wtorek, 17 października 2017

Eldarya ,,Not Everyone is a Soldier" Rozdział 16 [Coraz gorzej]

     Kilka dni później dłonie Eli całkowicie się zagoiły pozostawiając małe podłużne blizny. Tylko mała dziurka w palcu pozostała bez zmian, ale nikogo nie martwiła, więc i ona postanowiła nie zawracać sobie tym głowy, zwłaszcza że jej myśli kręciły się aktualnie wokół innej sprawy.

        Wielu strażników zajmowało się przygotowaniami na ewentualny, w niedalekiej przyszłości spodziewany, ruch Gadony. Nikt nie chciał się z Eli dzielić ważniejszymi informacjami przez co wiedziała tylko, że szpiedzy donieśli iż kobieta ulotniła się gdzieś ze swoimi ważniejszymi ludźmi, pozostawiając opiekę nad tronem jakiemuś ,,pionkowi". Valkyona od ostatniej rozmowy widziała tylko raz, gdy rozmawiał z Miiko i niechcący podsłuchała jak mówił jej, że takie zachowanie jest do Gadony niepodobne. Za bardzo zależało jej na władzy, by tak ją zostawić bez czujnej opieki, podejrzewał więc, że niedługo ich nawiedzi. Dziewczyna nie wiedziała jak zareagować na tą wiadomość. Miała świadomość, że prędzej czy później to będzie musiało się stać, zważając na jej chęć przejęcia rządów, jednak obawiała się tego, do czego mogła okazać się zdolna.
      Kitsune przydzielała jej zadania, które zdaniem Eli miały ją odciągnąć od tego całego zamieszania. Od rana do nocy spędzała czas w Schronisku Eel, a to ucząc dzieci gry na gitarze bądź rysowania, a to pomagając przy tych, które utraciły swoich rodziców w wyniku Wielkiego Wybuchu. Nie przepadała za dziećmi, jednak ta praca wydała jej się bardzo wdzięczna, zwłaszcza gdy widziała uśmiechy na ich tak rzadko radujących się twarzach. Żałowała tylko, że przez to nie miała czasu na wyśledzenie postępów misji dotyczącej Gadony. Chciała też ,,przypadkowo" trafić na Valkyona, ale miała na to niewielkie szanse przez swoje całodzienne nieobecności w Kwaterze. Zastanawiała się nawet czy go nie odwiedzić, ale stwierdziła, że sam pewnie niewiele miał jej do powiedzenia. Ostatnie spotkanie wciąż siedziało jej w głowie. Wcześniej idąc tam wiele oczekiwała, w tej kwestii nie powinna narzekać, bo właściwie wiele się wydarzyło, szkoda, że nie po jej myśli. Przynajmniej obiecał, że zrobi wszystko by więcej nie cierpiała. Nie przypuszczała jeszcze z czym miałoby to się wiązać, ale wiedziała, że dowódca nie rzucał słów na wiatr. Zastanawiała się tylko jak zamierzał tej obietnicy dotrzymać.
        Dzisiaj skończyła wyjątkowo późno deklarując, że może przygotować śniadanie na jutro dla wychowanków, by inni opiekunowie mogli już wrócić do domów. Na noc ośrodek zostawiano pod opieką starszych chowańców, które miały silnie rozwinięty instynkt opiekuńczy.
      Dzieci było dużo, dodatkowo część miała problem z zaśnięciem, toteż ogarnięcie wszystkiego zajęło więcej czasu niż się spodziewała. Gdy wróciła do Kwatery nikt już się nie kręcił, co Eli przyjęła z lekkim zawodem, nie miała bowiem kogo wypytać o postępy.
        Zostawiła swoje rzeczy w pokoju i ruszyła szybkim krokiem do wspólnej łaźni. W planach miała wzięcie gorącej kąpieli z pianą w wielkiej wannie, która znajdowała się w pomieszczeniu obok pryszniców. Zwykle zajmował ją ktoś inny za każdym razem gdy Eli chciała z niej skorzystać, ale o tej porze dziewczyna miała pewność, że będzie wolna.
        Nie myliła się. Z radością przyjęła ten fakt. Pozapalała wszystkie lampiony, napuściła wody z żelem i wsypała soli. Ze względu na ilość użytych specyfików zrobiło się bardzo dużo piany, ale o to jej chodziło. Zawiesiła jeszcze tabliczkę informującą, że ktoś już korzysta z łaźni i rozebrała się powolnie. Któryś dzień z rzędu pracowała po kilkanaście godzin przy tych ruchliwych istotach, mięśnie miała więc już obolałe.
        Woda prawie ją parzyła, ale przynosiła ukojenie, którego Elisma dawno nie zaznała. Zamoczyła włosy i zamknęła oczy pogrążając się w rozmyślaniach. Uświadomiła sobie, że jej życie w poprzednim świecie odeszło właściwie w zapomnienie. Wciąż niewiele wiedziała o tym jak się tu pojawiła, ale we ferworze tych wszystkich wydarzeń staciło to na znaczeniu. Gdyby miała wybierać chyba wolałaby pozostać w Eldaryi. Mimo decyzji, które zostały jakby podjęte za nią, czuła się tu bardziej wolna niż gdziekolwiek indziej. Budziło się w niej też poczucie misji, czego nigdy wcześniej nie doświadczyła. I zakochała się. Miała to do tego pewność i chociaż stało to w pewnym zaułku wciąż nie traciła nadziei. Uważała też, że nawet jeżeli Valkyon miałby nigdy nie stać się jej to chciała być blisko.
        Z zamyślań wyrwał ją męski głos:

        - Bardzo ładny widok. Nie wiem jak Valkyon jest w stanie z niego zrezygnować na zwykłe słowa tej Gadony.
        Elisma obruszyła się otwierając szeroko oczy i zakładając ręce na piersi, nie dopuszczając jednocześnie by piana odsłoniła ją jeszcze bardziej.
        Nano wszedł w krąg światła rzucany przez jeden z lampionów. Dziewczyna dostrzegła, że uśmiechał się półgębkiem, nie spuszczając z niej wzroku.
        - Nie powinno cię tu być – rzuciła przeklinając w duchu, że położyła ręcznik na ławce, która stała przy jednej ze ścian.
        - Skorzystałem z okazji, że Nevra pozwolił mi się umyć. Pewnie nie spodziewał się, że mogę tu kogoś zastać. Bardzo fortunny przypadek.
        - Kiedy tu wszedłeś?
        - Niestety niedawno, nie miałem przyjemności zobaczyć jak się rozbierasz, ale mam nadzieję, że nie ominie mnie nic więcej.
        - Skoro chciałeś bawić się w podglądacza mogłeś się nie demaskować – powiedziała lekko zjadliwym tonem, starając się nie ruszać by nie mącić wody. Piany zostało stanowczo za mało by okryć ją całą.
        - Gdybyś otworzyła oczy i tak byś mnie zauważyła.
        - To dlaczego nie wyszedłeś tak bym o tobie nie wiedziała? Nie boisz się, że komuś o tym powiem?
        - Rozmawiając z tobą gdy jesteś naga czerpię pewnego rodzaju satysfakcję. Nawet jeśli komuś o tym powiesz nie zrobi mi to większej różnicy... I tak nie jestem wolny.
Ostatnie słowa zastanowiły Eli, nie miała jednak czasu nad nimi pomyśleć, bo drzwi otworzyły się z hukiem i do łaźni wpadł Nevra wraz z Ezarelem i Valkyonem, cała trójka osłonięta tylko ręcznikami w pasie. Jej opiekun ruszył na Nano, przygwożdżając go do ściany.
        - Wybacz, że tak wparowaliśmy, ale usłyszeliśmy wasze głosy i stanowczo uznaliśmy, że jednego nie powinno tutaj być – rzucił wampir wyraźnie zirytowany. To właśnie on miał pilnować Nano, musiał więc być mocno sobą zawiedziony, że spuścił go z oczu.
        - Nie zrobił ci krzywdy? - zapytał Ezarel podchodząc bliżej na co dziewczyna odruchowo lekko się skuliła. Elf zatrzymał się i odwrócił głowę, dostrzegalnie starając się ukryć zażenowanie. - Mam nadzieję, że się do ciebie nie zbliżał.
        - Mam się dobrze. - Elisma była na tyle skonsternowana całą sytuacją, że nie czuła wstydu, raczej lekkie rozbawienie. - Chciał sobie popatrzeć.
        - Te widoki nie są dla ciebie – syknął Valkyon przyciskając mężczyznę jeszcze bardziej do ściany.
        - Wiem, wiem, jest twoja, przepraszam. - Słowa Nano brzmiały niewyraźnie, lecz na tyle zrozumiale, że dotarły nawet do Eli. - Tak dawno nie miałem do czynienia z kobietą. Nie wiedziałem, że to będzie ona.
        - Wybacz Elisma, to moja wina, że tutaj przyszedł, pośrednio zezwoliłem na to. - Nevra wydawał się szczerze skruszony, bez skrępowania wpatrywał się w nią swoim szarym okiem. - Możesz wymyślić dla niego karę, wykonamy cokolwiek postanowisz.
        Zauważyła, że wampir przyglądał się jej w taki sposób, jakby nie dostrzegał w niej nic godnego uwagi, co ubodło trochę jej ego. Zawstydziła się tą myślą, więc spuściła wzrok.
        - Na pewno możemy kontynuować tą rozmowę w bardziej... sprzyjających warunkach – mruknęła spoglądając kątem oka na Valkyona, który, ku jej niezadowoleniu, nie zaszczycił jej swoją uwagą.
        - Oczywiście, porozmawiamy rano. - Nevra uśmiechnął się lekko, ale wciąż starał się zachowywać powagę. - Tę noc Nano spędzi w celi w podziemiach.
        - Przytaknęła tylko odwzajemniając uśmiech. Gdy Valkyon chciał wyjść z więźniem zatrzymała go wypowiadając jego imię.
        - Dawno nie rozmawialiśmy i pewnie jeszcze długo możemy nie mieć ku temu lepszej okazji, chciałabym więc byś chwilę został.
        Kąciki ust pozostałych dwóch strażników uniosły się lekko, ale nic nie powiedzieli. Nevra zabrał Nano i opuścili pomieszczenie.
        Opiekun stanął w dużej odległości od wanny, nie spuszczając wzroku z punktu znajdującego się gdzieś nad nią. Uraziło to dziewczynę bardziej niż mogłaby przypuszczać.
        - Nie spojrzysz na mnie?- zapytała, lekko przekręcając głowę.
        - Dla twojego bezpieczeństwa lepiej nie. - Głos miał bardzo obojętny.
        - Jak to? Co chcesz przez to powiedzieć?
        - Sama myśl, że jesteś naga i tak blisko sprawia, że ledwo się kontroluję.
        Bezpośredniość Opiekuna kolejny raz ją zaskoczyła. Zrobiło jej się gorąco, mimo wody, która zaczęła już stygnąć.
        - Jeżeli podasz mi ręcznik to chociaż się nim owinę.
        Rozejrzał się po łaźni starannie omijając ją wzrokiem. Podszedł do ławy, zgarnął materiał i nieporadnie rzucił go w kierunku dziewczyny. Odwrócił się plecami i założył ręce na piersi, czekając aż będzie gotowa. Wyszła i gdy osłoniła się już, podeszła cichym krokiem do Valkyona. Wiedziała, ze nie odwróci się póki Eli mu nie powie, że już może, nie mogła więc nie skorzystać z tej okazji. Stanęła za nim i przeciągnęła palcami po jego plecach. Miał gładką śniadą skórę, tylko blizny rysowały się na niej bladymi liniami.
        - Co robisz? - Usłyszała lekko poirytowany głos strażnika, ale postanowiła się nim nie przejmować. Przypomniała sobie jak tamtej pamiętnej nocy bez najmniejszych oporów i zakazów dotykała go gdzie tylko zapragnęła. Widziała teraz jak jego mięśnie się napięły, sam też opuścił ramiona wzdłuż ciała. Zastanawiała się czy myślał o tym samym. Przylegając prawie nagim ciałem wtuliła się w niego.
        - Nie możemy... - zaczął, ale postanowiła mu przerwać.
        - Pozwól mi jeszcze chwilę tak zostać – poprosiła. Wiedziała, że oboje chcą tego samego, ale jemu daleko było do utraty kontroli. Otrząsnęła się trochę i postanowiła nie prowokować losu, jednak nie chciała się jeszcze od niego oddalać.
        Nic nie odpowiedział, ale położył dłoń na jej dłoni. Ciepło, które rozlało się po jej ciele na ten gest wywołało niepohamowane westchnienie. Mimo bliskości czułą, że jest za daleko, pragnęła być jeszcze bliżej, ale nie mogła. Postanowiła się cieszyć, że pozwolił jej na chociaż tyle.
        Nie poganiał jej, lecz mimo to postanowiła się odsunąć.
        - Możesz się już odwrócić – powiedziała, gdy osiągnęła bezpieczną odległość. Usłuchał jej, ale tym razem powolnie przeciągnął po niej wzrokiem.
        - Ten ręcznik niewiele pomógł – przyznał uśmiechając się delikatnie. Odwzajemniła uśmiech, czując dziwną lekkość w reakcji na jego słowa.
        - Ubrania zostawiłam niestety w pokoju, nie spodziewałam się już nikogo spotkać. - Spoważniała nagle przypominając sobie po co go właściwie zatrzymała. - Pewnie niewiele możesz mi powiedzieć w sprawie Gadony, co?
        Spochmurniał słysząc pytanie i pokręcił głową.
        - Nie mam żadnych dobrych wieści, tych złych lepiej nie rozgłaszać. - Wydał jej się nagle zmęczony. Opuścił głowę przeczesując włosy palcami. - Czuję się jakbym był w sytuacji bez wyjścia. Chyba będę musiał jej poszukać sam, osobiście. Jeżeli zorientuje się, że to ja może wyjdzie mi naprzeciw.
        - Nie możesz... Wiele ryzykujesz.
        - Zbyt wiele – przyznał sugestywnie podnosząc na nią wzrok. - Może wykorzystać sytuację i dorwać się do ciebie pod moją nieobecność. - Zmarszczył brwi i lekko się skrzywił. - Na razie nie mogę ci więcej powiedzieć. Wiedza może być niebezpieczna.
        Zwróciła uwagę, jak bardzo musiał martwić się o nią, ale ostatnie zdanie ruszyło w niej wcześniej wyciszoną strunę.
        - Wiedzą chyba wszyscy poza mną, to zaczyna być frustrujące – mruknęła zakładając ramiona na piersi. - To już kolejny raz gdy nikt nie chce mi nic powiedzieć. - Wiedziała, że zachowuje się jak obrażone dziecko, ale nie wiedziała jak to inaczej wyrazić.
        - Wszystko dla twojego...
        - Dobra? - przerwała mu prostując się. - Wciąż niewiele wiem o tym świecie i wydarzeniach, bo wszystko w ramach mojego dobra. - Przy ostatnim słowie wykonała sugestywny gest, czując narastającą irytację. - Staram się być wyrozumiała, ale to dotyczy mnie, sami daliście mi to do zrozumienia. Mam żałować, że zakochałam się w nieodpowiednim dla mnie człowieku? O tym dlaczego i jak się tu pojawiłam też mi nie powiedzieliście, a przecież miałam się dowiedzieć ,,w swoim czasie".
        - Ciężko przyznać się do błędu – rzucił zbyt pochopnie, zaraz orientując się co wcześniej powiedziała. - Zaraz... Zakochałaś?
        Dziewczyna nie słyszała jego pytania, zszokowana tym jak łatwo mu przyszło pojawienie się jej w tym świecie nazwać błędem. Oczywiście nie wiedziała co oni mieli z tym wszystkim wspólnego, nie mniej gniew z jakim to wypowiedział dawał do myślenia. Stał teraz przed nią ze zmarszczonymi brwiami, wpatrując się w nią czujnie. No tak, nie to, że chyba właśnie powiedział coś czego nie powinien to jeszcze usłyszał, że jestem w nim zakochana, pomyślała. To na pewno nie było to, o czym chciał się przekonać, zważając na to, że zależało mu, by powstał między nimi dystans.
        Westchnęła opuszczając głowę i kierując się w stronę drzwi. Przyspieszyła kroku słysząc, że wypowiada jej imię i wybiegła z pomieszczenia, marząc jedynie o tym, by znaleźć się jak najszybciej w swoim pokoju.

1 komentarz:

  1. Cześć, piszę z Konstruktywnej Krytyki Blogów. Po mojej długiej przerwie z dala od oceniania chcę ocenić opowiadania z mojej kolejki, które nadal są zainteresowane, a następnie prawdopodobnie zrezygnować z dalszej działalności. Dlatego prosze o informację na http://konstruktywna-krytyka-blogow.blogspot.com/p/zgoszenia.html czy wciąz jesteś zainteresowana oceną bloga do 21.11 włącznie. brak informacji potraktuję tak samo jak odpowiedź negatywną.

    jesli jesteś zainteresowana oceną, napisz mi proszę, które opowiadanie mam ocenić.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń