piątek, 4 sierpnia 2017

Eldarya ,,Not Everyone is a Soldier" Rozdział 14 [Tłumacz]

Naczekaliście się, ale wleciał, miłego czytania :)

Przy okazji Wam powiem, że mam na facebooku Giveway, zapraszam >>TUTAJ<<


W szpitalu szybko umyli i oczyścili jej ślady po ugryzieniu i nałożyli opatrunek. Podali też napój energetyzujący przygotowany przez Ezarela, po którym od razu poczuła się lepiej. Valkyon przez cały ten czas siedział przy niej, obserwując ją uważnie, nawet wtedy gdy Ewelein kazała jej zdjąć bluzkę by ułatwić dostęp do rany. Chcieli znowu ją tam zatrzymać, ale zdecydowanie się opierała i w końcu postawiła na swoim. Chciała już wyjść, ale Opiekun zatrzymał ją pytaniem:- Dlaczego Drakon nazwał cię Tentare? Miała nadzieję, że temat nie wyjdzie, ale najwyraźniej na próżno. Westchnęła odwracając się do niego.- Chcieli bym ci tego nie mówiła póki nie zbadają wszystkich możliwości, chociaż teraz to już chyba pewne. - Podeszła bliżej nagle lękając się tego co miała powiedzieć. - Z tego co mi wiadomo można wnioskować, że w pewnej części jestem właśnie tentare. Cisza, która nastała po jej słowach kuła w uszy potęgując strach kumulujący się w Eli. Obawiała się jego reakcji nastraszona przez elfy, czekała więc niecierpliwie na jego odpowiedź. Pokiwał w końcu głową opuszczając oczy.- Teraz rozumiem skąd ten szybki powrót Leiftana do zdrowia – odezwał się, znowu na nią spoglądając. - Mam nadzieję, że uświadomili ci ile ryzykowałaś.- Tak, co nieco mi opowiedzieli – przytaknęła z lekkim uśmiechem, przysuwając się lekko. - Nie chcieli mi tylko zdradzić czemu mam przed tobą milczeć. Jakbyś miał mieć przez to jakieś… obiekcje co do mnie.- Obiekcje? - Wydawał się szczerze zaskoczony, ale po chwili na jego twarz wstąpił wyraz zrozumienia. - Hmm… Trochę im się nie dziwię. Chociaż to nie leży w moim charakterze. Wpatrywała się w niego czekając aż powie coś więcej. Zauważając to Valkyon westchnął i kontynuował.- Kiedyś łączyły mnie bliższe relacje z kimś z twojej rasy. Można powiedzieć, że mnie zdradziła.- Ukochana? - dopytywała czując nagle rosnącą gulę w gardle.- Nie, ale ktoś równie bliski. Zastanawiała się kim mogłaby być tajemnicza kobieta, ale postanowiła nie ciągnąć go w tym temacie za język, wiedząc, że jeżeli nie chce to i tak jej tego nie powie. Następne pytanie, które przyszło jej do głowy długo nie chciało wyjść z jej ust.- Czy to znaczy… że między nami nic się nie zmieni?- Na pewno nie z tego powodu. Nie zasłużyłaś sobie na to. Ani ja. - Przetarł oczy marszcząc czoło. - Tylko lepiej nie zdradzaj się ze swoją rasą przed kimś komu nie ufasz.- Ano właśnie. Ewelein powiedziała coś podobnego. O co w tym chodzi? Valkyon przyjrzał się jej uważniej opierając łokcie o kolana.- Nie wiem czy to jest odpowiedni moment na taką rozmowę.- Proszę. - Mimowolnie chwyciła jego dłoń i uścisnęła. - Jeżeli nie teraz to nie wiem kiedy w końcu będę miała możliwość dowiedzieć się czemu mam być taka ostrożna. - Widząc, że wciąż jest nieprzekonany użyła kolejnego argumentu – Znając powód będę miała większą motywację by uważać. Poczuła jak ścisnął mocniej jej dłoń i uśmiechnęła się w duchu.- Wiem, że nie byłabyś tak nierozsądna, ale dobrze – wyprostował się i założył ręce na piersi. - Tentare byli potocznie nazywani kapłanami. Używali swoich umiejętności w wojnie między nami a ludźmi. Dostrzegając jednak liczbę ofiar w swoich szeregach zbuntowali się i odmówili takiego poświęcenia. W czasie Wielkiego Wygnania udało im się tam pozostać, odebrali sprzeciw naszych jako brak poszanowania dla ich życia. Większa część z nas, mieszkańców Eldaryi, do tej pory czuje do nich nienawiść, przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Dlatego mogliby zrobić ci krzywdę gdyby się dowiedzieli. Eli nie wiedziała co powiedzieć. Nie dziwiła się tej rasie, że zrezygnowali z tak radykalnego sposobu na udzielanie pomocy, nawet jeżeli inni wtedy też umierali, tyle że w boju. Nie rozumiała za to sensu tak skrupulatnie pielęgnowanej nienawiści.
- Powiedz mi… dlaczego zatem tentare nie byli pierwszym tropem co do określenia mojego pochodzenia?- Nie miały w zwyczaju wiązać się z kimś spoza swojej rasy. Ich geny były… niekompatybilne z innymi, posiadanie mieszanych dzieci było więc niemożliwe. Jesteś więc niezbadanym ewenementem.- Może wcale nie jedynym. Geny przecież ewoluują, a skoro tentare zdecydowali się żyć z ludźmi to ich organizmy mogły się przystosować.- Bardzo możliwe – przyznał Valkyon opierając się na krześle. Nie widzieliśmy tutaj ich osobnika od bardzo dawna.- Ale skoro znałeś kogoś takiego wcześniej to znaczy, że nie mogą być tak rzadkie.- Są. Ona była pierwszym z jakim mieliśmy tu do czynienia. Zgoszknienie z jakim to powiedział ściskało ją za serce. Zastanawiała się jak bardzo musiała go zranić. Opuściła głowę nie mogąc zamaskować swoich uczuć.- Była dla ciebie kimś bardzo ważnym – stwierdziła cicho, bardziej do siebie niż do niego.- Tak, opiekowała się mną po śmierci rodziców. Niczym matka.- Co się więc stało? Otwierał już usta by odpowiedzieć, ale przerwało mu otwieranie drzwi.- Znaleźliśmy wspólnika Drake’a – rzucił Nevra wpadając do pomieszczenia. - Powinieneś być przy przesłuchaniu. Opiekun podniósł się szybko, przewracając krzesło.- Idę – powiedział i odwrócił się do Eli. - Porozmawiamy o tym później. Teraz odpoczywaj. Wampir ruszył za Valkyonem, ale zatrzymał się w pół kroku.- Jak się czujesz? - spytał.- Jest nieźle – odpowiedziała Eli uśmiechając się lekko.- Świetnie. - Odwzajemnił uśmiech i skierował się do wyjścia. - Idę pilnować Valkyona, jeszcze go poniesie i nie zdążymy przesłuchać jeńca. Eli rozbawiły te słowa, przynosząc za sobą wspomnienie sesji RPG*, które grała z dawnymi przyjaciółmi. Nigdy nie udało im się nikogo przesłuchać, bo zawsze któryś z towarzyszy wykonał nieodpowiedni ruch, skręcając na przykład zakładnikowi kark, kopiąc go w twarz w celu skłonienia do mówienia*. Dopiero teraz spoważniała uświadamiając sobie, że teraz to nie jest gra.
***
Rano obudziła się już we własnym pokoju. Stęskniony Corko wyjątkowo zwinął się przy jej głowie nie pozostawiając wiele miejsca na poduszce. Wtuliła twarz w jego ciepłe ciałko zamierzając jeszcze pospać, ale pukanie do drzwi zmusiło ją do zmiany planów. Podniosła się niechętnie i potoczyła do źródła klamki sięgając do klamki. Na korytarzu stał Nevra, który na jej widok lekko się uśmiechnął.- Uroczo wyglądasz – powiedział żartobliwym tonem. - Śliczna ta piżamka. Dotarło do niej, że faktycznie, ubrała wcześniej piżamę, w której tu przybyła; kremowy, puchowy komplet z długimi rękawami i nogawkami, z małymi nadrukowanymi krówkami.- Wiem, arcydzieło krawiectwa – rzuciła przecierając oczy. - A cel twojej wizyty to…?- Miiko chce się z tobą widzieć. - Zabrzmiał wyjątkowo poważnie. - Planuje twoją konfrontację z więźniem.- Teraz? Tak rano? Po co? - rzucała pytaniami bardzo niechętna do wychodzenia.- Chyba nie chce marnować więcej czasu. Mruknęła pod nosem kilka nieprzyjemnych słów chwytając za klucze i opuszczając pokój.- No to prowadź. Nevra nie ruszył się z miejsca wpatrując się w nią.- Nie zamierzasz się przebrać?- A która godzina?- po szóstej.- To nie. - Podeszła do wampira i pociągnęła go za rękę. - Chodź, może jeszcze zdążę się po wszystkim zdrzemnąć. Zatrzymała się zmuszając Nevrę do tego samego.- Coś mu się stało?- Jemu nic. Po prostu nie jest zachwycony z obrotu spraw… Oględnie mówiąc.
***
Gdy weszła do sali, w której trzymali więźnia, spostrzegła jak bardzo zagniewany był jej opiekun. Sama mocno się zdziwiła, że spotkanie ze wspólnikiem Drake’a odbywa się w takim miejscu, a nie w celi. Na jej widok twarz Valkyona wyraziła zaskoczenie, a potem rozbawienie, które zmieszały się ze złością. Miiko nie wyraziła takiej tolerancji do jej ubioru.- Co ty masz na sobie? - krzyknęła głosem pełnym bulwersacji.- Nie chciałam kazać ci czekać – odpowiedziała Eli dosłownie szczerząc do niej zęby. Kitsune prychnęła tylko i skierowała się do Valkyona.- To twoja protegowana, sam się tym zajmij.- Uważam, że jej w tym do twarzy. - Zdawało jej się, że go odrobinę rozśmieszyła, co ją ucieszyło, zważając na to w jakim stanie go zastała.- Mniejsza o to. - Miiko rzuciła jej jeszcze gniewne spojrzenie i wskazała w kąt. Eli dopiero teraz zauważyła, że stał tam mężczyzna, który ją zeszłej nocy znalazł. - To jest Nano. Zgodził się z nami współpracować. Dziewczyna spoważniała i potaknęła.
- Na pewno się przyda – rzuciła, wciąż się w niego wpatrując. Opuścił głowę, ale jego oczy unosiły się ku górze. - Do czego ja tu jestem potrzebna?- Chcemy byś opisała nam jego rolę poprzedniej nocy. - Miiko zbliżyła się do niej i oparła dłoń na jej ramieniu. - Musimy obrać jakiś stosunek wobec niego i jego słów. To co powiesz może mieć duże znaczenie. Bądź co bądź byłaś tam od samego początku. Elisma podeszła do niego wypatrując w jego twarzy jakichś udziwnień. W porównaniu d Drake’a ta wyglądała bardzo normalnie; brak ostrych zębów, szerokich ust i groźnych oczu, jego miały kolor brązu, zresztą jak i włosy opadające na czoło. W przekonaniu dziewczyny wyglądał dość klasycznie. Pamiętała jego nieskuteczne próby odciągnięcia towarzysza, nie czuła od niego wtedy agresji, raczej bezradność. Wiedziała, że nie był winny zachowaniom Drakona.- On tylko mnie tam znalazł – powiedziała w końcu i dostrzegła słabą skrywaną ulgę w twarzy Nano. - Wydaje mi się, że w jakiś sposób próbował mnie nawet ostrzec zanim… tamten się zjawił… A potem go powstrzymać.- To już widzieliśmy – potwierdził Valkyon. - Ostrzegał go, że karmienie się tutaj nie jest rozsądne.- Chodzi o coś więcej – niespodziewanie odezwał się jeniec prostując się. Nie bał się, wiedział, że to co miał do powiedzenia miało znaczenie. - Kiedyś jego motywy były zrozumiałe. Teraz… Chyba sam nie wie dokąd zmierza, wykonuje tylko rozkazy. Trzeba go powstrzymać nim całkowicie się w tym zatraci.- Rozkazy? - Miiko nie kryła zaskoczenia podchodząc do nich. - Czyje rozkazy?- Gadony – wtrącił kolejno Valkyon również znajdując się bliżej. - Znowu zaczyna sprawiać problemy.- Ona ma jakiś większy plan. Nie wiem jaki, dzieliła się nim tylko z przybocznymi, ale zbliża się wielkimi krokami. - Nano spojrzał na opiekuna Eli dziwnymi, zaniepokojonymi oczami. - Bardzo często padało twoje imię.- Czyli jednak sobie nie odpuściła – mruknęła Miiko odwracając się do strażnika. - Czegokolwiek by nie planowała przy okazji będzie chciała skrzywdzić ciebie. - Przeniosła wzrok na Elismę, a zmartwienie w jej spojrzeniu stało się intensywniejsze. - Jeszcze bardziej musicie uważać.- Już o niej wie. - Ton głosu Valkyona wskazywał, że się tym gryzł. - Wczoraj trochę się przy Drakonie zdradziłem, zna mnie na tyle dobrze, że od razu się zorientował. Wszyscy intensywnie się jej przyglądali wprawiając ją w zakłopotanie. Nad ich ramionami dostrzegła zadowoloną minę Nevry, która nie pasowała do stresu unoszącego się w pomieszczeniu.- Mam wrażenie, że czegoś nie rozumiem – odezwała się w końcu Elisma zakładając ramiona na piersi. - Szczerze się pogubiłam. Co ja mam w tym wspólnego? Z czym mamy uważać i o czym wie?- Potem ci Valkyon wszystko wytłumaczy – wtrącił wampir przepychając się między strażnikami i obejmując dziewczynę ramieniem. - Teraz chyba możesz iść do siebie, a my w końcu zajmiemy się przesłuchaniem, o które prawie całą noc się kłóciliśmy. Poprowadził ją w stronę wyjścia ignorując jej ciche protesty.- Ej, chcę zostać. - Podniosła lekko głos gdy znalazła się z mężczyzną za drzwiami.- Zaufaj mi moja droga. - Nevra uśmiechnął się szeroko, wzbudzając podejrzenia co do swojej stabilności umysłowej. - Po przesłuchaniu Val do ciebie przyjdzie i ci wszystko opowie. Gdybyś została nie miałby pretekstu. Patrzyła za nim z rozdziawioną buzią, nie mogąc uwierzyć, że jej przyjaciel w takiej sytuacji bawi się w swatkę.
***
W piżamie nie chciała chodzić nigdzie indziej, poszła więc do swojego pokoju. Po drodze spotkała Ezarela, który wyraził się bardzo po swojemu na widok jej stroju:- Wielki narcyzm w tobie widzę, nie każdy odważyłby nosić ubranie z własną podobizną. Jestem pod wrażeniem.- Jak znajdę coś z burakiem to ci przyniosę. Będziemy tworzyć team. - Ucieszył się, że go spotkała, zawsze potrafił pomóc jej odreagować emocje, które się w niej kotłowały.- Musi być piękny, inaczej nie przyjmę – kontynuował elf przybierając bardzo wyniosłą minę.- Na pewno tobie dorówna. Uśmiechnął się do niej nie zatrzymując się.- Chętnie pociągnąłbym tę zajmującą konwersację, ale wzywają mnie ciekawsze rzeczy. - Gdy ją mijał chciała go klepnąć lekko w plecy, ale zatrzymała rękę w połowie, przypominając sobie sytuację, która miała miejsce dwa tygodnie po jej przybyciu. Wykonała wtedy podobny gest mocno go tym denerwując. Ezarel widząc jej reakcję z wahaniem złapał jej dłoń i położył sobie na ramieniu.- Powiedzmy, że się do ciebie przyzwyczajam – powiedział mrugając okiem i zostawił ją osłupiałą na środku korytarza.
***
Miała nadzieję, że wampir się nie mylił, przez jakiś czas siedziała jak na szpilkach, nim uświadomiła sobie, że takie przesłuchanie mogło potrwać, nawet jak nie musieli go skłaniać do zeznań. Poza tym opiekun zapewne miał wiele innych rzeczy na głowie, nie musiał wybrać się do niej od razu. Zajęła się więc sobą; rysując, grając, rozmawiając z Paczą i czytając książkę, którą na dzień jej przyjęcia do Straży podarował jej Kero. Wcześniej nie zabrała się do niej, cieszyła się więc, że teraz ma czas.
***
Przyszedł do niej późnym popołudniem, gdy miała już wychodzić. Ykhar przyszła do niej wcześniej i poprosiła o pomoc przy sprzątaniu Biblioteki. Chętnie na to przystała, bo nikt inny nie chciał jej do pracy właśnie przez poranione dłonie. Brownie powiedziała, ze przy tym zajęciu na pewno jej nie przeszkodzą, a widziała jak poprzedniego dnia chodziła od osoby do osoby prosząc o jakąś robotę, więc jak tylko pojawiło się coś nie tak wymagającego, od razu pomyślała o Eli i dziewczyna była jej za to wdzięczna.- Valkyon, wybrałeś nie najlepszy moment – powiedziała z żalem, biorąc klucze z szafki. - Ykhar prosiła mnie o ogarnięcie Biblioteki, muszę już wychodzić.- Wiem, rozmawiałem z nią. Uprzedziłem, że się spóźnisz. - Był bardzo poważny i trochę spięty, jakby zdenerwowany. Zatrzymał się przy wejściu nawet nie zamykając drzwi i wpatrywał się w nią.- Zastanawia mnie dlaczego większość naszych rozmów odbywa się w moim pokoju – zauważyła Elisma stając przed nim z założonymi rękami. - Zwykle nie kończyły się po twojej myśli.- Nie powiedziałbym, że nie po mojej myśli. - Uśmiechnął się lekko. - Może tym razem jednak chodźmy w inne miejsce, na spacer, chciałbym z tobą spokojnie porozmawiać. Eli pragnęła z nim zostać, miała niestety świadomość, że gdzieś z tyłu głowy wciąż będzie jej siedzieć ta Biblioteka, a zależało jej by mieć gotowy i spokojny umysł na to czego miała się dowiedzieć.- To bardzo dobry pomysł – przyznała opuszczając ramiona – ale naprawdę chciałabym najpierw załatwić sprawę dla Ykhar, bo będzie mnie to męczyć. Masz czas wieczorem>- Dobrze, przyjdę do ciebie o 22.- W takim razie do zobaczenia.- Tak, do zobaczenia. - Valkyon opuścił pokój, a Elisma za nim zamykając drzwi na klucz. Chciała go jeszcze jakoś milej pożegnać, ale nie mogła wydobyć z siebie głosu patrząc na jego oddalającą się sylwetkę. Chciała być bliżej niego, ale tym razem czuła bijącą od niego barierę, mimo opieki i zainteresowania jakie okazywał jej poprzedniego dnia. Wiedziała, że musi z nim o tym porozmawiać.

* Tak się kończyły wszystkie przesłuchania, których się podejmowaliśmy z moimi graczami w Warhammerze (papierowa gra RPG). Udało nam się ono tylko wtedy, gdy typek okazał się nieśmiertelny, nasz Krasnolud odciął mu głowę, a ja zamieniłam się w kruka i poleciałam z nią w bezpieczne miejsce :).Tak mi się jakoś skojarzyło i musiałam dodać ten fragmencik :)

4 komentarze:

  1. O matko !! W takim momencie przerwac?
    To będą długie tygodnie, mam nadzieję, że wstawisz szybko rozdział bo ta rozmowa bedzie mi caly czas siedziec w głowie :)
    Opowiadanie BOMBA !! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie ujęłaś taki czas w tylu.. słowach...

    OdpowiedzUsuń
  3. No jak można tak kończyć? :) Chcę więcej!

    OdpowiedzUsuń