niedziela, 3 września 2017

Eldarya ,,Not Everyone is a Soldier" Rozdział 15 [Prawda]

        Spędziła w bibliotece ponad sześć godzin na przekładaniu woluminów, ścieraniu kurzy, zmiataniu podłogi i przesuwaniu co lżejszych mebli. Dłonie dokuczały jej tylko trochę, co na pewno rekompensowała praca z Kero i Ykhar, która nie mogła się równać z żadną inną. Oboje byli bardzo rozmowni i weseli, wspólnie umijali sobie czas, wciągając do tego przy okazji Eli. Coś się jednak popsuło gdy brownie zainteresowała się medalionem, który wysunął się dziewczynie spod bluzki, zapytała z podejrzliwym spojrzeniem czy dostała go od Nevry, na co ta skwapliwie zaprzeczyła. 
- Zastanawiałam się czy nie łapiesz się kolejnego z naszych strażników - rzuciła Ykhar z lekką niechęcią. - Większość z nas preferuje monogamię. Mam nadzieję, że rozumiesz.
Eli przytaknęła zastanawiając się skąd ta zmiana nastroju i kąśliwość ze strony dziewczyny. Sytuacja szybko wróciła do pozornie poprzedniego stanu, ale zachowanie króliczycy wciąż nie dawało jej spokoju. Jeszcze mocniej zatęskniła za Vino. Miała wrażenie, że tylko z nią mogłaby porozmawiać o tym co się dzieje w jej głowie.


***
Niewiele czasu zostało jej do spotkanie z Valkyonem, wzięła więc szybki prysznic we wspólnych natryskach i owinąwszy się ręcznikiem poleciała do siebie. Ledwo zdążyła ubrać jedną ze swoich nielicznych sukienek gdy usłyszała pukanie do drzwi. Pogłaskała jeszcze na pożegnanie wpatrującą się w nią Paczę i otworzyła je czując tremę jakby była przed prawdziwą randką.
Strażnik nie miał na sobie swojego zwyczajowego stroju. Nosił teraz luźną bluzę, trochę klasyczną jak na Eldaryę, a także przepasane spodnie, trochę bardziej zdobne, z wiszącym sznurem przy lewej nogawce. Dziewczyna uznała, że wyglądał w tym bardzo przystojnie.
- Masz mokre włosy - rzucił w ramach powitania. - Przeziębisz się.
- Nic mi nie będzie, zawsze szybko mi wysychają - odpowiedziała przepychając się obok niego i zamykając drzwi. - Chodźmy na zewnątrz, będzie nam się lepiej rozmawiało.
Ruszył za nią ciężkim krokiem bez słowa. Droga na zewnątrz minęła im w milczeniu. Sama bardzo chciała jakoś poruszyć to co ją męczyło, jednak wiedziała, że musi mu pozwolić na rozpoczęcie rozmowy. Starała się skupić na otaczającej ją ciemności, przypatrując się rysującym w niej kształtom.
Gdy znaleźli się przy altanie Valkyon w końcu się odezwał:
- Jesteś wyjątkowo milcząca. Normalnie już zasypywałabyś mnie pytaniami.
Uśmiechnęła się na tą uwagę, zdając sobie nagle sprawę, że łatwiej by mu było odpowiadać na pytania niż próbować mówić o wszystkim.
- Nie chciałam cię poganiać - mruknęła spoglądając na niego wciąż się uśmiechając. - Wolałam byś sobie sam poukładał co chcesz mi powiedzieć, a co wolałbyś ukryć.
Przystanął wśród drzew, do których dotarli i przypatrzył się jej uważnie, opierając się jednocześnie o jedno z nich.
- Gdyby pytanie wydało mi się nieodpowiednie nie odpowiedziałbym na nie. Poza tym nie spotkaliśmy się po to by pozostawiać jakieś niedomówienia.
Tymi słowami ją zaskoczył. Musiało to rysować się na jej twarzy, bo kąciki jego ust uniosły się lekko.
- Po tym co wydarzyło się między nami masz chyba prawo wiedzieć dlaczego cię odrzuciłem.
- Och. - Miała świadomość, że mógł sobie nie zdawać jak bardzo zaboli ją ta bezpośredniość, ale i tak mina jej zrzedła. - Zabolało gdy powiedziałeś to głośno.
- Nie chciałem, by tak to zabrzmiało. - Wydawał się lekko zmieszany, a jego pewna postawa zniknęła, przestał nawet opierać się o drzewo. - Nie jestem dobrym mówcą.
- Zapomnijmy o tym. - Machnęła ręką wciąż nie mogąc ukryć wyrazu przykrości rysującej się na jej twarzy. - Opowiedz mi lepiej coś o tej Gadonie. Co miała na myśli Miiko mówiąc, że jeszcze bardziej musimy uważać? Co ja mogę mieć z tą Gadoną wspólnego?
- Upodobałyście sobie tego samego mężczyznę. - Jego słowa zabrzmiały tak rzeczowo, że nie można go było posądzić o nieskromność.
- Zaraz, zaraz - Eli wyciągnęła rękę przypominając sobie wcześniej poznany fakt nie pasujący do logiki jego wypowiedzi. - Przecież była twoją opiekunką. Jak mogła sobie ciebie upodobać? Zastępowała ci przecież matkę.
- Gdy się dowiedziałem byłem pewnie jeszcze bardziej zaskoczony niż ty. Potem złożyło się jeszcze kilka rzeczy, przez które musiałem odejść.
- Jak się dowiedziałeś?
Wydawał się zakłopotany gdy usłyszał to pytanie, Eli mimo ciemności dostrzegła, że nawet lekko się zaczerwienił. Nim odpowiedział wziął głęboki oddech:
- Zaskoczyła mnie w mojej sypialni w dość... jednoznacznym ubiorze i z oczywistymi intencjami. Powiedziała, że podoba jej się to na kogo wyrosłem. - Wykrzywił twarz w nieprzyjemnym grymasie. - Uznała, że nadaje się do tego by spłodzić z nią dziecko i je wspólnie wychowywać. Z matki chciała stać się moją kochanką. - Oparł się ponownie o drzewo i założył ręce na piersi. Widziała, że to co mówił wiele go kosztowało, dała mu więc czas na odetchnięcie. Dotknęła tylko pocieszająco jego ramienia, ale zdawał się tego nie zauważać.
- Odkąd jej odmówiłem przestała mi ufać, ale dzięki temu zacząłem zadawać pytania. I dowiedziałem się . - Jakby bezwiednie chwycił jej dłoń i ścisnął lekko. Wpatrywał się gdzieś w przestrzeń - W tamtym momencie klapki spadły mi z oczu. Dostrzegłem bezwzględną i złą kobietę, jaką się stała. Zaczęły do mnie docierać jej plany ekspansji. Jedyne czego chciała to władzy. Nie mogłem jej zmienić, ale nie mogłem też z nią walczyć. Dlatego odszedłem. - Tym razem spojrzał na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Na odchodnym wykrzyczała mi, że poczeka cierpliwie na najlepszy moment i zrani mnie tak jak ja zraniłem ją, odbierze mi każdą kobietę jaką pokocham.
- Jak mogłaby...?
- Ona ma swoje sposoby. Nie raz widziałem jak bardzo potrafi być... skuteczna gdy coś sobie postanowi. - Puścił jej dłoń i westchnął cicho opuszczając głowę. - Nigdy tak bardzo nie żałowałem jej słów jak wtedy gdy poznaliśmy się... bliżej.
Teraz to ona się zaczerwieniła, mimo powagi sytuacji pochlebiało jej, że Valkyon tak o niej myślał.
Objęła się ramionami starając się dodać sobie odrobinę otuchy. Czuła się lekko przytłoczona tymi wszystkimi informacjami, równocześnie bardzo chciała podejść do swojego opiekuna, przytulić go, okazać bliskość... A może nawet coś więcej.
Nie, nie mogła teraz o tym myśleć, musiała się skupić na Gadonie i roli jaką miała niedługo odegrać w życiu Eldaryi i Valkyona. Było tylko jeszcze jedno co nie dałoby jej spokoju gdyby o to nie zapytała:
- To skoro Gadona już wie, że... nie jestem ci obojętna... to co teraz?
Valkyon zdawał się nie spodziewać tego pytania. Patrzył na nią ze zmarszczonymi brwiami długo nic nie mówiąc. Chciała się już wycofać, ale jego twarz złagodniała, pojawił się na niej nawet lekki uśmiech.
- Muszę cię chronić, nie możesz odpowiadać za to co wydarzyło się w przeszłości.
Eli westchnęła zawiedziona jego odpowiedzią, która niewiele jej pomogła. Wbiła wzrok w ziemię starając się ukryć wyraz swojej twarzy.
- Bardzo dyplomatyczna odpowiedź - mruknęła niemrawo, rysując stopą kółka w trawie. Nie chciała z niego wyciągać więcej, bo obawiała się, że usłyszy coś czego usłyszeć by nie chciała.
Valkyon się poruszył. Dotknął jej brody i uniósł jej twarz tak by spojrzała mu w oczy. Zaskoczona była jego bliskością co zaparło jej dech w piersi. Kusiło ją by stanąć na palcach i sięgnąć jego ust, zdawała sobie jednak sprawę, że i tak jest za wysoki.
Po raz kolejny zmarszczył brwi i przybrał bardzo poważny wyraz. Widziała, że walczy ze sobą nie wiedząc do końca co zrobić. Zacisnął zęby marszcząc nos, czuła bijące od niego napięcie. Eli trudno było się kontrolować, jednak nie chciała wzbudzać niepotrzebnych emocji, obiecała to sobie.
Po chwili opiekun odetchnął zamykając na chwilę powieki, by zaraz ponownie je otworzyć.
- Ciężko... - zaczął lekko zachrypniętym głosem uważnie dobierając słowa - ciężko mi przyznać, że... boję się o ciebie... tego co może ci zrobić... i to będzie moja wina. Nie chcę trzymać się z dala od ciebie, ale im jestem bliżej tym większe niebezpieczeństwo ci stwarzam.
Patrzyła w jego złote oczy nie mogąc nic z siebie wykrztusić. Sprawiały one, że miała zupełny mętlik w głowie, a słowa, które wypowiedział nie pomagały tego poukładać. Nie wiedziała czym zasłużyła sobie na taką troskę i opiekuńczość, wiedziała natomiast, że Valkyon sobie tego nie odpuści, co przynosiło pewnego rodzaju otuchę. Niestety miała świadomość, że ta noc nie skończy snem u boku mężczyzny, którego tak pragnęła. Męczyła się natłokiem uczuć i emocji, które za jego sprawą się w niej kłębiły. Miała świadomość, że pewnie nigdy nie będzie jej, ale nie chciała i nie umiała sobie powiedzieć dość. Sama siebie katowała czymś co nie miało racji istnienia, nie myślała o zagrożeniu, chciała tylko jego.
Podniosła rękę i dłonią musnęła jego policzek. Zmrużył oczy pozwalając jej na tą delikatną pieszczotę. Miała nadzieję, że usłyszy dzisiaj coś innego, że powie jej, że Gadona już się nie liczy, że skoro wie to już nie muszą nic ukrywać. Zganiła siebie za tak naiwne myśli, mogła się spodziewać takiej decyzji po swoim opiekunie, który poza dużą dozą roztropności i rozsądku posiadał również wielkie poczucie odpowiedzialności. Nigdy nie naraziłby jej umyślnie na niebezpieczeństwo. Ani jej ani nikogo innego. Właśnie za to go pokochała.
Pokochała... Tego właśnie najbardziej się obawiała, ale to tłumaczyło wszystko. Wiele była w stanie poświęcić byleby tylko zgodził się z nią związać, by porzucił tą swoją ostrożność. Kiedyś porównałaby siebie do zabiedzonego psa łaknącego uwagi swego pana, teraz nie wyraziłaby się z taką pogardą.
Łzy napłynęły jej do oczu. Tak bardzo chciała móc się ponieść, potrzebowała tego jak powietrza, ale nie mogła i to łamało jej serce. Pozwoliła kroplom powolnie spłynąć po policzkach, zostawiając przy tym mokre smugi. Gdy Valkyon je zobaczył jego twarz wykrzywił grymas bólu. Złapał ją za kark i przyciągnął do siebie opierając jej głowę o swoją klatkę piersiową. Drugą ręką objął lekko jej ramiona, delikatnie, jakby miał do czynienia z kruchym naczyniem. Zatrzymywała w sobie łkanie, nie mogła płakać teraz, nie mogła jeszcze bardziej zranić ukochanego. Miała przeczucie, że czuł się winny temu wszystkiemu, musiała zatrzymać w sobie swoje cierpienie by nie pogłębiać jego.
- Przepraszam, że cię skrzywdziłem. - Usłyszała, ale nie miała siły odpowiedzieć. Szukała czegoś co mogła zrobić, by go jakoś pocieszyć, zapewnić, że wszystko jest w porządku, ale nie mogła. Jak nigdy wcześniej chciała by wiedział...
Stała tak nie wiadomo jak długo, dla niej i tak za krótko, ale w końcu westchnęła i zrobiła krok do tyłu ze spuszczoną głową. Najchętniej odeszłaby bez słowa, bo każde, które przychodziło jej na myśl pogłębiało tylko wyraz jej cierpienia. Nie zostawiłaby go tak jednak bez wyrzutów sumienia, starała się więc wziąć kilka głębszych wdechów, by ochłonąć, z miernym skutkiem. Valkyon podniósł rękę by jej dotknąć, ale Eli tylko pokręciła głową. Nie zniosłaby tego, musiał jak najszybciej stąd zniknąć.
- Dobranoc Opiekunie - pożegnała się przybierając obojętny ton głosu i odwracając się od niego. Ruszyła w stronę Kwatery, ale gdy usłyszała swoje imię z jego ust zatrzymała się.
- Obiecuję, że zrobię wszystko, byś nie musiała dłużej cierpieć - powiedział pewnie poważnym tonem, nie ruszając się jednak z miejsca. - Masz na to moje słowo.
Wyprostowała się i spojrzała na gwiazdy ledwo skrzące się na niebie. Tak bardzo chciała mu wierzyć.
- Trzymam cię za słowo - mruknęła cicho, ale na tyle głośno by usłyszał. Liczyła każdy krok, który zbliżał ją do pokoju, wiedząc, że Valkyon snuje się za nią niczym nieporadny cień.
_______________________________________________________
Wiem, że trochę krótki, ale mam nadzieję, że nadrabia w treści :).

\^.^/Wszelkie uwagi mile widziane ;).

2 komentarze:

  1. Krótki, ale treściwy i ciekawy. To lubię w Twoich opowiadaniach.

    OdpowiedzUsuń