piątek, 21 kwietnia 2017

Eldarya ,,Not Everyone is a Soldier" Rozdział 8 [Moc]

Duchy, duszyczki, którym zdarza się tu zaglądać: Dawno nie pisałam w sumie żadnej notatki, która nie dotyczyłaby opowiadania... Trzeba będzie to zmienić :o. Jednak na razie prezentuję Wam kolejny rozdział Eldaryi. Jeśli jeszcze chce Wam się to czytać, bądź coś o innej tematyce to chętnie przyjmę sugestie :).




Leżała z zamkniętymi oczami, uśmiechając się do siebie. Obudziła się w bardzo dobrym humorze, nie interpretowała jeszcze z jakiego powodu, po prostu dawno się tak dobrze nie czuła. Światło dnia ledwo do niej docierało, skłaniało jednak do uchylenia powiek.  Valkyon wstał z łóżka zupełnie nagi, ale tym nieskrępowany, jakby nie zdając sobie sprawy z jej przebudzenia. Patrzyła na jego idealne ciało, co przywracało wspomnienia minionej nocy. Nie wiedziała jak to się stało, że sprawy przybrały taki obrót, zwłaszcza, że sama nigdy nie przespałaby się z mężczyzną, z którym nie łączyłyby jej relacje zakochanych.
 Podciągnęła kołdrę pod samą szyję obserwując jak strażnik ubierał spodnie. Bała się konfrontacji, momentu, w którym on się odwróci i spotka jej wzrok. Więc gdy to się stało miała ochotę schować głowę pod poduszkę. - Witaj – odezwał się z poważną miną. Wydawał się przeżywać to równie mocno jak ona, ale starał się nie dać tego po sobie poznać. Jedyne oznaki napięcia to zaciśnięta szczęka i pięść. - Cześć – mruknęła podciągając się do siadu, wciąż skrupulatnie zasłaniając swoją nagość. - Mogę cię prosić byś usiadł? Usłuchał jej prośby, zajmując krawędź łóżka. Nie wiedziała od czego zacząć, patrzyła więc tylko na niego szukając słów. - Szczerze powiem, że gdy do ciebie przyszedłem nie oczekiwałem i nie spodziewałem się tego wszystkiego – powiedział wciąż poważny i spięty. - Pierwszy raz po seksie z kobietą czuję się zagubiony. Spróbujmy to wszystko sobie poukładać. - Nie wiem czy potrafię. - Nie umiała ukryć żalu, którym przesiąknięty był jej głos. - Nie wiem jak to się mogło stać, nie przypuszczałam, że coś takiego może się między nami wydarzyć. - Ja przypuszczałem – przyznał Valkyon z niezmienionym wyrazem twarzy. Jego szczerość bywała onieśmielająca. - Nie myślałem tylko, że stanie się to tak szybko i tak nagle. Okoliczności też są niejasne. Nie wiem dokąd nas to zaprowadzi. - Nie musi donikąd prowadzić. - Elisma objęła kolana ramionami przyciągając je do siebie. - Możemy spróbować o tym zapomnieć. Spojrzał na nią jeszcze bardziej zawzięcie, ale po chwili złagodniał i uśmiechnął się lekko. Wyciągnął dłoń i musnął palcami jej policzek. - Nie jest to coś o czym jestem w stanie zapomnieć. Patrzyła zaskoczona jak podniósł się z łóżka i skierował w stronę drzwi. - Wrócimy do tego gdy oboje ochłoniemy. - Przybrał ponownie swój rzeczowy ton, kryło się pod nim jednak coś jeszcze, trudnego do zinterpretowania. - Tak będzie lepiej, może będziemy umieli o tym racjonalnie porozmawiać. - Już miał wychodzić gdy zatrzymał się i spojrzał na nią. - Chciałbym wiedzieć jedno – zaczął po chwili milczenia. - Żałujesz tego co się stało? Jej myśli zalały sceny z ich wspólnej nocy; jego początkowo delikatny dotyk przybierający na sile i stanowczości, wraz z pogłębiającymi się pocałunkami. To jak pewnie czuł się w tej sytuacji, a jednocześnie prowadził ją pomagając jej poznać jego ciało. Valkyon wiedział czego oczekiwał od kobiety, jednak dbał także o jej wszelkie potrzeby. Czuła się przez niego zdominowana, ale była do pożądana dominacja. Po wszystkim zaopiekował się nią i zamknął w swoich silnych ramionach, dzięki czemu miała poczucie bezpieczeństwa i szybko zasnęła. - Nie, nie żałuję – powiedziała w końcu, wzdychając jednocześnie. Valkyon opuścił wzrok, a jego kąciki ust uniosły się lekko. Podszedł do niej i pocałował ją lekko w czoło, po czym wyszedł zamykając po cichu za sobą drzwi. Gdy została sama walnęła się na poduszkę i zasłoniła twarz dłońmi. Na wspomnienie o doznaniach jakich jej zapewnił zarumieniła się. Jej myśli pobłądziły w okolice jego krocza, na co pokręciła głową i zaśmiała się skrępowana własnymi wizjami. Co do jednego Vino miała rację: Valkyon to mężczyzna, który wiedział jak zająć się kobietą. Vino... No tak. Spojrzała na wisiorek, który miała na szyi. Biło od niego nienaturalne ciepło, ale po euforii, która ogarnęła ją przy pierwszym kontakcie niewiele pozostało. Miała wrażenie, że moc przedmiotu nie była tutaj obojętna. Wyskoczyła z pościeli i ubrała się w wiszący na wieszaku szlafrok. Wypadła z pomieszczenia kierując się do jedynej osoby, która mogła coś na ten temat wiedzieć. 
                                                                          *** 
- Należał do mojego ojca – powiedział Nevra po chwili namysłu wpatrując się w naszyjnik. Siedział na łóżku z odsłoniętym torsem, jeszcze nie do końca przebudzony. Jego czarne włosy sterczały zmierzwione, ledwo zasłaniając pusty oczodół. Opaska leżała zwinięta na szafce nocnej. - Dostałam go w prezencie od Vino – tłumaczyła Eli skupiając się na wypowiadanych słowach. - Dała go Valkyonowi, który miał mi go przekazać po jej śmierci wraz z listem, który dla mnie napisała. Niestety niewiele w nim wyjaśniła na temat zawieszki. - Ten prezent to dość ważny gest – przyznał mężczyzna przyglądając się kobiecie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. - Przechodził z pokolenia na pokolenie. Mi się dostał po matce. - Dopiero teraz dostrzegła łańcuszek, wiszący na jego szyi, na którym zaczepiono wisiorek. Bardzo przypominał jej, z tą różnicą, że smok miał diamenty w oczach, a feniks miał trochę inne ułożenie skrzydeł. - Vino wspominała w liście o mocy, którą posiada. Nevra milczał przez chwilę, po czym westchnął przecierając czoło. - Feniks i smok są ucieleśnieniem ognia, najintensywniejszego z żywiołów, a to dlatego, że medalion za każdym razem jak się go ubierze działa jak ogień. Jak to moja matka powiedziała: spala blokady i wzmacnia uczucia, które są w danej chwili dominujące. - Po co coś takiego? - W czasach wojny były dla nas bardzo użyteczne. - Wampir wyprostował się. - Nienawidziliśmy swoich przeciwników, większość z nas zrobiłaby wiele za choćby jedną jego głowę nad kominkiem. Z racji, że moc medalionu działa jakby... obszarowo to w trakcie układania formacji wampiry przesiewano między inne rasy i w odpowiednim momencie, gdy stanęło się twarzą w twarz z armią wroga nakazywało się im założenie medalionu co skutkowało odblokowaniem nakładów nienawiści wśród tych, którzy czuli ją najbardziej. Zdarzały się przypadki rozpaczy czy strachu, ale najczęściej ta strategia skutkowała większą efektywnością w walce. Naszych uczono pielęgnowania tej nienawiści by w odpowiednim momencie to wykorzystać. Historii ich pochodzenia nie znam, ojciec nie chciał o tym rozmawiać. Teraz stanowią głównie tradycję, element inicjacji, zwykle wykonywanym w samotności w zamkniętym pomieszczeniu. - Nevra uśmiechnął się jakby do wspomnienia. - Można było poprosić o towarzystwo, co w wielu przypadkach kończyło się... dość jednoznacznie. Zwłaszcza jak wpuściło się kogoś... odpowiedniego. - Spoważniał nagle przyglądając się Eli. - Ubierałaś go już? Przytaknęła tylko spuszczając głowę, czując rosnącą gulę w gardle. - Byłaś sama? Po dłuższej chwili zaprzeczyła. - A więc z kim? Podniosła ponownie wzrok nie mogąc powstrzymać zawstydzenia. - Valkyon – szepnęła tylko, dostrzegając w twarzy wampira rosnące zrozumienie. Obejrzał ją z góry na dół jakby nagle uświadamiając sobie jej skromny ubiór. Widziała, że próbował się nie uśmiechnąć. - Wiedziałem, że macie się ku sobie. - Marnie ukrywał rozbawienie. - Valkyon unikał romansów wewnątrz swojej straży, a tu takie wydarzenie. - Przecież to nie jego wina. - Eli zaprotestowała prostując się. - To ten medalion. - Chyba źle mnie zrozumiałaś. - Nevra nachylił się. - On nie zmienia charakteru i uczuć, tylko je uzewnętrznia. Oboje w tamtym momencie tego chcieliście, zresztą podejrzewam, że nie tylko w tamtym. Pytanie tylko co z tym zrobicie. Eli oparła głowę na dłoniach. - Mamy o tym dopiero porozmawiać gdy emocje opadną -mruknęła. - Chciałaś powiedzieć jak łóżko ostygnie – rzucił żartobliwie, ale zmienił ton gdy dziewczyna zgromiła go wzrokiem. - Valkyon to rozsądny facet, na pewno zrobi co może byście wyszli z tego obronną ręką. - Tego obawiam się najbardziej. Nevra podniósł się i oparł jej rękę na ramieniu - Nie martw się – powiedział pocieszająco. - Nie ma po co rwać nerwy. Czas zweryfikuje. Eli zastanawiała się jeszcze jak to się stało, że czytając list od przyjaciółki, który tak ją wzruszył, wciąż intensywniej myślała o Valkyonie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz