wtorek, 4 kwietnia 2017

Eldarya ,,Not Everyone is a Soldier" Rozdział 6 [Powrót do spokoju]


Prezentuję Wam kolejny rozdział :). Jeżeli macie chwilę czasu wypowiedzcie się :).



    Obudziła się cała obolała. Próbowała się podnieść, lecz ktoś przytrzymał jej ramiona. Otworzyła oczy i ujrzała Kerę. Westchnęła przeciągle, była ona bowiem ostatnią osobą, którą miała ochotę oglądać. 
    - Jak dobrze, że się obudziłaś. - W jej głosie zabrzmiała prawdziwa ulga, co mocno Eli zaskoczyło. - Nie wstawaj, już lecę po Valkyona. - Zaczęła wstawać, ale została zatrzymana.
    - Nie! - krzyknęła Elisma, nie spuszczając wzroku z dziewczyny. - Nie mogę go teraz oglądać. 
    Kera ponownie usiadła, jej mina zdradzała zmieszanie, ale i troskę. 
    - Bardzo mu zależało na jak najszybszym poinformowaniu go o twoim przebudzeniu - powiedziała obejmując się ramionami. - Eli... gdybyś mi coś powiedziała... ja nigdy bym go nie dotknęła. Nie zdradzałaś żadnego zainteresowania, aż do momentu gdy było za późno. 
    - O czym ty mówisz? - cieszyła się, że leży, mogła zamknąć oczy nie wzbudzając żadnych podejrzeń.
    - Widziałam twoje spojrzenie. - Poczuła dotyk Kery na swojej dłoni. - Z odległości słyszałam twoje pękające serce. Dlaczego nic nie zdradziłaś widząc moje zainteresowanie? 
    - Masz do niego takie same prawa jak ja.
    - Widziałam twoje oczy - mówiąc to pokręciła głową. - Ja lubię seks z przystojnymi facetami. Dla ciebie to coś więcej.
    Elisma westchnęła ciężko, wpatrując się w sufit. 
    - Przecież to nie ma znaczenia - mruknęła. - Przeleciał ciebie - przełknęła głośno ślinę i przeniosła wzrok na dziewczynę. - O mnie nawet nie pomyślał.
    Z ostatnim słowem uświadomiła sobie co powiedziała. Zaczerwieniła się i znów spojrzała na wcześniej oglądany punkt. Kera uśmiechnęła się wstając.
    - Gdybyś widziała co się z nim działo po twoim upadku... - podeszła do drzwi i otworzyła je. - Pójdę po niego. Musisz z nim porozmawiać.
    Po jej wyjściu Eli pozostała bez ruchu. Psychicznie nastawiała się na spotkanie, na które nie miała ochoty, jednak nie zdążyła, pojawił się po kilku minutach. Patrzył na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Bardzo chciała by się odezwał, powiedział cokolwiek. Czuła się głupio, chciała ponownie zamknąć oczy, ale wiedziała, że to byłaby ucieczka. Ponownie próbowała wstać, ale poczuła przeszywający ból w pasie. Syknęła, a on podszedł do niej siadając na łóżku. 
    - Uważaj z tym - powiedział, wyciągając do niej rękę. Zignorowała ją próbując się wyprostować. 
    - Dlaczego boli mnie brzuch? - zapytała poddając się. Cieszyła się, że przynajmniej miała wygodną poduszkę.
    - Upadając uderzyłaś bokiem w mój pancerz - odpowiedział odsuwając kołdrę. - Podciągnij bluzkę, chciałbym to obejrzeć.
    Niechętnie odsłoniła się, zerkając przy okazji na przyczyny bólu. Jej oczom ukazał się wielki na dwie męskie pięści siniak. Wciągnęła powietrze i dotknęła go delikatnie. Taki ciepły, pomyślała. Jej ręka wydawała się zimna. Położyła głowę krzywiąc się. 
    - Tak się kończy pośpiech - mruknęła, nawiązując mimochodem do wczorajszej nocy. 
    - Zaplątałaś się w sukienkę Kery - mruknął przysuwając się. Powolnym gestem wyciągnął dłoń i przejechał nią po urazie. Rozsądek nakazywał by kazała mu jej nie dotykać, ale był taki delikatny i chłodny, przynosił jej niewysłowioną ulgę i przyjemność, chociaż to tego drugiego nie chciała się przyznać. - Chciałbym porozmawiać o tym co się wydarzyło.
    - A musimy? - jęknęła masując policzki.
    - Przypuszczam, że to może rzutować na nasze relacje, czego chciałbym uniknąć. - Znowu dostrzegała to jego racjonalne podejście. Opuściła ramiona patrząc na niego.
    - Dlaczego miałoby rzutować? - zapytała starając się zabrzmieć obojętnie. - Muszę cię tylko przeprosić za to bezceremonialne wparowanie do twojego pokoju i wszystko będzie po staremu.
    - Mam wrażenie, że nie mówisz mi wszystkiego - nie spuszczał wzroku z jej siniaka. 
    Nie mylił się, lecz nie chciała go o tym uświadamiać. Sama nie wiedziała kiedy zaczęła czuć do niego jakieś cieplejsze uczucia, które wciąż pozostały nienazwane.
    - Masz prawo robić cokolwiek ci się podoba - rzekła zamiast tego.
    - Zdaję sobie z tego sprawę. - Mówiąc to przeniósł wzrok na jej twarz i wyprostował się - ale wczoraj gdy cię tam zobaczyłem, to wszystko przestało mi się podobać. 
    Nie wiedziała co chciał przez to powiedzieć. Brzmiał jakby był zły, ale postawę miał spokojną. Oparła się powolnie na łokciach.
    - Nie chciałam ci przeszkodzić -mruknęła przyglądając się nagle nieco uważniej kołdrze, jakby była najciekawszą rzeczą na świecie. - Chciałam cię tylko o coś zapytać. Nie spodziewałam się, że zastanę cię w... takiej sytuacji. Nie wydawałeś się nią... zainteresowany.
    - Bo nie jestem nią zainteresowany.
    - Gdybyś mówił prawdę nie przespałbyś się z nią.
    - Musimy zupełnie inaczej patrzeć na seks. - Złapał ją za brodę zmuszając ją by na niego spojrzała. Znajdował się stanowczo za blisko. - Dla mnie seks bywa czymś w rodzaju... odreagowaniem napięcia. Wystarczyło mi, że Kera jest atrakcyjna i chętna. Oboje mieliśmy świadomość czego od siebie oczekujemy.
    Nie wiedziała co miała powiedzieć. Jego podejście było tak bez emocjonalne, a jednocześnie tak do niego podobne. 
    - Kera wygadała się, że myślałaś nad tym dlaczego nie przyszedłem z tym do ciebie - kontynuował, a ona jak nigdy wcześniej chciała schować się pod ziemię. - Nie jestem w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi, ale wiedz, że to nie dlatego, że mnie nie pociągasz, bo jest zupełnie odwrotnie.
    Kierowana jakimś dziwnym impulsem podniosła dłoń i pogłaskała go po twarzy. Uśmiechnął się na ten gest i odsunął puszczając jej podbródek.
    - Mam nadzieję, że to wszystko nie wpłynie na nas negatywnie. - Wstał i nagle spoważniał, chociaż Eli dostrzegła w nim też nutkę zmieszania.
    - Mam też wiadomość, która, zważając na okoliczności, może cię zmartwić. - Przetarł oczy i powiedział: -Dostałem dzisiaj list. Miiko życzy sobie widzieć się z Kerą, więc jedzie z nami. Otrzymaliśmy zgodę jej ojca. Wyruszamy jutro rano, jeżeli tylko twój stan zdrowia pozostanie stabilny. - Nachylił się nad nią jeszcze dotykając jej policzka. - Postaraj się, proszę, panować nad emocjami. - Rzucił to tak czule, że Eli pozostało tylko się zgodzić.
    Gdy wyszedł oparła się z powrotem na poduszce. Warknęła gniewnie i wpatrzyła się w sufit. Ciekawe czy jej ojciec tak chętnie by ją puścił gdyby się dowiedział o jej nocnych ekscesach, pomyślała oddychając ciężko. Zganiła się za to, śmiejąc się pod nosem jednocześnie.


                                                                   ***


   Nie było żadnych przeciwwskazań, więc z samego rana ruszyli do Kwatery, by zdążyć przed wieczorem. Kera tak jak obiecała trzymała się z dala od Valkyona, który szedł przed nimi, dotrzymując towarzystwa Eli. Ta musiała niechętnie przyznać, że za to zdobyła plusa. Niewiele rozmawiały, jednak nie szły skrępowane, z każdym krokiem jakby się do siebie przekonując.
    Gdy została im mniej niż godzina drogi Valkyon zatrzymał się i gestem nakazał im zrobić to samo. Usłuchały kierując wzrok przed siebie. Usłyszeli szelest i zaraz po nim z krzaków wyskoczył znajomy corko, mijając strażnika i wpadając w ramiona Eli.
    - Pacza! - krzyknęła radośnie, przytulając chowańca do siebie.
    - Widać, że się stęsknił. - Opiekun z uśmiechem podszedł bliżej i pogłaskał małego po głowie. - I chyba wybaczył ci poprzedni wybryk.
    - Na to wygląda. - Eli wskazała Paczy Kerę i przedstawiła ją. - To jest Kera. Prowadzimy ją do Miiko.
    Stworzenie pisnęło tylko na znak przyjęcia informacji i ponownie wtuliło się w właścicielkę. 
    Gdy tak przytulała chowańca schodziło z niej całe napięcie. Chciała jeszcze tak postać, ale wiedziała, że muszą się spieszyć, ruszyła więc, nie mówiąc nic by nie dotarł do nich jej łamiący się głos.



                                                          ***
    Gdy przeszli przez wejście do Wielkiej Sali odniosła wrażenie, że wszyscy wiedzą o wydarzeniach w mieście. Stali tam dowódcy straży patrząc na nią smutnymi oczami. Nie myliła się, Nevra podszedł i objął ją, nie zważając na trzymanego w ramionach corko. Ten warknął oburzony, ale Nevra się nie przejął.
    - Słyszeliśmy o wszystkim - szepnął wzmacniając uścisk, co nie zostało przyjęte przez Paczę, który zaczął się wierzgać. - Bardzo mi przykro, nikt tego nie chciał.
   Była zaskoczona tą nagłą wylewnością wampira, który wydawał się wcześniej prawie zupełnie niezainteresowany jej osobą, nie licząc kilku niezobowiązujących rozmów i flirtów. Najwyraźniej miał w sobie więcej empatii niż na co dzień okazywał. 
    Ezarel podszedł i poklepał ją po głowie, starając się zachować obojętny wyraz twarzy. To był czulszy gest niż ten, którego się po nim spodziewała.
    Gdy już jej odpuścili odezwała się Miiko, która do tej pory stała milcząc.
    - Chodźcie do Kryształowej Sali, opowiecie nam wszystko. Nevra, zajmij się nowo przybyłą. 
    - Z przyjemnością - powiedział podchodząc do Kery, ale bez tej swojej zwyczajowej werwy. - Chodź za mną.
    Reszta ruszyła bez większej zwłoki za kitsune. Gdy dotarli na miejsce ta zastąpiła Eli drogę i spojrzała na nią z troską. 
    - Możesz mnie obwiniać za to, że musiałaś przez to wszystko przejść i nie zdziwiłoby mnie to - zaczęła łapiąc ją delikatnie za ramiona. - Wiedz jednak, że naprawdę byłam przekonana, że wszystko się uda. Nie było planem byście się zaprzyjaźniły, nie mówię, że to nam nie ułatwiło pracy, ale nie chcieliśmy cię wykorzystać.
    - Co jej dolegało? - zapytała cicho ściskając mocniej Paczę.
    - Valkyon ci nie powiedział? - Miiko zdziwiła się i zwróciła się do strażnika. - Dlaczego ona nic nie wie?
    - Nie miałem dogodnej sposobności by jej to wytłumaczyć, a potem... potem uznałem, że lepiej będzie jak powie jej ktoś inny.
    - Później o tym porozmawiamy. - Dziewczyna opuściła ręce i westchnęła. - W takim razie ja ci wszystko powiem. - Zaczęła chodzić tam i z powrotem, zastanawiając się od czego zacząć. - A więc... Vino, którą poznałaś, była mieszańcem. I to... najtrudniejszym mieszańcem jaki powstał, mianowicie pół wilkołak pół wampir. Serce nie sługa, ale nie zaleca się takim parom posiadania dzieci. - Stanęła i odwróciła się do Eli. - Była moją dobrą znajomą i przyrodnią siostrą Nevry. 
    Słysząc to Eli zaparło dech w piersi. Więc to dlatego mnie objął, pomyślała, sam potrzebował pocieszenia. 
    - Gdy dowiedziałam się o atakach w mieście podejrzewałam, że ona może za tym stać - kontynuowała nie zważając na jej reakcję. - Widzisz, takie hybrydy często mają pewną... przypadłość. Potocznie nazywamy to klątwą. Krew wampira dosłownie kłóci się z krwią wilkołaka i młode istoty mają problem z przezwyciężeniem tego, przybierają wtedy różne postacie, Vino formowała się w cień. W pewnym wieku przechodzą coś w rodzaju przejścia, stając się którąś z ras. Vino prawie się udało, niestety natknęła się na fragment kryształu, który wszystko zaburzył. Nie zdawała sobie sprawy, że może jej zaszkodzić. Z Valkyonem dotarli do tego, że mają wspólny cel, próbowali razem wypracować jakiś sposób, ale im się nie udało.
    - Tej nocy, której do ciebie przyszedłem Vino odwiedziła mnie wcześniej - wtrącił się Valkyon, podchodząc do Eli. - Zaczęła się przemieniać, rzuciła mi tylko bym przysłał cię do lasu w tamte miejsce, chciała ci tam wszystko powiedzieć. Niestety straciła zupełnie kontrolę nad tym, nie mogła już nic zrobić. Zdawała sobie sprawę z nadchodzącego końca. - Zbliżył się jeszcze przykrywając dłonią jej dłonie położone na chowańcu. - Przyjaźń z tobą dała jej dodatkowe kilka dni życia. Niemniej wasze spotkanie, wtedy na targu było przypadkowe. Fortunne, ale przypadkowe. 
    Z oczu poleciały jej łzy. Strażnik przytulił ją nic więcej nie mówiąc. Stali tak przez chwilę, nikt się nie odezwał. W pewnym momencie za jej plecami stanął osobisty strażnik Miiko, troll imieniem Jamon. Poczuła jego dotyk, odsunęła się więc od swojego Opiekuna i pozwoliła poprowadzić się do pokoju. Reszta zrobiła to samo, nie wliczając Valkyona, który czekał aż sala opustoszeje.
    - Dlaczego jej tego nie wytłumaczyłeś? - zapytała Miiko oskarżycielskim tonem. - Gdyby wiedziała, może lepiej by przyjęła jej śmierć.
    - Chciałem z nią porozmawiać wczoraj, ale nastąpiły pewne... komplikacje.
    - Jakie komplikacje?
    - Przyłapała mnie w łóżku z Kerą.
    Miiko spojrzała na strażnika Obsydianu z wyraźnym zaskoczeniem, zaraz jednak się otrząsnęła. 
    - I co to ma do rzeczy? - zapytała marszcząc brwi. 
    - Podejrzewam, ze ma mi to za złe. - Valkyon westchnął wyraźnie zmęczony. - Chyba w jakiś sposób się do mnie przywiązała. 
    - Może nie tylko przywiązała. Nie będzie zachwycona nowymi wieściami. - Miiko nagle wydała się bardzo zainteresowana tematem, ale wiedziała, że nie mogła sobie pozwolić na dekoncentrację. - Idź, wyśpij się. Jutro zdacie mi raport.
    Odwrócił się i wyszedł. W drzwiach słyszał jeszcze uwagę Miiko:
    - Nie wiedziałam, że interesują cię takie kobiety jak Kera.
    - Bo nie interesują - rzucił nie zatrzymując się.
    - Wiesz, że nie lubię tego twojego bezuczuciowego podejścia?
   - Wiem.


                                                                                   ***


    Siedziała sama, zastanawiając się czym się zająć, wciąż miała problemy z zaśnięciem. Gdy Jamon przyprowadził ją do pokoju życząc miłych snów, przestała płakać, zmiękła wtedy pod wpływem słów Valkyona, ale w gruncie rzeczy dzięki nim czuła się lepiej. Pacza spał w swoim legowisku pochrapując uroczo. Chciała przejść się do Nevry by z nim porozmawiać, jednak ze względu na brak bliskich relacji i późną porę krępowała się. 
    Gdy wyciągnęła szkicownik usłyszała pukanie do drzwi. 

2 komentarze: