środa, 10 stycznia 2018

Eldarya ,,Not Everyone is a Soldier" Rozdział 18 [Oblicza]

        Stał naprzeciw niej, wpatrując się w nią uważnie. Sytuacja zdawała się mocno napięta, a mimo to Gadona uśmiechała się, mrużąc oczy do swojego niedoszłego kochanka.
        - Zażądałam spotkania z tobą w bardziej... ustronnym miejscu - rzuciła figlarnym głosem, zakładając ramiona na piersi. - Chciałam porozmawiać z tobą na osobności.
        - Cel twojej nieproszonej wizyty jest istotny dla nasz wszystkich - powiedział Valkyon tonem zdradzającym rozdrażnienie. Znajdowali się niedaleko Głównej Bramy, oddaliwszy się nieznacznie od oddziału Gadony i zebranych strażników Eldaryi. Mężczyzna również wolał spotkać się z kobietą sam na sam, ale Miiko i Nevra, którzy wraz z nim opuścili teren Kwatery, stanowczo zaprotestowali. Z jednej strony cieszył się przez wzgląd na okazaną mu lojalność i wparcie, z drugiej jednak wiedział, że wiele ryzykowali, zapewne nie zdając sobie z tego sprawy.
        - Nie musisz się martwić, nie mam zamiaru z wami walczyć... póki co - dodała kobieta, uśmiechając się jeszcze szerzej i kładąc palec wskazujący na swoim policzku, przechylając jednocześnie lekko głowę - wolę gdy przeciwnicy stanowią jakieś wyzwanie. Inaczej podbój jest tylko formalnością, to bardzo nudne.
        Valkyon aż za dobrze zdawał sobie sprawę, że wciąż nie podnieśli się po wybuchu Kryształu i gdyby Gadona zmobilizowała wszystkie swoje siły starłaby ich z powierzchni ziemi. Mimo że pojawiła się tylko z kilkunastoma ludźmi wciąż nie był pewien jej intencji.
        - W takim razie co tu robił Drakon, skoro nie masz w stosunku do nas zbrojnych zamiarów? - mruknął obserwując jednocześnie dawnego przyjaciela, który próbował trzymać się w cieniu. Również na niego patrzył, szczerząc drapieżnie swoje ostre zęby.
        - Jestem przekonana, że wy również macie swoich szpiegów, trzeba przecież wiedzieć co w trawie piszczy. - Kobieta wyprostowała się, ponownie mrużąc oczy. - Niestety nasz Drake jest trochę nieokrzesany, jak sam zapewne dobrze pamiętasz. - Wpatrywała się w niego wymownie swoimi czarnymi oczami. Włosy utrzymane w tym samym kolorze zgarnęła na lewe ramię i podeszła bliżej, sunąc powolnie nogami. Była bardzo świadoma swojego uroku, który w dużej mierze zawdzięczała eliksirom odmładzającym. - Tak bardzo tęsknię za czasami kiedy mogłam cię mieć przy sobie. - Słyszał i widział, że chciała wydawać się uwodzicielska, nie potrafiła jednak ukryć, że cała sytuacja trochę ją bawiła. - Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że zapomniałeś jak blisko... mogliśmy być.
        - Jestem przekonany, że nie przyszłaś tu tylko po to by o tym rozmawiać. - Bliskość czarownicy wywoływała w nim niechęć, starał się jednak tego nie okazywać, wiedział bowiem, że to nie wpłynęłoby pozytywnie na przebieg rozmowy.
        - A dlaczego nie? W zwyczajny sposób trudno się z tobą skontaktować.
        - Nie niepokoiłabyś nas z tak błahego powodu.
        Skrzywiła się lekko na jego słowa, ale zaraz przywołała na twarz lubieżny uśmiech.
        - Sądzisz, że nie byłabym w stanie zmiażdżyć tej waszej kwaterki dla kogoś takiego jak ty? W twoich oczach muszę być bardzo racjonalna. Mój drogi - zbliżyła się jeszcze bardziej, zakładając dłonie na biodrach - jesteś dla mnie wart dużo więcej.
        Odsunął się nieznacznie, kątem oka dostrzegając, że Draken gdzieś zniknął. Spiął się i dał dyskretnie znak Nevrze. Ten ruszył, nie zwracając na siebie niczyjej uwagi. Gadona zdawała się niczego nie zauważać.
        - To byłoby absurdalne. Wyjaśnij nam swoje intencje, albo daj nam spokój.
        - Oj kochanie, jaki ty jesteś nieprzyjemny. - Kobieta zrobiła naburmuszoną minę i opuściła ramiona wzdłuż ciała. - No dobrze, w takim razie wyrażę się jasno, by nie zabierać wam więcej czasu: chcę oczywiście ciebie z powrotem, a także kawałek tego Kryształu, którego tak skrupulatnie przed wszystkimi chowacie.
        - Jak to?! - wtrąciła się Miiko głośno, podchodząc bliżej nerwowym krokiem. - Przecież wszyscy wiedzą, że nie można go dzielić.
        - Nic mnie to nie obchodzi, chcę go mieć dla siebie, macie mnie posłuchać. Inaczej zniszczę waszą Kwaterę, nie oszczędzając okolicy. - Spojrzała nonszalancko na swoje paznokcie, okazując znudzenie. - Jeżeli nie chcecie się nim podzielić możecie mi go oddać w całości.
        - Nigdy! - krzyknęła lisica, zapalając ogień w dłoni.
        - Radzę ci tak nie szczekać piesku i dobrze to sobie przemyśleć. W porównaniu do mojej armii jesteście niczym, na pewno nie chcecie podejmować takiego ryzyka. O tą całą równowagę się nie martwcie, będę korzystać z niewielkiej części maany zawartej w tym Krysztale, więc niewielu z was zginie. No przynajmniej na pewno mniej niż w trakcie naszego ataku.
***
        Chciała posłuchać Valkyona, naprawdę miała w planach czekać cierpliwie na jakiekolwiek wieści i się nie wychylać. Nie wytrzymała jednak długo; targały nią złe przeczucia oraz wrażenie, że nie mogła siedzieć bezczynnie w pokoju.
        W korytarzu i Sali Głównej nie uświadczyła żywej duszy. Przemknęła w stronę drzwi wyjściowych, które na całe szczęście okazały się otwarte. Najwyraźniej nie spodziewali się, że którykolwiek z młodszych strażników byłby na tyle bezmyślny by narażać się na gniew dowódców, a także niebezpieczeństwo utraty życia.
        Wszyscy mieszkańcy pochowali się do swoich domów, zamykając przy tym nawet okiennice. Eli zdawała sobie sprawę, że jeżeli armia Gadony miałaby wparować do wioski, niewiele by z niej zostało, ale cztery ściany budynku mogły dawać chociaż złudne poczucie bezpieczeństwa. Sama czuła się bardzo niepewnie biegnąc pustym chodnikiem w stronę bramy. Nie wiedziała jeszcze co chciała zrobić, postanowiła jednak myśleć o tym na bieżąco.
        Nie zdążyła pobiec za daleko gdy ktoś wciągnął ją za łuk zdobiący drogę, zatykając jej jednocześnie buzię. Uświadomiła sobie, że znalazła się w tym samym miejscu, w którym wcześniej schwytał ją Drakon.
        - Wiedziałem, że będziesz nieposłuszna - usłyszała znajomy głos i odetchnęła z ulgą. Odwróciła się, popychając lekko Nevrę i łapiąc się za serce.
        - Nie strasz mnie tak, myślałam, że to znowu... - zaczęła, ale strażnik pokręcił tylko głową i położył palec na ustach. Na próżno, Drake, którego wcześniej nie widziała, zmierzał powolnym, leniwym krokiem w ich stronę.
        - Czuję jej zapach wampirze, nie masz jej co chować - powiedział zatrzymując się i zakładając ręce na piersi. Nevra wyszedł mu naprzeciw, nakazując gestem dziewczynie by została na miejscu. Wychyliła się by móc chociaż obserwować sytuację. Nawet w ciemności, oświetlonej jedynie blaskiem księżyca, widziała zaostrzone zęby Drakona.
        - Nie powinieneś pilnować swojej pani? - zapytał strażnik tonem, w którym można było wyczuć słabo skrywaną pogardę. Wyraźnie się zdenerwował, ale w jego pozie dostrzegła typową dla niego pewność siebie.
        - Gadona sobie świetnie radzi, czego nie można powiedzieć o was - prychnął, rozglądając się dookoła. - Mieszkańcy pochowali się jak szczury, zamiast wspierać swoich obrońców. Jakie to typowe. - Wyjrzał ponad ramię wampira spotykając spojrzenie Elismy. - Jednak nie mam wam tego za złe, wystarczy mi ta mała. Jej energia witalna naprawdę mi smakowała.
        Próbował wyminąć Nevrę kierując się ku niej, lecz nim zdążyła mrugnąć leżał kilka metrów dalej, pchnięty przez przeciwnika. Elisma przypuszczała, że wampiry mają jakieś specjalne zdolności, miała teraz tego wyraźny dowód.
        Drakon podniósł się niemrawo, nie zdejmując parszywego uśmiechu z twarzy.
        - Miałem nadzieję na jakąś rozrywkę, nie myślałem tylko, że będę zabawiać się z mężczyzną. - Wyprostował się i przechylił głowę w bok. - To będzie interesujące.
        Natarł ze sprawnością, która nawet nie sugerowała, że chwilę wcześniej oberwał. Nevra odpowiedział tym samym, pozostawiając po sobie smugę z piachu. Poruszali się tak szybko, że Eli nie była w stanie zarejestrować który z nich właściwie wygrywał. Słyszała tylko dźwięk zadawanych ciosów i parszywy śmiech Drakona. Miała możliwość się teraz oddalić poza pole zagrożenia, ale nie chciała opuścić towarzysza, obawiając się skutków tej potyczki.
        Nevra przewrócił się zostawiając inicjatywę przeciwnikowi. Ten wykorzystał to i ruszył pospiesznie w stronę Elismy. Nie docenił jednak wampira; od dziewczyny dzieliły go zaledwie centymetry, gdy zatrzymał się, a z jego twarzy zszedł towarzyszący mu do tej pory uśmiech. Zaraz potem dostrzegła ponad jego ramieniem Nevrę, ledwie go jednak poznając. Oczy świeciły mu się jak u kota nocą, krzywy grymas dodawał mu grozy i lat, uszy stały się jeszcze bardziej spiczaste, a kły, na co dzień niewiele większe od ludzkich, teraz miał co najmniej dwa razy dłuższe. Wpił się w szyję zniewolonego mężczyzny, nie spuszczając wzroku z Elismy. Nie widziała w nim swojego przyjaciela, ani nawet świadomej istoty. Postawa ciała, mimika, a także dźwięki, które wydawał; wszystko to nadawało mu dzikości zwierzęcia, wywołując fascynację i strach. Przyjrzała się jego ofierze: twarzy odebrano wyrazu, oczy stały się mętne i puste. Z miejsca ugryzienia leciała strużka krwi, większość jednak trafiała do gardła łowcy.
        Puścił go, a bezwładne ciało upadło na ziemię. Do istoty stojącej przed nią powoli wracały cechy jej przyjaciela. Patrzył na nią z nieskrywanym lękiem, wyraźnie obawiając się jej reakcji.
        - Przepraszam, że musiałaś to oglądać, naprawdę chciałem tego uniknąć - mruknął cicho, wyciągając do niej powoli dłoń. Złapała ją i przytuliła się do niego.
        - Uratowałeś mnie, za nic nie musisz przepraszać - powiedziała stanowczym, a mimo to lekko drżącym głosem. Odsunęła się od niego i starała się uśmiechnąć. - To raczej ja muszę przeprosić. Nie powinno mnie tu być.
        - Jestem dumny, że tu jesteś. - Po tych słowach skrzywił się i poprowadził Eli dalej od ciała. - To było naprawdę obrzydliwe. Nie wiem jakie zmiany przeszedł, ale nie wpłynęły one dobrze na jakość krwi.
        Zdziwił ją tymi słowami, bezosobowo określającymi to co przed chwilą zrobił. Bezwiednie objęła się ramionami spoglądając w miejsce gdzie leżał Drakon.
        - Czy... on nie żyje? - zapytała znając dobrze odpowiedź.
        - Byłbym naprawdę zaskoczony gdyby to przeżył - odpowiedział szczerze Nevra, przysuwając ją bliżej do siebie, chcąc dodać jej otuchy. - Nie patrz na to, lepiej się nad tym nie zastanawiać.
       Przytaknęła, postanawiając nie oglądać się więcej za siebie. Nevra miał rację, lepiej o tym nie myśleć. Nie mogli przecież tego uniknąć, poza tym zmarł zły człowiek.... Prawda?
________________________________________
Kolejny rozdział, mam wrażenie, że bardziej dla fanów Nevry, niemniej mam nadzieję, że się spodobał ;).
Czekam na Wasze słowa ;).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz