środa, 28 czerwca 2017

Eldarya ,,Not Everyone is a Soldier" Rozdział 11 [Kara i Nagroda]

      Valkyon złapał ją za nadgarstki i pociągnął za sobą. W głowie dziewczyny tłukło się mnóstwo pytań, ale nie odważyła się zadać ani jednego. Pozwalała się prowadzić w stronę kotłowni. Gdy weszli trzasnął drzwiami i skierował ją do stojaków z mieczami stojących przy krańcowej ścianie. Puścił ją i wskazał leżące nieopodal brudne szmaty.  
      - Masz wypolerować je wszystkie – polecił poważnym tonem. - Nie wyjdziesz stąd póki tego nie zrobisz. Dostaniesz także upomnienie.  
      - Proszę wyjaśnij mi co się wydarzyło – rzuciła za nim gdy skierował się w stronę wyjścia. Nie zatrzymał się, zostawił ją samą.Eli westchnęła wyciągając kilka mieczy. Położyła je na podłodze i sama na niej usiadła, sięgając wcześniej po szmaty. Dobrze wiedziała, że z ich użyciem uzyska niewielki skutek, ale zdawała sobie sprawę, że na tym polegała jej kara. Wiedziała, że na nią zasłużyła, bolał ją tylko chłód Valkyona, zwłaszcza w stosunku do niej, ale nie mogła mu się dziwić, musiał wykonać egzekucję na swoim strażniku, na każdym by to się odbiło.Wiedziała, że zajmie jej to dużo czasu, zabrała się więc do roboty.



                                           ***

      Wszedł do kuźni późną nocą, chcąc zostawić tam swoją broń. Miał zamiar rano ją naostrzyć, więc postanowił położyć ją w miejscu, w którym będzie rzucała się w oczy.Podszedł do stoiska i zatrzymał się wpół kroku. Większość mieczy leżała na ziemi, jedna część ułożona w dokładny stosik, druga rozrzucona w nieładzie. Pomiędzy nimi siedziała Elisma wyraźnie śpiąc. Valkyon przypomniał sobie swoje wcześniejsze zachowanie i zrobiło mu się wstyd. Wiedział, że nie powinien odreagowywać na dziewczynie swoich emocji, a na pewno nie w ten sposób.

Nachylił się nad nią chcąc jej obudzić, ale uświadomił sobie, że dziewczyna znowu będzie chciała pytać, postanowił więc, że zaniesie ją do łóżka starając się być delikatny.Podniósł ją i wyniósł z kuźni udając się w stronę jej pokoju. Dopiero pod drzwiami uświadomił sobie, że nie ma kluczy. Już chciał skierować się z nią do siebie, ale zastanowił się czy wolał jej tłumaczyć w jaki sposób znalazła się u niego czy przemęczyć się teraz z nią i jej uporczywymi, niewygodnymi pytaniami. Pomyślał, że poza Kerą ona jedna nie znała dobrze wszystkich zasad tu panujących.Wybrał drugą opcję, wydała mu się trochę wygodniejsza. Potrząsnął nią lekko na swoich ramionach i zobaczył, że jej oczy niechętnie się otwierają. Gdy go zobaczyła zamrugała i uśmiechnęła się niemrawo.
      - Chyba nie zdążyłam z tymi mieczami – mruknęła sennie wtulając się w jego klatkę piersiową. - Czuję, że jutro odpadną mi dłonie. 
      Poczuł jeszcze większy żal do samego siebie. Nie zasłużyła na tak surową karę, postanowił, że musi jej to jakoś wynagrodzić.
       Zanim ponownie zasnęła cicho poprosił o klucze do jej pokoju. Sięgnęła powolnie do swojej kieszeni i włożyła je w zamek, z wysiłkiem przekręcając. Widział jak ból wykrzywił jej czoło, przez co jego nastrój tylko się pogorszył. Chwyciła za klamkę i otworzyła drzwi. Wszedł popychając je nogą. Byłoby zupełnie ciemno gdyby nie światło księżyca wpadające przez okno. Ułożył dziewczynę na łóżku. Wskazała ręką na lampę stojącą przy nim, zapalił ją więc. Ciepło, które od niej biło koiło jego nerwy. Podszedł do drzwi, wyciągnął z nich klucze i rzucił je na stolik nocny. Dopiero teraz zauważył leżący na nim szkicownik otwarty na rysunku. Rysunku jego samego. Nie spodziewał się, że Eli mogłaby narysować coś takiego, ale Valkyonowi to pochlebiało, chociaż trudno byłoby mu się do tego przyznać. 
      - Więc tak mnie widzisz – mruknął bardziej do siebie niż do niej. Eli zdążyła w tym czasie usiąść, gdy zobaczyła na co jej opiekun skierował wzrok zaczerwieniła się, ale nie ruszyła się z miejsca. 
      - Takiego cię zapamiętałam – wyznała prawie szeptem cały czas mu się przyglądając. Widziała na jego twarzy lekki uśmiech. Nieświadomie masowała swoje obolałe dłonie, Valkyon na ten widok spoważniał i zmarszczył brwi. Skaleczenia były wyraźne choć już nie krwawiły, za to skórę miała niezdrowo zaczerwienioną.
      - Czy on zasłużył na śmierć? - spytała nim zdążył się odezwać. Tak jak przewidywał chciała poznać wszystkie okoliczności. Wiedział, że nie musiał jej się tłumaczyć, chciał jednak by nie widziała w nim okrutnika, za jakiego zapewne go miała.Westchnął siadając obok niej. 
      - Nie miałem innego wyjścia, taki jest mój obowiązek – odpowiedział po dłuższej chwili opierając łokcie na udach. Długo czekał na jej słowa, ale to co usłyszał zaskoczyło go: 
      - Wiem, że postąpiłeś słusznie. Chciałabym tylko zrozumieć jeżeli mi na to pozwolisz. 
      Jego milczenie trwało w nieskończoność. Wyprostował się i patrzył w punkt znajdujący się przed nim. Eli dostrzegła skrupulatnie skrywane cierpienie w jego oczach, przykryła więc jego dłoń swoją, którą on skwapliwie ujął, wywołując lekkie ukucie w miejscu ran. 
      - Można mówić, że to przez niego zginęli moi strażnicy, ale to również moja wina. - Eli chciała zaprotestować, ale Valkyon na to nie pozwolił. - Dałem się oszukać, nie wierzyłem, że może być szpiegiem. - Warknął głośno i uderzył pięścią w nogę. - Za mój błąd zapłacili inni, to się nie może nigdy więcej powtórzyć. 
      - Nie popadnij tylko w skrajność – rzuciła i odchrząknęła pochylając się lekko w poszukiwaniu jego wzroku. - Ludzie w ciebie wierzą i ci ufają, nikt cię za to nie obwinia. Każdy z nas odpowiada za to w równym stopniu, oszukał wszystkich. 
      - Cieszyłem się, że nie przyznał się przy wszystkich, że sam mogłem go zabić. 
      Nie spodziewała się po nim takich słów, nie zaskoczyło jej to jednak zanadto. Osobista potrzeba wymierzenia sprawiedliwości była czymś co Eli rozumiała bardziej niż można by przypuszczać. 
      - Zrobiłeś co uważałeś za słuszne, teraz poniesiesz wszelkie tego konsekwencje – zaczęła nieśmiało dotykając jego brody by obrócić jego twarz ku sobie – ale widziałam cię, widziałam was… I wiem, że musiałeś wymierzyć mu sprawiedliwość. Nigdy nie miałam takiej pewności, że to co zrobił nie mogło zostać wybaczone.
      Patrzył na nią przez dłuższą chwilę muskając palcami jej policzek. Nie oczekiwał od niej zrozumienia, sam ganił siebie za taką słabość. Podobnej mocy ogarniała go teraz gdy patrzył w jej błyszczące od lampy oczy, czuł jej bliskość. Miał ochotę znieść wszystkie zasady i zakazy jakie przed nimi postawił, by pozwolić sobie na jeszcze jedną noc z nią. Otrząsnął się i wstał puszczając jej dłoń. 
      - Powinnaś odpocząć. Zgłoszę do Miiko, że dostałaś dodatkowy dzień wolny. - Uśmiechnął się smutno przyglądając się jej twarzy. - Zgłoś się proszę jutro do Ezarela, da ci coś na te twoje dłonie, obrzęk szybciej przejdzie.Skierował się w stronę wyjścia. Eli podniosła się i złapała go za rękę.
      - Val – szepnęła z takim uczuciem, że strażnikowi przebiegł dreszcz po plecach. Pierwszy raz odkąd się znali użyła zdrobnienia. Niewielu sobie na to pozwalało. Usłyszał jak się zbliżyła i poczuł jej dotyk na swoim karku. Jęknął cicho odwracając się, porzucając w kąt samokontrolę. Wydawała się zaskoczona jego reakcją, dlatego starał się działać powoli. Przysunął ją do siebie obejmując w talii. Patrzyła na jego twarz z rozchylonymi ustami. Wpił się w nie łapczywie, podnosząc zrównując ich wzrostem. Wplotła palce w jego włosy próbując przyciągnąć go bliżej co wydawało się już niemożliwe. Pozwoliła sobie na ten skrywany wybuch nie myśląc już o konsekwencjach. Oplotła jego biodra nogami wyraźnie czując reakcje jego organizmu. Przycisnął ją mocniej do siebie, zapierając dech. 
      Valkyon pierwszy się opamiętał. Z ciężkim sercem przerwał pocałunek opierając czoło o jej skroń.
      - To się nie powinno wydarzyć – rzucił ciężko oddychając, próbując się uspokoić. - Testujesz moją cierpliwość. 
      Eli skłoniła głowę sięgając ustami do jego szyi. Strażnik na wpół warcząc na wpół jęcząc pociągnął ją za włosy. Zbliżył jej twarz do swojej, tak, że dzieliły je zaledwie milimetry. 
      - Zamknij drzwi na klucz – nakazał groźnie, co tylko spotęgowało w Eli pożądanie. - Nie otwieraj ich przede mną. Pamiętaj, że to dla twojego dobra. 
      Przytaknęła tylko opuszczając nogi. Valkyon postawił ją na ziemi, ale nie puścił jeszcze. Nachylił się i złożył na jej ustach delikatny pocałunek.- Niech ten będzie ostatni – mruknął i pogłaskał ją po policzku. Odsunął się i odwrócił, opuszczając pokój pospiesznym krokiem. 
      Eli złapała za klucze i z niechęcią spełniła prośbę swojego opiekuna.Z westchnieniem opadła na łóżko zamykając oczy. Nie spodziewała się takiego zakończenia dnia, ale po tym wszystkim nie liczyła też, że relacje między nimi mogłyby się zmienić. Sama się prosiła o ten pocałunek i nie żałowała tego, przekonując się przy okazji jak bardzo działała na Valkyona. Postanowiła jednak zaprzeć się i więcej tego nie wykorzystywać. 
      Wtuliła twarz w poduszkę uśmiechając się do siebie. Trzymała za siebie kciuki by okazała się wytrwała w swoim postanowieniu.

                                                ***

      Odwiedziła laboratorium z samego rana mając nadzieję, że zastanie tam Ezarela. Nie myliła się, elf stał przy blacie z różnorodnymi mieszaninami przelewając coś z jednej probówki do drugiej. Uśmiechnął się lekko na jej widok i nakazał ręką by podeszła. Gdy znalazła się blisko wyciągnął w jej kierunku przygotowaną, zakorkowaną ciecz. 
      - Valkyon prosił mnie o zrobienie tego dla ciebie – powiedział z nutką rozbawienia. - Rozcieńczaj kilka kropel w misce wody i obmywaj tym dłonie raz dziennie. - Prychnął gdy sięgnęła po lekarstwo przez co zatrzymała się wpół gestu. - Jaką sierotą trzeba być by pociąć sobie paluchy przy zwykłym czyszczeniu. 
      - Wygląda na to, że taką jak ja – odeszła unosząc kąciki ust i odbierając substancję. - Dzięki, że się fatygowałeś z przygotowaniem tego. 
      Ezarel skrzywił się przyglądając jej nacięciom, jednocześnie uważając by jej nie dotknąć. 
      - Obawiam się, że na niewiele się to zda – rzucił z lekkim obrzydzeniem. - Powinnaś niezwłocznie udać się do szpitala, te miecze mogły być czymś usyfione od dłuższego czasu. 
      Eli spojrzała na swoje dłonie i ze zdziwieniem stwierdziła, że są całe czerwone i napuchnięte, a w miejscu ran zbierała się ropa. Nie wiedziała jakim cudem nie zwróciła na to uwagi wcześniej. Nie bolały już jak wcześniej, doszły za to zakwasy na przedramionach, więc to na nich się skupiła. 
      - Chyba lepiej się tam przejdę – potwierdziła kierując się w stronę wyjścia, ale elf ją ubiegł. 
      - Czekaj, otworzę ci drzwi! - zawołał podbiegając do nich. 
      - O miły jesteś, jakie to niepodobne – rzuciła wątpliwie życzliwie i tak jak myślała strażnik miał na to odpowiedź. 
      - Nie chcę byś jeszcze bardziej skaziła mi klamki. I tak muszę kazać je wyczyścić. - Złośliwy uśmieszek ryzujący się na jego twarzy poprawił jej nastrój. - Nie martw się, nie zlecę tego tobie – ciągnął gdy go mijała. - Jeszcze byś się pokaleczyła. 
      Zatrzymała się przy nim i spojrzała na jego kpiącą twarz, dzięki której miała ochotę się roześmiać. 
      - Długo będzie się to za mną ciągnąć, co? - zapytała żartobliwie, dobrze znając odpowiedź. 
      - Nawet sobie nie wyobrażasz – szepnął, konspiracyjnie mrużąc oczy.

-------------------------------------------------------------------------------------------
Wszelkie uwagi i opinię, czy też oczywiście pochwały, mile widziane ;D

8 komentarzy:

  1. no powiem Ci ze ten rozdział jest najlepszy, najbardziej mi sie podoba, oby wiecej takich gorących akcji ;] czekam z niecierpliwością na kolejny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, niedługo będzie ;)

      Usuń
  2. licze na wiecej takich akcji typu kara a potem czułości, to iż będać blisko nie mogą się opanować, skoro valkyon stawia mur między nimi to może coś z zazdrością żeby zzieleniał z zazdrości, to mogłoby być ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, to jest pomysł :D.
      Akcje będą ;)

      Usuń
  3. trafiłam przypadkiem, ale chyba będę częściej zaglądać :D fajnie piszesz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że jeszcze do mnie zajrzysz :). Przypadki są najlepsze :D
      Dziękuję :)

      Usuń