czwartek, 13 lipca 2017

Eldarya ,,Not Everyone is a Soldier" Rozdział 12 [Rany]

Jeżeli ktoś czekał to zapraszam ;)


        Ewelein kręciła nad nią głową marszcząc brwi, nakładając nietypowe dla szpitalnych rękawiczki. Oglądała jej dłonie ze skupieniem pomrukując z niezadowoleniem. Eli czekała na to co powie z lekkim już zniecierpliwieniem, ale i wdzięcznością, że zechciała się nią od razu zająć. Przychodziła tu z obawą, że będzie musiała  długo ją prosić o pomoc, ale elfka przyjęła ją z łagodnym uśmiechem wskazując coś na kształt lekarskiej kozetki.
      Teraz wydawała się mocno zaniepokojona jej stanem, patrzyła na nią jakby miał złą wiadomość do przekazania.
      - Elisma, obawiam się, że... - zaczęła, ale huk otwieranych drzwi skutecznie jej przerwał. Stał w nich Leiftan, chociaż stał to za duże słowo, był powiem podpierany przez Valkyona. Ubranie na  lorialecie* wisiało poszarpane, ledwo trzymając się na całych jeszcze fragmentach. Świeże rany na brzuchu i piersi obficie krwawiły, zostawiając czerwone smugi na podłodze.


      Ewelein nakazała położyć go na drugim łóżku, nie tracąc rezonu. Wszystko działo się szybko; zjawił się Ezarel wraz z grupą innych faery wyglądających jak lekarze z jej świata. Elf pobiegł do umierającego strażnika i wlał mu do ust jakąś substancję, której ostry zapach Eli wyczuwała nawet ze swojego miejsca. Valkyon opuścił pomieszczenie nie oglądając się na nich. Dziewczyna chciała pójść jego śladem, by nikomu nie zawadzać, ale gdy tylko się podniosła usłyszała ostry głos Elfki sadowiący ją z powrotem na miejscu. Zasłonięto widok na Leiftana wysokim parawanem, słyszała więc tylko lekko spanikowane głosy.
      Po dłuższej chwili nastała cisza, przerywana stłumionymi jękami rannego i poleceniami Ewelein.
      Przejęta zastanawiała się co mu się stało, kto doprowadził go do takiego stanu. Miała nadzieję, że przeżyje, nie miała z nim co prawda za dużo osobiście do czynienia, ale z tego co o nim słyszała byłaby to wielka strata.
      Nie wiedziała dlaczego elfka kazała jej zostać, zwłaszcza, że teraz miała dużo ważniejsze rzeczy na głowie. Zastanawiała się czy pozmywać chociaż te plamy, ale zdała sobie sprawę, że dłonie tak ją bolały, że nie utrzymałaby ani szmaty ani mopa, a opuchlizna na pewno by tego nie ułatwiła. Westchnęła zaciskając oczy w reakcji na niepokojące dźwięki dochodzące zza parawanu.
      Po około godzinie Ewelein podeszła do niej szybkim krokiem, ale wyraźnie zmęczona. Jej mina wyrażała cierpienie i bezradność. Zdjęła zakrwawiony fartuch i rękawiczki i ubrała świeże.
      - Ewelein, mogę przyjść później, należy ci się odpoczynek - powiedziała Eli na widok kobiety. Ta tylko pokręciła głową i złapała jej dłoń przykładając do nich skalpel.
      - Co chcesz zrobić? - zapytała elfki zaskoczona.
      - Muszę ponacinać ci te rany - odpowiedziała rzeczowo i westchnęła. - To pomoże w pozbywaniu się opuchlizny. Tylko uwaga, może zaboleć.
      Faktycznie bolało, ale nie tak bardzo jak myślała. Skalpel pracował głównie w miejscu zaropiałych strupów tylko trochę głębiej niż wcześniej powstałe rany.
      Lekarka posmarowała je dziwną zieloną mazią i owinęła gazą i bandażami.
      Przyjdź tutaj na noc bym mogła cię kontrolować w trakcie snu - odezwała się gdy skończyła. - Podejrzewam u ciebie poważne zakażenie, dziwi mnie tylko, że rozwinęło się tak szybko. Musiałaś mieć kontakt z chorą krwią.
      - Miecze wydawały się w miarę czyste - mruknęła Eli kręcąc głową. - Na pewno nie widziałam na nich szkarłatnych plam.
      - Nie wszyscy mamy czerwoną krew. Poza tym to, że ktoś wytarł widoczne ślady, nie znaczy, że pozbył się wszystkich.
      - To znaczy, że ja też zarażam?
      - Nie, nie martw się. - Ewelein uśmiechnęła się na to pytanie. - Ktoś musiałby się napić twojej krwi by się zarazić. Broń musiała być czymś wcześniej pokryte, co w reakcji z pozostawioną na niej krwią przeniosło się na twoje nacięcia. Tak czy inaczej jestem mocno zaskoczona, że rozwinęło się tak mocno, zwłaszcza, że ilość, która została wprowadzona nie powinna tak mocno reagować. Albo masz bardzo słabą odporność albo twój organizm tak szybko ją przyjmuje. - Nagle wyprostowała się na chwilę i zrobiła minę jakby ją oświeciło. - Warto przekazać tą informację Ykhar, razem z wiedzą o użytej toksynie może nas to zbliżyć w jakiś sposób do twojego pochodzenia.
      - Naprawdę tak uważasz? - Eli podeszła do tego sceptycznie, nie bardzo wierząc, że coś takiego może dać im odpowiedź.
      - Chyba warto sprawdzić, nie? I tak nie mamy innego tropu.
      - No chyba masz rację. - Wciąż nieprzekonana wskazała na parawan. - A co będzie z nim?
      Ewelein nagle spochmurniała i zgarbiła się nieco.
      - Najbliższa doba będzie decydująca - odpowiedziała cicho, spuszczając wzrok. - Zrobiliśmy co w naszej mocy, pozostaje nam tylko kontrolować i czekać. Miał szczęście, że ostrza nie sięgnęły wnętrzności.
      - Kto go zaatakował? - Eli spodziewała się czegoś podobnego, jednak i tak nie mogła ukryć szoku.
      - Wiem tyle co ty, nie było czasu na takie pytania. - Przetarła oczy i westchnęła. - Valkyon gdzieś wyszedł, jak wróci będzie musiał zdać nam raport, wtedy wszystkiego się dowiemy. No, przynajmniej część z nas.
      - Potrzebujesz pomocy? - zapytała postanawiając zignorować ostatnią uwagę.
      - Nie trzeba, dziękuję. - Elfka uśmiechnęła się blado. - Idź teraz odpoczywaj. Nie waż mi się wykonywać żadnej pracy. - Pogroziła palcem. - Spodziewam się ciebie wieczorem.

                                    ***

      Nie dostała konkretnej godziny, na którą miała się zjawić, skorzystała więc z tego, że wieczorem zrobiło się już spokojniej i wybrała się na spacer odetchnąć. Niewiele mogli zrobić do powrotu Valkyona, ale Miiko i tak zaangażowała połowę każdej ze straż do przeszukiwania lasu i okolic, w którym znaleziono Leiftana. Cała reszta, w tym Eli, miała za zadanie nie wchodzić jej w drogę. Tylko nieliczni mieli dostęp do rannego, wraz z Ezarelem i Ewelein, którzy koordynowali opiekę nad nim. Z tego co słyszała nie budził się, czasami tylko pojękiwał przez sen.
      Część pozostałych poszła pomagać w przygotowaniu jedzenia dla powracających z patrolu, ale jej na to nie pozwolili przez wzgląd na jej ręce.
      Napięta atmosfera udzielała się wszystkim, była tak gęsta, że tylko nią oddychali. Powiew powietrza, który poczuła opuszczając budynek był więc bardzo odświeżający.
      Nie miała zamiaru wychodzić poza bramę, zdawała sobie sprawę jakie to niebezpieczne. Poczuła jednak jak czyjeś palce zaciskają się na jej przedramieniu.
      - Gdzie ty się wybierasz? - Usłyszała zagniewany głos, który bardzo szybko poznała.
      - Tylko na spacer - odpowiedziała cicho, odwracając się do Valkyona. - Przestraszyłeś mnie.
      - Niebezpiecznie jest wychodzić poza mury. - Wciąż wydawał się zdenerwowany, ale było w tym coś więcej, jakby troska.
      - Nie chciałam wychodzić, musiałam tylko odetchnąć. - Eli przyjrzała mu się uważniej i zauważyła lekkie zadrapania na twarzy i części klatki piersiowej, która nie została zakryta. - Gdzie ty byłeś, że się tak podrapałeś?
      - Goniłem mężczyznę, który zaatakował Leiftana.
      - Po krzakach?
      - Między innymi.
      Widziała, że chciał ją o coś zapytać, ale się wahał, wiedziała jednak o co mu mogło chodzić.
      - Leiftan żyje, przynajmniej na razie - powiedziała jakby czytając jego myśli. - Ewelein mówiła, że najbliższe godziny będą decydujące.
      Wyraźnie mu ulżyło, ale wciąż czymś się gryzł. Położyła dłoń na tej, którą wciąż ją trzymał.
      - Co się tam wydarzyło? - szepnęła zbliżając się do niego lekko.
      - Zaatakował go jakiś zamaskowany osobnik, gdy wróciłem na miejsce wytropiłem go, ale zbiegł.
      - Wiesz kim mógłby być?
      Valkyon spojrzał na nią ostro i opuścił rękę.
      - Nie z tobą powinienem o tym rozmawiać - rzucił mijając ją i kierując się w stronę budynku straży. Zatrzymał się i odwrócił do niej. - Wracasz ze mną, tutaj też może być niebezpiecznie.
     Eli uraziło oschłe zachowanie opiekuna, nie chciała też rezygnować ze spaceru, pokręciła więc głową.
      - Poradzę sobie - mruknęła spuszczając głowę. Chciała go rozumieć, zważając na to, że los jego przyjaciela wisiał na włosku, ale nie mogła pozbyć się goryczy, która ją ogarnęła.
      Podszedł do niej i złapał ją za dłoń pociągając mocno za sobą sprawiając jej tym ból.
      - Nie dyskutuj ze mną, jestem twoim szefem, masz rozkaz ze mną wracać.
      Próbowała się wyszarpać, ale niewiele wskórała, piekące rany dodatkowo jej to uniemożliwiały. Czuła jak szala cierpliwości jej się przelewa.
      - Nie możesz wydawać mi takich rozkazów - syknęła jadowicie podnosząc głos i przestając się szarpać. - Jestem tylko twoją podwładną, nie mam obowiązku spełniać twoich widzimisi. - Przycichła po tych słowach, nagle jeszcze bardziej smutniejąc. - Masz teraz dużo do załatwienia, wszyscy będą chcieli wiedzieć co się wydarzyło. Ja i tak niedługo wracam.
      Przystanął i przyciągnął ją do siebie tak, że ich ciała dzieliły ledwie centymetry.
      - Chodź ze mną proszę bym i o ciebie nie musiał się martwić. - Patrzył na nią łagodnienie puszczając jej ręki. Po dłuższym namyśle przytaknęła uśmiechając się nieznacznie. Ruszyli równym krokiem, wolniej niż wcześniej, a ciepło jego dłoni łagodziło jej nerwy.
      Weszli do budynku i skierowali się do Kryształowej Sali. Przed schodami, które do niej prowadziły Valkyon zatrzymał się zmuszając ją do tego samego.
      - Wracaj do siebie, nie powinno cię być przy tej rozmowie - rzekł stanowczo i tylko jego bliskość łagodziła wydźwięk tych słów.
      Nie chciała się spierać, w końcu poza pewną nieregulaminową relacją ze swoim dowódcą była tu tylko jednym z wielu strażników, a nie widziała tu żadnego z nich.
      - Mam nadzieję, że uda wam się dorwać sprawcę - powiedziała patrząc na niego. Podrapała się po głowie wypowiadając następne zdanie. - Muszę iść do szpitala, Ewelein powiedziała, że chce mnie obserwować tej nocy.
      Valkyon wydawał się skonsternowany tą wiadomością.
      - Dlaczego chce cię obserwować? - zapytał zaskoczony.
      Eli pokazała mu wolną dłoń obracając ją.
      - Podobno coś się tam wdało i trzeba pilnować jak się goi i czy nie będzie to miało wpływu na cały organizm. - Uśmiechnęła się lekko opuszczając rękę. - A przynajmniej tak pozwoliła mi to zrozumieć.
      Strażnik puścił ją i patrzył na nią z tężejącą miną.
      - Przepraszam cię za to - szepnął opuszczając nagle wzrok. - To moja wina, wiedziałem, że były zatrute, ale całej tej wściekłości o tym nie pomyślałem.
      - Wszystko będzie dobrze, Ewelein nie wydawała się tym bardzo przejęta. A właśnie - rzuciła przypominając sobie - chciała się z tobą zobaczyć by ustalić rodzaj toksyny.
      Mężczyzna pokiwał głową i odsunął się.
      - Przyjdę od razu po rozmowie z Miiko. A teraz leć i tak jest już późno.

                                                                  ***

      W szpitalu dano jej piżamę i wskazali łóżko, na którym miała spać. Znajdowało się ono blisko Leiftana, jak jej wyjaśniła elfka, po to by mogła ogarniać ich jednocześnie. Eli przekazała jej, że Valkyon jeszcze dziś się zjawi by z nią pomówić. Po rozmowie kazano jej się położyć i odpoczywać, uprzedzając, że będzie co jakiś czas budzona.
      Gdy została sama obróciła się na bok i spojrzała na Leifa. Ból musiał zaburzać jego sen, bo marszczył twarz i lekko się wiercił.
      Kobieta wstała i podeszła do niego. Pierwszy raz znajdowała się tak blisko. Stwierdziła, że mimo bladości i kropelek potu zebranych na czole był bardzo przystojny. Nie dziwiła się już poruszeniu, jakie wzbudzał wśród płci żeńskiej gdy tylko pojawiał się w jednym pomieszczeniu. Uświadomiła sobie, że każdy z dowódców wywoływał takie reakcje.
      Przyjrzała mu się uważniej. Na nieosłoniętych fragmentach ciała zauważyła takie same zadrapania jak u Valkyona. Zastanawiała się co tam zaszło i jak to się stało, że pozwolił tak bardzo się zranić.
      Wyciągnęła rękę i dotknęła jednego ze skaleczeń. Poczuła nagły, zapierający dech ból w klatce piersiowej i brzuchu. Ciało odmówiło jej posłuszeństwa; nie mogła się ruszyć, odejść ani nawet zabrać palców z mężczyzny. Energia szybko ją opuszczała, wiedziała, że jak tak dalej pójdzie to umrze. Nie miała czasu na panikę gdy wszystko się skończyło. Upadła na ziemię zalana przez ciemność.



Lorialet - nazwa dziecka księżyca, rasa Leiftana. 

6 komentarzy:

  1. No zaciekawiłaś mnie i to bardzo :)
    Czekam z niecierpliwościa na dalszą cześc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mi się udało ;)
      Już niedługo :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. kiedy planujesz nastepny rozdzia? :)

      Usuń
    2. Najprawdopodobniej jutro ;)

      Usuń
    3. no to narobiłaś apetytu teraz :D

      Usuń