzić, była mu bardzo wdzięczna, że nie musiała tej nocy spędzać sama. Po chwili nie mogła już powstrzymywać łez, leciały ciurkiem mocząc jej poduszkę. Opiekun wydawał się lekko skonsternowany, ale wyciągnął ramiona, w które chętnie się wtuliła. To pozwoliło względnie szybko jej się uspokoić i odgoniło złe myśli.
                                   ***
       Obudziła się wyspana, z lekkim bólem głowy. Wspomnienia poprzedniego wieczoru wracały do niej falami. Scena przebitej przyjaciółki sprawiła, że poczuła fizyczny ból, przez co usiadła. Zastanawiała się czy miała jeszcze łzy do przelania, bo mimo wszechogarniającego smutku łagodzące łkanie nie nadchodziło. Skuliła nogi i przykryła twarz dłońmi. W nocy, po pijaku łatwiej było jej to znieść.
        Poczuła czyjś dotyk na udzie. Wzdrygnęła się z przestrachem i spostrzegła, że należał on do Valkyona. Siedział obok z zaspanymi, wpatrzonymi w nią oczami.
        A tak... przyszłam do niego w nocy, pomyślała. Miała wrażenie, jakby ocalił jej życie. Nakryła jego dłoń swoją i uśmiechnęła się ledwo dostrzegalnie. Była tu z nim, w jego pokoju, w samej tylko bieliźnie. To właśnie Vino nazwałaby niedwuznaczną sytuacją. Zaśmiała się na tę myśl. Chciałaby się tym z nią podzielić. Wiedziała, że jeszcze będzie się tego wstydzić, ale na razie czuła wielką ulgę, że siedział tu z nią i nie zostawił jej, chociaż miała pewność, że czekało go jeszcze wiele niezałatwionych spraw przed powrotem do Kwatery.
        - Wciąż jesteś w stanie mi wybaczyć? - odezwał się po dłuższej chwili ciszy. Potaknęła powolnie głową.
        - Tak. - Głos miała zachrypnięty, odchrząknęła więc. - Nie zasługujesz na mój gniew. Poza tym Vino nie chciałaby by jej śmierć nas rozdzieliła.
        Valkyon sprawił wrażenie jakby coś sobie przypomniał. Ku niezadowoleniu Eli podniósł się i podszedł do komody. Chwile w niej poszperał i wyciągnął zdobnie zapakowane pudełko w jej stronę.
        - To dla ciebie - powiedział swoim już normalnym tonem. - Proszę cię tylko byś poczekała z tym aż znajdziemy się w Kwaterze.
        Owinęła się kocem i zbliżyła się do niego, odbierając pakunek. ,,Isma" głosił podpis, przez co jej serce zabiło szybciej, ale postanowiła uszanować wolę Dowódcy. Ten odwrócił się do niej plecami, zgarnął swoje ubrania i skierował się w stronę łazienki. Przystanął jeszcze odzywając się:
        - Może to uwaga nie na miejscu, ale nie musisz się przy mnie zakrywać. Nie masz powodu do wstydu.
        Czerwieniąc się szybkim krokiem opuściła pokój, modląc się by nie spotkać nikogo po drodze.
                                                        ***
        Wyruszyli późnym popołudniem. Czekał ich ponowny przystanek w Leen. Starała się nie okazywać zniecierpliwienia na wieść o tym, chciała znaleźć się jak najszybciej w Kwaterze Głównej, jednocześnie nie chcąc poganiać Valkyona. Wiedział co robił, skoro stwierdził, że podróż nocą była niebezpieczna to była niebezpieczna.
        Przywitała ich Kera z nadmiernym, jak na Eli, entuzjazmem. Uwiesiła się na Valkyonie, który pozostał obojętny, ale też jej nie odpychał. Elismę także objęła, ale z jakby mniejszym zapałem.
        - Mój ojciec pozwolił mi was przyjąć! - zakrzyknęła radośnie, prowadząc ich do swojego domu. - Niby jestem dorosła i mam własny dom, ale on i tak nalega bym się go o wszystko pytała.
        - Dziękujemy za twoją gościnę - rzucił Valkyon między wypowiadanymi przez nią zdaniami.
        - Cała przyjemność po mojej stronie. - Kera puściła mu oczko.
        - Daj znać jeżeli będziemy mogli ci się jakoś odwdzięczyć.
        - Mam nawet kilka pomysłów. - Jej głos przybrał figlarnej barwy. Elisma miała wrażenie, że mocno im przeszkadzała.
        Gdy dotarli na miejsce wskazała im osobne pokoje, wychwalając przy okazji ich dźwiękoszczelność, patrząc sugestywnie na Strażnika. Ten zdawał się niczego nie zauważać, ku uciesze Eli. Na szczęście szybko ich opuściła, pozwalając im się rozejść.
        Była bardzo zmęczona, ale czuła, że jeszcze długo nie odpocznie. Leżąca w jej torbie paczka nie dawała jej spokoju. Umyła się i przebrała, a wciąż nie mogła przestać o niej myśleć. Wyjęła więc szkicownik, który wszędzie zabierała ze sobą, zamknęła oczy i próbowała przypomnieć sobie najładniejszą minę Vino. Gdy już się udało odwzorowała ją najwierniej jak umiała. Zajęło jej to trochę ponad pół godziny, bo nad detalami postanowiła popracować później. To samo zrobiła z Valkyonem, zarysowując szczegółowo jego dzisiejsze spojrzenie. To potrwało trochę dłużej, ale dzięki temu miała siłę by powrócić do wcześniejszego rysunku. Poprawiła wszelkie niedociągnięcia, urealniając Vino na tyle na ile pozwolił jej ograniczony talent, czas i węgiel.
        Ręka jej się zmęczyła, musiała więc zrobić sobie przerwę, przez co jej myśli powróciły do paczki. Wyciągnęła ją, chcąc się lepiej przyjrzeć, ale spostrzegła, że zaczęła się mienić dziwnym, delikatnym światłem. Nie mogła jej jeszcze otworzyć, postanowiła więc udać się z tym do Valkyona. Pokój miał niedaleko, nie trudziła się więc szukaniem gościnnego szlafroka. Wiedziała, że jeszcze nie spał, miał w zwyczaju długo w nocy siedzieć, zapukała więc i chwilę potem weszła, przypominając sobie, że i tak nie usłyszałaby zaproszenia.
        - Z tą paczką coś dziwnego się... . - Słowa ugrzęzły jej w gardle, zatrzymała się wpół kroku.
        Od jakiegoś czasu skrycie marzyła by zobaczyć swojego Opiekuna nago, jednak na pewno nie w takiej sytuacji, a przynajmniej nie z kimś innym niż ona.
        Wyprężona Kera ujeżdżała Valkyona, wydając się zupełnie nie zdawać sprawy z jej obecności. Mężczyzna zareagował z opóźnieniem, zdejmując z siebie dziewczynę i nakrywając się pościelą, odgradzając Eli od pewnych widoków. Gdy Kera ją zobaczyła zakryła ręką usta, zszokowana wędrując po nich wzrokiem. Oboje byli zziajani i spoceni, co wskazywało na to, że ta scena trwała już spory kawałek czasu.
        - Ja... Pukałam - wydukała Eli, powolnie wycofując się w stronę wyjścia. Odwróciła się pospiesznie chcąc szybko opuścić pomieszczenie, jednak zaplątała stopy w rozrzucony materiał, przez co potknęła się i uderzyła głową w drzwi. Upadła zemdlona na podłogę.
____________________________________________________________________
To się dzieje gdy chcesz by Valkyon był trochę śmielszy niż w grze :o. Wieczór, fantazja poniosła... chociaż ta myśl krążyła mi już od jakiegoś czasu po głowie... Nie mam usprawiedliwienia :(
Co sądzicie o takim wydarzeniu? :>
Dodaję +18, by nikt się nie przyczepił, jeżeli więc nie jesteś pełnoletni zapytaj rodziców czy możesz to poczytać ;D.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz