wtorek, 11 kwietnia 2017

Eldarya ,,Not Everyone is a Soldier" Rozdział 7 [Odwiedziny]

Zapraszam Was na kolejny rozdział, dajcie znak, że jeszcze ktoś to czytuje ;)


Za drzwiami stał Ezarel, trzymając w ręku flakonik z mętną, perłową substancją.

- Cześć - zaczął i wyciągnął przed siebie ową fiolkę, jakby nie mając ochoty na rozmowę. - Pomyślałem, że możesz mieć problemy ze snem, przyniosłem ci więc coś by temu zaradzić. 
Wzięła napój od niego, uśmiechając się z wdzięcznością. 
- Dziękuję - powiedziała cicho - nie spodziewałam się po tobie takiej dobrotliwości.
- Nie zrozum mnie źle - Ezarel odwzajemnił lekko uśmiech, z prawie niedostrzegalnym chochlikiem w oczach. - Wszyscy ryzykujemy, że będziesz bardzo marudna po nieprzespanej nocy. Nie wiem jak inni, ale na nie znoszę marudzenia. 
Ucieszyła się z tej zaczepki, wcześniej nie zdarzały się często, ale ta była powrotem do swoistego rodzaju normalności. 
- Pierwsze co zrobię po przebudzeniu to przyjdę do ciebie dać ci odczuć jak to działa. 
- Ej, ej - wyciągnął ręce w obronnym geście - mikstura pomaga zasnąć, ale nie zmienia charakteru. 
- To na pewno. Inaczej reszta chętnie wcisnęłaby ci ją, choćby siłą. 
- Okrutna prawda. - Elf zaśmiał się i odwrócił kierując korytarzem do swojej sypialni. Machnął jeszcze ręką spoglądając przez ramię. - Nie męcz już dzisiaj nikogo i lepiej idź spać. 
- Tobie też dobrej nocy - zawołała do jego pleców. Poprawił jej tą wizytą nastrój, więc postanowiła zrobić tak jak jej nie zalecił. Odłożyła flakon i wyszła zamykając za sobą drzwi i udając się do Nevry.

Zapukała. Usłyszała cichą krzątaninę i chwilę później otworzył jej Nevra. Widziała po nim, że jeszcze nie spał, co wywołało u niej ulgę. 
- Witaj Eli. Co ty tu robisz? - zapytał zaskoczony jej obecnością. Nigdy wcześniej go nie odwiedzała.
- Cześć - zaczęła przystępując z nogi na nogę. - Dowiedziałam się dzisiaj, że Vino była twoją siostrą. Pomyślałam, że moglibyśmy porozmawiać... jeśli chcesz. 
Milczał chwilę przyglądając jej się, ale w końcu zrobił miejsce by mogła wejść. 
Przekraczając próg nie mogła ukryć zachwytu. W świetle lampionu pomieszczenie wydawało się bardzo mroczne. Bordowe ściany w wielu miejscach przykryte były obrazami różnorakich gatunków, w oknie zawieszona czarna sztora, z czerwonymi zdobieniami, teraz zasłonięta, dopasowana do dywanu leżącego na ciemnobrązowych panelach, a na nim różnobarwne, ciemne łóżko z baldachimem. Nie miejsc już o półkach, szafach i biurku w stylu gotyckim. Bardzo jej się tu podobało.
Wskazał jej jedyne krzesło, a sam usiadł na łóżku. Zauważyła, że wciąż miał na sobie codzienne ubrania.
- Vino nie była mi tak bliska jak możesz sądzić, pochodziła w końcu z romansu mojego ojca - zaczął opierając głowę na słupku. - W ostatnich latach jednak się między nami poprawiło; ja zrozumiałem, że to nie jej wina, że małżeństwo moich rodziców się rozpadło, ona przez caly ten czas się nie dziwiła, że trzymałem dystans. Poznałaś ją -uśmiechnął się smutno - wiesz jak wiele miała w sobie empatii. Nie dało się jej nie kochać. 
- To prawda - odwzajemniła uśmiech i opuściła głowę. - Dzięki niej miałam chyba najpiękniejsze chwile jakie mnie tu spotkały. 
- Nie dziwię się, nie miałaś tu zbyt wiele czasu by się z kimś zaprzyjaźnić. 
Wzruszyła ramionami. 
- Jakoś się nie złożyło - mruknęła spoglądając na niego. - Ale z Vino było inaczej. To tylko kilka tygodni, ale wiem, że nigdy nie miałam kogoś tak bliskiego.
- Potrafiła zjednać do siebie ludzi - przyznał wampir przymykając na chwilę oko. - Pewnie dlatego mój ojciec, mimo konfliktów z jej matką, utrzymywał z nią kontakty. 
- Czy nie uważasz, że jej śmierć wydaje się taka... zupełnie bez sensu? Kryształ, który ma pomagać, przeszkodził jej w Przejściu.
- Bywają takie przypadki, z którymi ciężko się pogodzić. 
Siedzieli dłuższy moment w ciszy, zastanawiając się nad tymi słowami. Eli schyliła się opierając łokcie na kolanach. 
- Gdyby istniał sposób by chociaż na chwilę zapomnieć o tym bólu...
- Osobiście znam jeden, który moglibyśmy wspólnie zrealizować - Nevra zmrużył oko i uśmiechnął się - obawiam się jednak, że dzisiaj moglibyśmy nie podołać. 
Wyprostowała się i wstała z krzesła podchodząc do mężczyzny. 
- Dzisiaj pewnie nie - przyznała uświadamiając sobie co miał na myśli, na co kąciki jej ust uniosły się lekko - ale jeśli nie wymyślimy nic innego można się o to pokusić. Ewentualnie możesz sobie znaleźć mniej zdołowaną ofiarę, wtedy smutek podzieli się na pół. 
Zaśmiał się ponuro, poklepując miejsce obok siebie. Skorzystała z zachęty. 
- Tylko jeśli i ty sobie kogoś znajdziesz. 
- Może... - mruknęła, opierając głowę na jego ramieniu. 
- Słyszałem, że widziałaś jak umarła - rzekł półszeptem, nagle zmieniając temat. - Jak to znosisz?
- W ogóle nie muszę tego znosić. - Zamknęła powieki, powstrzymując łzę wywołaną przez ukucie w sercu. - Staram się tego nie wspominać. Wiem, że to się kumuluje i kiedyś wybuchnie, ale na razie tak jest lepiej. 
- Rozumiem. Gdy zobaczyłem moją pierwszą śmierć tak mnie to wstrząsnęło, że nie odzywałem się o przez tydzień. Co prawda byłem młodszy, ale wy kobiety trochę mocniej to przeżywacie. I tak się nieźle trzymasz, tylko nie duś tego w sobie za długo. To zmienia charakter.
- Postaram się. - Ziewnęła i mrugnęła kilka razy. - Chyba powinnam już iść, bo oboje tu pośniemy - powiedziała podnosząc i przeciągając się. - Dziękuję, że chciało Ci się ze mną pogadać. 
- Cała przyjemność po mojej stronie. - Stanął przed nią i przytulił ją. - Łatwiej mi będzie teraz zasnąć.
Stali tak dobre kilka minut nim zorientowali się, że mieli się rozstawać. Odsunęła się od niego z nieśmiałym uśmiechem i udała się do siebie.
***
Stała nad łóżkiem co najmniej minutę, nie dowierzając temu co w nim widziała. Valkyon leżał w samych spodniach od piżamy, zajmując większą część przestrzeni. Oczy miał zamknięte i oddychał równomiernie, co świadczyło o tym, że spał. Upewniała się już, że weszła do swojego pokoju, zastanawiała się więc co on tu robił. Chciała go obudzić, jednocześnie miała wrażenie, że nie powinna, nawet jeżeli sama nie miała gdzie się położyć. 
Jakby wiedział, że ktoś go obserwuje, Valkyon przebudził się. Wstał pospiesznie, łapiąc się zaraz za głowę. 
- Aj, za szybko - mruknął, potrząsając nią lekko. Spojrzał na nią i pierwszy raz odkąd go znała, uśmiechnął się z takim zakłopotaniem. - Wybacz, przyszedłem, bo obawiałem się, że po ostatnich wydarzeniach nie będziesz miała śmiałości by do mnie przyjść, a pamiętam, że chciałaś ze mną o czymś porozmawiać. Miałem tu na ciebie poczekać, ale... sama widziałaś.
- Nie dziwię ci się, że jesteś zmęczony - odwzajemniła uśmiech - i masz rację, nie przyszłabym już więcej do ciebie o tak późnej porze.
- Chciałbym, abyś wiedziała, że jako twój opiekun mam obowiązek pomagać ci bez względu na miejsce i czas. 
Stali tak przez chwilę w milczeniu, aż Eli uświadomiła sobie czego wtedy od niego chciała. 
- Miałam porozmawiać z tobą o paczce, którą mi przekazałeś - powiedziała podchodząc do swojej torby i wyciągając z niej pakunek. - Tamtej nocy dziwnie się świecił. Nie chciałam łamać słowa, więc przyszłam z tym do ciebie. - Wyciągnęła go w kierunku strażnika. - Czym mogło być to światło? 
- Nie wiem, Vino nie powiedziała mi co w niej schowała, prosiła tylko o jej dostarczenie i dopilnowanie byś otworzyła ją w Kwaterze Głównej, gdy będziesz miała spokój. 
Usiadła na łóżku wbijając wzrok w kolorowy papier. Chciała zobaczyć co Vino znowu wymyśliła, ale nie mogła się przemóc. Spojrzała błagalnym wzrokiem na mężczyznę. 
- Siądź przy mnie - poprosiła, starając się by nie zabrzmieć desperacko. Wiedziała, że jeżeli zostałaby sama to do końca świata nie dowiedziałaby się co Vino miała jej do przekazania. 
Usłuchał jej prośby, obejmując ją jednocześnie ramieniem. Bijące od niego ciepło dodawało jej otuchy, w przypływie odwagi rozerwała więc opakowanie, odsłaniając zdobione, białolote pudełko na biżuterię. Otworzyła je drżącą ręką i wyciągnęła ze środka list i wisiorek. Bez zwłoki spojrzała na kartkę rozpoznając schludne pismo przyjaciółki:
,,Kochana Ismo,
Skoro czytasz ten list to znaczy, że nie udało nam się mi pomóc. Na pewno umarłam w jakiś teatralny sposób, taki z przytupem, prawda? (Nie wyprowadzaj mnie z błędu). Mam tylko nadzieję, że nie musiałaś tego oglądać. Jeżeli tak... to liczę, że za bardzo nie cierpisz. Tacy jak ja są bardzo często skazani na porażkę, to i tak cud, że udało mi się dożyć tych dwudziestu pięciu lat. 
Valkyon na pewno zadbał byś dowiedziała się wszystkiego o mnie. Jeżeli nie to przyciśnij chama, na pewno Ci powie, dał mi słowo.
Moja prośba di Ciebie: Nigdy więcej za mną nie płacz. Miałam piękne życie, usłane tylko króciutkimi epizodami bólu. Takim jak ja się nie współczuje, takim się zazdrości, albo wspomina z uśmiechem na twarzy i tego się trzymajmy. Miałam szczęście, że Cię poznałam na te ostatnie tygodnie, bo muszę przyznać, że bez Ciebie okropnie bym się nudziła ^.^ . Lepiej sobie współczuj, że nie dane Ci będzie pogadać z kimś tak wspaniałym jak ja jeszcze przez kilka ładnych lat (oby jak najwięcej, daj mi tu od siebie odpocząć).
Kocham Cię moja droga, nawet tutaj po tej drugiej stronie. W paczce masz ode mnie mój wisiorek, który dostałam od ojca. Ma pewne magiczne właściwości, o których przekonasz się sama. Noś go zawsze ze sobą, niech Ci o mnie przypomina.
Vino
P. S. Ten Valkyon to naprawdę równy facet. Naprawdę widać, że wie jak się zająć kobietą. Zakręć się koło niego, by Ci go żadna łajza sprzed nosa nie sprzątnęła.
P. S. 2 Powiedz Nevrze, że ma się teraz cieszyć życiem za nas dwoje, bo jak nie to będę go nawiedzać w snach i przynosić ze sobą obrazy najbrzydszych kobiet w świecie. "
Uśmiechnęła się do trzymanej kartki i przytuliła ją do siebie. Przyjrzała się bliżej zawieszce. Zrobiona z bladego złota, przedstawiała lecącego ptaka, przypominającego feniksa, którego w okręgu otaczał smok. Wszystko sczepione ze sobą małymi, ale mocnymi spawami. Wisiał na cienkim łańcuszku z tego samego kruszcu. Smok w miejscu oczu miał maleńkie rubiny. Spojrzała na Valkyona, dostrzegła w jego twarzy troskę.
- Pomożesz mi go założyć? - zapytała podając mu swój prezent. Odebrał go od niej potakując. Odwróciła się do niego plecami, zgarniając włosy na bok by udostępnić mu swoją szyję. Gdy już zapiął zapięcie poczuła dziwną, ogarniającą ją euforię. Nie była mocna, kiełkująca ledwie, ale roztaczająca się na wszystkie zmysły. Gdy Valkyon musnął jej kark jej ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Przymknęła oczy poddając się temu uczuciu.
- Jesteś bardzo spięta - szepnął nachylając się nad jej uchem. - Pozwolisz, że zrobię ci masaż?
Mruknęła tylko na znak zgody, przechylając głowę w bok. Jego dłonie delikatnie ugniatały jej ramiona, z niespotykaną wręcz wprawą. Miękła pod jego dotykiem, który powolnie schodził coraz niżej, pozostawiając za sobą ulgę i coś jeszcze... jakby pożądanie. Gdzieś w podświadomości dziwiła się sobie, że po przeczytaniu listu od Vino mogła myśleć o takich rzeczach, jednak cała jej reszta była skupiona na Valkyonie i jego bliskości. 
Strażnik przysunął się jeszcze bliżej, obejmując ją jedną ręką w talii. Muskał wargami jej kark, co wywoływało kolejne dreszcze. Wplotła mu palce we włosy, przywierając do niego jeszcze mocniej. Nie myślała już o niczym, dała się ponieść wszechogarniającemu podnieceniu.
Pchnął ją lekko, zmuszając do położenia się na łóżku. Zawisł nad nią, składając delikatny, acz namiętny pocałunek na jej ustach. Przyciągnęła mężczyznę do siebie pogłębiając pieszczotę i obejmując go jednocześnie nogami. Jego dłonie błądziły w kierunku jej piersi, zawahał się jednak odrywając od dziewczyny.
- Jesteś pewna? - zapytał zdyszany. Widziała, że pragnął jej teraz, co najmniej tak samo jak ona pragnęła jego. Pokiwała tylko głową, nie pozwalając mu powiedzieć nic więcej.

***********************************
Laptop się na mnie wypiął, więc przepisywane na telefonie :). Jeżeli dostrzeżecie jakiś błąd zwracajcie uwagę.
Nie zniechęcajcie się z powodu szybkiego obrotu spraw ;). Wszystko się wyjaśni :)

Rysuje mi się w głowie mały konkurs, co powiecie?:) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz